sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 24

Nie wiem co wyjdzie z tego mojego bycia z Louisem ale pożyjemy zobaczymy.
I tak narazie zero ujawniania się, nawet nie wiem czy powiedzieć chłopcom.
Jak narazie to Louis siedzi w szoku.
-Lou debilu, co ci?
-Nie mogę w to uwierzyć. - powiedział i oparłam mu głowę na ramieniu.
-Powiemy chłopcom? - spytałam.
-Myślę nad tym.

Louis.
Kocham ją, całym sobą, ale jeśli wszyscy się o niej dowiedzą nie będzie miała dziewczyna życia,
nasze fanki, gazety, reporteży... będą ją śledzić krok w krok.
Jej rodzinie też będzie ciężko.
Chłopcom na pewno powiemy, to rodzina więc muszą wiedzieć, a napewno będą szczęśliwi.
-Idziecie na kolacje? - przyszedł do Nas Malik. - twoja mama się denerwuje, ze nic nie jesz.
-Przesadza. - machnęła ręką.
-Emily musisz jeść. - odparł Zayn.
-Coś się dzieje? - spytałem.
-Emily jest przemęczona, nie śpi, mało je.
-Pracuje. - powiedziała.
-My też. - rzekliśmy równocześnie.
Zaprowadziliśmy ją na dół, zauważyłem że jest osłabiona ale nie sądziłem, że jest aż tak źle.
Wszyscy milczeli zajadając kolacje.
Nie wiem czy mówić im coś czy nie, spojrzałem na Emily, je w ilościach Nialla, może sobie wzięła do serca, że wszyscy karzą jej jeść.
-Emily widzę, że się dogadamy. - Niall wniósł szklankę w jej stronę, pijąc jej zdrowie. 

Roxy

-Harry myślę, że musimy wracać.
-Nic nie musimy, zostawmy wszystko i wyjedźmy gdzieś.
-Myślę że twój ochroniarz nie będzie zbytnio zadowolony, a co dopiero chłopcy, i ludzie ze studia. - zaśmiałam się i przystanęłam patrząc się na Tamizę.
Widuję ją codziennie a dopiero teraz kiedy jest obok mój ukochany mężczyzna nabrała ona dla mnie większego sensu.


Następnego dnia rano.
Emily.
Mała Eleanor pojechała do domu, gdyż mój kochany braciszek po nią wrócił.

Chłopcy z One Di pojechali do studia, Roxy z nimi, a ja siedziałam z Casparem który ostatnio rzadko u nas bywał.
-Jak Nicole? - spytał.
-Dalej ci nie przeszło? - poruszałam brwiami.
-Nic mi nie miało przejść, przecież mi się nie podoba.
-Pokłóciłyśmy się i ma urażoną dumę. - odparłam.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Kurde codziennie ktoś nas odwiedza. Tata krzyczał z góry że ja mam otworzyć.
Mam dosyć ludzi, jestem padnięta.
-Ktoś zamawiał pizze? - spytał Niall.
-Niall jesteś moim zbawieniem. A tak w ogóle to co tu robisz?
I dowiedziałam się, że dziś nagrywali tylko jego solówkę, Malika i Liama, gdzie jest reszta?
Nie mamy bladego pojęcia, telefony zostawili w domu.
Nie wiem co jest grane.
-Jaki dziś dzień? - spytałam.
-Yyyym dobre pytanie. - odpowiedział Caspar.
-Sobota.
-Oo to dobrze, że przyszliście bo dziś mój dyżur sprzątania.
-Ja biore pokój Emily! Nie chcę łazienki! - Niall podniół dwie ręce do góry.
Mój pokój? Hahaha tylko, że ja tam mam prawie posprzątane, a Niall kocha moje łóżko. 
Niall
Emily zostawiła w pokoju telefon, odważnie. Ale pierwszę muszę posprzątać, co to za kobietaa, dobrze, że ona nie widzi naszych pokoi hotelowych, ale zobaczy jak gdzies wyjedziemy. Narazie ciągle tylko studio studio studio.
Aż tu nagle:
Straight off the plane to a new hotel
Patrze na jej telefon: Lou.
Odbieram ale się nie odzywam.
-Cześć kochanie, sory że nie odbierałem ale pojechałem do mamy.
-No dzień dobry KOCHANIE. - odpowiedziałem.
-Niall?
-Nie, twoje kochanie. - zacząłem się śmiać i dałem Emily telefon. - twoje kochanie dzwoni.
I potem mieliśmy poważną rozmowę, jak się okazało są razem od wczoraj ale już
było późno.
Nareszcie im się ułożyło, ale dziewczyna ma przerąbane z tym debilem, i popieram ich
że nie chcą narazie tego rozgłaszać.


czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 23


Siedzieliśmy w lodziarni i poczułam wibracje telefonu. Roxy.
Ciekawe co się działo, od czasu incydentu z Harrym nie rozmawiamy jak zwykle.
Przeprosiłam Louisa i małą Elkę i podeszłam do okna lodziarni z którego był piękny widok na miasto i zachodzące słońce.
-Słucham Rox.
-Emily! Nie uwierzysz co się stało!
-Byłaś na imprezie a tu Harry Styles? - spytałam.
-Skąd wiesz?
Uśmiechnęłam się do siebie.
-Opowiadaj.
-No więc byłam na dyskotece i rozmawiałam z Maxem, tym co z nim siedzę w ławce na matmie. No i podszedł Harry i przeprosił go i mnie pocałował! A potem zaśpiewał Half a Heart.
Wybaczyłam mu. Kocham go a on mnie, wyobrażasz sobie? - powiedziała.
-Cieszę się, że mu wybaczyłaś. Takie słodkie.
-Wszystko dzięki tobie, i nie wypieraj się, Harold mi powiedział.
Rozłączyłam się dalej stojąc przy oknie, dawno nie miałam czasu pooglądać zachodu słońca, a co dopiero gwiazd. Od incydentu jak Roxy i Caspar rozwalili mi domek na drzewie.
Już chyba wiem, co będę robić w nocy, dobrze, że mamy lato i ciepłe noce.
Nagle Lou stanął za mną i od tyłu mnie objął, poczułam bezpieczeństwo i ciepło.
Przymknęłam oczy, nie odepchnęłam go, ale walnęłam go łokciem.
-Nie oddam Cię nikomu. - szepnął.
-Wiesz, że Roxy pogodziła się z Harrym?
-Super! Nareszcie, Harold przez te dni był nie do wytrzymania.
-Louis, już mnie możesz puścić, wróćmy do Elki.
Mała siedziała i zajadała następne lody. Jest taka sama jak jej tatulek.
Tatulek który zostawił ją u babci i ciotki i pojechał gdzieś. Tak wykorzystuje rodzinke.
A One Direction wróciło do mnie do domu, bo tata chciał więc wszystko jest spowrotem takie samo.
-Jestem zmęczona, wracamy? - spytałam.
-Taaaak. - powiedziała mała ziewając, i zasnęła na moich kolanach, przez co Louis niósł ją do domu.
-Emily nie zaśnij, bo nie dam rady nieść i młodej i ciebie. - prychnął śmiechem.
-Śmieszne...

Na szczęście po chwili byliśmy pod domem, zobaczyłam dosyć znany samochód.
Weszłam szybko a Louis zaniósł Elkę na górę.
-Deeeeaaan! - podniósł mnie i okręcił kilka razy w kółko i kopnęłam w wazon mamy.
-Ups... - uciekajmy, pobiegliśm na górę  wbiliśmy do domku na drzewie.
Noc powoli zapadała, gwiazdy się pojawiały.
Tęskniłam za tym miejscem, tęskniłam za moim 'braciszkiem'
-Dobrze, że wróciłeś. - oparłam mu głowę na ramie.
-Roxanne chciała żebysmy przyjechali a nigdzie jej nie ma.
-Pogodziła się z chłopakiem.
-Nie gadaj że Roxy ma chłopaka! Jaka beka. - zaśmiał się.
-Harry Styles. - odparłam.
-Ooo proszę.
Wbił Kieran pytając się jakim prawem się z nim nie przywitałam.

Oczywiście Dean i Kieran wpadli tylko na chwilkę i pojechali na koncert.
Kiedys im cos zrobię, że bywają u mnie po pół godziny i jadą dalej.
Dobrze, że 1D mają przerwe i siedzą w tym Londynie. "Przerwę", cały czas siedzą w studiu, Malika to nie wiem kiedy ostatni raz widziałam, ale dzwonił że jest z Perrie u jego mamy.
Ja w dalszym ciągu leżałam w domku na drzewie, nogi po kolana zwisały mi w powietrzu, leżałam na plecach i patrzyłam się w gwiazdy.
Przyszedł Niall i bez słowa położył się obok.
-Patrz! Spadająca gwiazda! - krzyknął. - pomyśl życzenie.
Zamknęłam oczy i pomyślałam, on uczynił to samo.
-To o czym pomyślałaś? - spytał a ja odwróciłam głowę w jego stronę on też.
-Nie powiem ci bo się nie spełni!
-No powiedz. - zaczął mnie łaskotać.
-Nieee. - powiedziałam śmiejąc się.

-Dzieci! Kolacja! - krzyknęła mama, a Niall zerwał się na równe nogi i zbiegł na dół.
Ja nie wstaje. Tym razem przyszedł Louis, ja nie wiem co z nimi.
Poleżelismy, pogadaliśmy.
-Pamiętasz pierwszy dzień naszej znajomości? Oblałeś mnie kawą na lotnisku, nienawidziłam cie, potem poznałam twoich kolegów, ty o tym nie wiedziałeś, beształam cię, a ty nic sobie z tym nie robiłeś.
-Ciężkie początki. - prychnął.
-Ta kawa to chyba było przeznaczenie, Bóg to zaplanował. Wszystko jest zapisane w niebie.
-Przeznaczenie? - oparł się na ręcę. - czyli że ty...w sensie..
-Kuźwa Louis zamknij się wreszcie. - pokiwałam głową a on nachylił się i szepnął że jest najszcześliwszym człowiekiem na ziemi. 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 22

Tata z Niallem i Liamem siedzieli w salonie a ja udałam się w strone drzwi, choć ledwo usłyszałam dzwonek przez ich śmiechy.
-Jooooooooshhhhhh!!!!!!!! - wybuchnęłam skacząc w objęcia brata.
-Też miło mi cię widzieć.
-A ciocia dalej taka sama. - odezwał się mały potworek który ledwo odrósł od ziemi. A mówiąc dokładniej moja bratanica.
-Biegnij do dziadka. - wskazał jej palcem Josh.
Dziwnie człowieka który ma 45 lat nazywać dziadkiem no ale cóż.
-Jaka słodzinka. - uśmiechnął się szeroko Liam.
Josh szeptem spytał się mnie co to za chłopacy.
Nie chciał mi wierzyć że to moi znajomi, no ale cóż. Jeszcze nie zna wszystkich xD
Są tacy kochani, mała to cały tatuś.
-Gdzie masz Suzie?
-Dziś w pracy. A ja szukam nańki. - uśmiechnął się szeroko.
-Mała może zostać u nas, spokojnie. - powiedziała mamuśka.
-Taak, pójdziemy na plac zabaaw. - odparł Liam.
-Pójdziemy? - zdziwiłam się.
-No tak, Emily trzeba się rozluźnić.
-Ja odpadam, Barbara przyjechała. - dodał Niall.
Coś mnie doszły słuchy o tej lasce, ale nie wiem dokładnie o co chodzi.
Więc po chwili mała Elka szła za rączką pomiędzy mną a Liamem.
Bałam się i to okropnie, że za chwile jacyś dziennikarze zwalą nam się na głowe i zaczną robić zdjęcia. Co jak co ale z tym dzieckiem to wyglądamy jak jakaś szczęśliwa rodzinka.
Tylko, że Liam jest z Danielle którą kocham jak siostre.
Ale...kiedy byłyśmy na placu zabaw Niall zadzwonił do Liama żeby wracał bo ma jakąś sprawe do niego.
-To co teraz młoda? Zostałyśmy same. - kucnęłam przy Elce.
-I dobrze. Po co faceci.
-Mała feministka widzę się rodzi. - usłyszałam nad swoim uchem.
Louis Tomlinson.
-A jednak babskie popołudnie się nam nie uda. - odrzekłam.

-Eleanor to jest wujek Louis. - przedstawiłam go i się przywitali.
-Wujek Niall, wujek Liam, wujek Louis...kurrrczak pieczony.
-Ja jej tego nie nauczyłam. - spojrzałam od razu na Louisa.
-To może drogie panie dadzą się zaprosić na lody? - spytał a młoda go przytuliła.
Słodki widok, mała niby cwana po tatusiu ale jeśli chodzi o słodycze to potulna.
Zastanawia mnie to czy Niall specjalnie zadzwonił po Liama czy co oni odpierniczają.
Ja wiem, że oni próbuja nas zjednoczyć ale narazie im się to nie udaje. I raczej nie uda.
Muszę się martwić Harrym i Roxanne, to jest dopiero apokalipsa.
-Ciociu, ciociu. - pociągnęła mnie za nogawkę od spodni.
Schyliłam się bo chciała mi wyszeptac do ucha.
-Skąd bierzesz tych wszystkich przystojniaków?
-Aa myślałam, że jesteś feministką. - odparłam jej a ona wróciła do rozmowy z Louim.

Oczami Roxy.
Poszłam na impreze, musiałam się odstresować, inaczej się nie da.
Nic nikomu nie powiedziałam, nie potrzebuję wsparcia i ich ramienia, dam sobie rade sama.
A akurat jakaś dziewczyna ze szkoły robiła impreze no to postanowiłam wbić, co mi tam.
I kiedy sobie rozmawiałam z moim kumplem z ławki na matematyce, wspominając jak wkurzaliśmy profesorke zjawił się Harry Styles we własnej osobie.

Kiedy już skończył mnie całować odparł:
-Roxy, musisz mi wybaczyć, byłem pijany, a sama stwierdzisz, że jesteście uderzająco podobne. I nawet mi nie przerywaj. Od początku naszej znajomości coś mnie do ciebie ciągnęło, jesteś zupełnie inna niż wszystkie dziewczyny na ziemi, choć nie znam wszystkich, ale nawet nie chce. Liczysz się tylko ty, na zawsze.
Wziął do ręki mikrofon i zaczął śpiewać.
No taak, wybaczyłam mu. Jakbym mogła nie, po tych wszystkich jego staraniach.

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 21

-Harry nie spodziewałam się po tobie! - krzyknęłam, i ostatni raz spojrzałam na niego i Susanne (siostra Roxy) zanim wybiegłam za nią na ulice Londynu.
-Jesteś z siebie zadowolony? - spytał go Louis.
Roxy siedziała na ławce przed klubem, dobrze, że nie uciekła gdzieś daleko.
-Dlaczego zawsze zakochuję się w kretynach! Wytłumacz mi to Emily! Zawsze źle wybiore. Nigdy nie było dobrze. - zaczęła mówić przez łzy kiedy usiadłam obok. - ty masz szczęście, Lou jest w tobie zakochany po uszy.

-Wcale nie jest. A jest jedna osoba którą dobrze wybrałaś. - powiedziałam i spojrzała na mnie pytająco.
-Kogo?
-Dean Lemon. Mój kochany braciszek, idealny, wyjątkowy.
-Ale to i tak bez znaczenia. - odparła.
-Dean cię lubi przecież.
-Tęsknię za rozmowami z nim. - wyjaśniła a ja wyciągnęłam z torebki telefon wybierając jego numer i dałam go Roxanne. Potrzebowała tego.
Weszłam na chwile do klubu, żeby im nie przeszkadzać. Zauważyłam tylko Louisa i Liama więc podeszłam do nich i powiedziałam, że my się będziemy zbierać. Pytali o Roxy w jakim jest stanie.
Stwierdzili, że dziś na noc nie przyjdą do mnie, tylko pójdą do hotelu. Roxy pewnie zostanie u mnie na noc bo nie pozwole jej wrócić do domu. A tak to może tata poprawi jej humor.
A jakby zobaczyła Harolda to by nie dała rady, a on i tak narąbany w cztery dupy.
Pożegnałam się i po chwili szłyśmy z Rox do domu.
-Jak Dean? - spytałam.
-Przyjedzie jutro. Emily? Myślisz, że Harry naprawdę się tylko pomylił? A z resztą nie odpowiadaj...jest głupi, bezczelny, na dodatek ma zryty charakter. - sama odpowiadała sobie na pytania.
Widzę, że musiał jej doradzić Dean xD
Nagle z nieba spadł deszcz, podniosłam głowę w kierunku nieba i zaczełam sobie tańczyć.
Makijaż w całości spłynął po mojej twarzy i za chwile go nie miałam.
-Emily! Daj spokój!
-Tańcz ze mną. - powiedziałam.
I tak zrobiła, przynajmniej na chwile zapomniała o całej akcji.
W nocy (no w nocy xD było koło 3 nad ranem xD ) Roxy dosyć szybko zasnęła. Martwiłam się, że będzie się martwić tą całą sytuacją ale narazie na to nie wygląda.
Rano dopiero było przedstawienie.
Wstałyśmy koło 9:00. Ogarnęłyśmy się i zeszłyśmy na dół.
Tata powiedział, że musimy z nim iśc do sklepu, choć nie podobał nam się ten pomysł to jednak się zgodziłyśmy.
Nagle pojawiło się całe One Direction, prawie całe, nie widziałam Hazzy. Wiedziałam co się tu dzieje, przeczytałam sms'a od Nialla.
Mówiłam im ostatnio, że Roxy kocha hinduską kulturę, filmy, piosenki, taniec.
Pojawiła się muzyka...

Harry...
Aż tu nagle:
Poświęciłbym dla ciebie życie. Powiedz czego pragniesz, a zgodzę się na wszystko, moja piękna. Oy-oy-oy, poświęciłbym dla ciebie życie. Powiedz czego pragniesz, a zgodzę się na wszystko, moja piękna. Oy-oy-oy, poświęciłbym dla ciebie życie 

Tata, mama, chłopcy i ja zaczęliśmy tańczyć. Myślałam, że padnę ze śmiechu.


Harry śpiewał a Roxy stała zdezorientowana.
Tata oczywiście się potknął, sąsiedzi siedzieli w oknach.
Kiedy Harry w końcu skończył śpiewać, bo my się prawie wyzabijaliśmy wyjaśnił Roxy, że to był wypadek.
-Wybaczysz temu idiocie? - spytał.


-Nie. - powiedziała i pociągnęła mnie i tate w strone sklepu. - następnym razem Emily, dziękuję za takie niespodzianki, ale nie podobają mi się.
-Daj spokój! Śmiesznie było. - powiedział tata.
-Nie. - odparła.
Ale na pewno w środku ją to poruszyło, widziałam ten uśmieszek.
"Nie poddam się. Harry. " Zauważyłam jak czytała wiadomość.
Cały Styles. Nie odpisała mu.
-Emily, jakby tobie tak chłopak zrobił, to zmusił bym cię do ślubu z nim. - powiedział tata.
-Tatusiu, nie musisz, bo żaden tak nie zrobi. - prychnęłam śmiechem. - tylko Styles taki jest.
-W sumie to mogę sobie wybrać zięcia, fajnie będzie. A ty tylko powiesz tak przed ołtarzem.


-A kogo byś wybrał tatku? - spytałam.
-Twojego kolege.
-Hahahahaha ciekawe którego.
-Louisa.
-Spadaj. On jest głupi. A tobie się podlizuje. - wyjaśniłam. - zamilcz - dopowiedziałam kiedy otwierał usta.
Po południu przyszedł do nas Nialler z Liamem.
-Co tam chłopcy? - spytałam.

Powiedzieli, że dawno się tak nie ubawili jak dzisiaj rano, i że muszą częściej tak "tańczyć".
Z kim ja się koleguję xD choć my z Roxanne jak oglądamy film to z każdym razem tańczymy.
Ciekawa jestem co ona kombinuje z tym Deanem.
Mam nadzieje, że go nie postawi znowu w ciężkiej sytuacji.
Może wybaczy Haroldowi.


sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 20

Ale Niall miał podstęp. Nie spodziewałam się tego, tak długo ich nie widziałam i z jednej strony cieszyłam się, że zadzwonił.
-Och przestań, Lou.
-Zawsze będę na Ciebie czekał, ale skoro twoja rodzinka już wie to może ci się oświadczę.
-Loooooouuuuuiiiiissssss!!! - mój tata zrobił parkoura przez kanapę i przechwycił mi laptopa.
-Nie oświadczaj mi się już mojej córce, tylko wracajcie. Zwariuje z tymi babami.
A więc słyszał...
-Nie oświadczam się, takie tam żarty z Emily. - odparł Tomlinson. - będziemy u państwa jutro.
Tak się zagadali, że ja zdąrzyłam cały film prawie dwu godzinny obejrzeć.
Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Nialla.
-Dzięki Horanku za rozmowę z Louisem. Zamieniliśmy może dwa zdania i mój tata z nim rozmawia od dwóch godzin.
-Pierdzielisz?! Już lecę do Louisa.
-Dzięki Niall. - rozłączyłam się.
A Liam jutro opiernicz dostanie bo nie dokończył remontowania mojego domku na drzewie i musiałam dokończyć z tatą. Co nie skończyło się dobrze, gdyż mój tatuś nie umie przybijać gwoździ i dostał w palca. Kaleka...
Dziś już nie zamieniłam z Louisem ani słowa, słyszałam, że rozmawiali długo z tatą.
Tak, rozmawiali Louis, Niall i Harry. Cool.
Na drugi dzień przyjechali koło południa.
Tata im otworzył.
-No nareszcie jacyś faceci. Z babami można zwariować, nie żeńcie się.
-Zamknij się. - skomentowała mama.
-Emily! - ujrzał mnie Lou.
Wyciągnęłam rękę przed siebie, żeby się nie zbliżał.
-Mów do ręki. - odparłam.
-Ale oni się nienawidzą. - odezwała się koleżanka mamy która akurat była u niej.


-Liasiu Liasiu... - zaczęłam a ten mnie uścisnął.
-Wieem. Przepraszam. Ale widziałem, że stoi domek.
-Tata mi pomógł... - spojrzałam na niego.
Haroldzik dzisiaj tak słodko wyglądał, zawsze wyglądał słodko ale dziś to już przesadził.
I ja się jeszcze dziwię czemu dziewczyny dalej mdleją na ich widok.
-Ty też ładnie wyglądasz. - odparł Styles.
-Dzięki! - może widział jak go mierzę z góry do dołu. Hahaha.
-Emily...czy mogłabyś...
-Ty też się do mnie nie odzywaj. - przerwałam Horanowi.
Malik poszedł do kuchni z moją mamą która obiecała jego mamie jakiś przepis.
Niall próbował się tłumaczyć, dlaczego to Louis zadzwonił a nie on.
-Winny się tłumaczy! Skończ to.
Usiadłam w salonie, a za chwile wszyscy usiedli obok, po moich dwóch stronach usiedli Niall i Louis.
A ja zawzięcie pisałam sms'y.
Roxy musiała coś skończyć w domu zanim mogła przyjść wyratować mnie w opresji, Nicole siedziała z rodzicami, a Caspar jak to Caspar wolał iść spać. Co za człowiek.
-Emilyyyy...
-Shut up Niall....Ty też. - dopowiedziałam kiedy Louis otwierał usta.

-Czekam na wyjaśnienia dlaczego tyle się nie odzywaliście, nie odpisywaliście, słuch o was zaginął. - odparłam.
-Louis musiał coś sobie przemyśleć. - powiedział Liam.
-Dobra, jednak się nie tłumaczcie.
-Ale już wróciliśmy i prędko się nas nie pozbędziesz. - Harry poruszał brwiami a ja prychnęłam śmiechem. - Gdzie Roxy?
Niall wybuchł śmiechem. Ummm. Ok.
-W domu, zaraz przyjdzie.
-Cool! Mieliśmy powtórzyć lekcje na perkusji. Albo idę do niej, będzie niespodzianka. Będę potem. - i tyle go widzieli.
-Dziiwnee. - odrzekłam.
-Ale bym się przeszedł na impreze. Taki ostry melanż. - rozprostował się Malik.
-Oooj tak! - poparł go Louis.
Jakoś nie miałam ochoty na alkohol. A jak oni pójdą na imprezę to zaraz zlecą się fanki.
A jednak zdecydowaliśmy się iść do klubu.
Ochrona miała nikogo nie wpuszczać, lokal dziś zamknięty. Chłopcy tylko pozapraszali swoich znajomych. Zastanawiałam się co tu robiła siostra Roxy.
To było dosyć dziwne.
Chłopcy od razu zaczęli sobie polewać, prócz Liama i mnie bo poszliśmy potańczyć.
Harry cały czas gadał z Rox. Och... <3
Koło drugiej w nocy impreza trwała już na całego.
Nagle zobaczyłam siostrę Roxy w podobnych do niej ubraniach która bawiła się z Harrym.
Coś mi tu śmierdzi. On jest już pijany na maxa.
Tylko gdzie Rox? Pytałam Louisa bo tylko on był  zasięgu mojego wzroku.
Chwycił mnie za rękę i nie chciał puścić.
-Jesteś pijany Louis. Idź spać. Ja idę szukać Roxy.
***
Oczami Roxy.
Zauważyłam Harry'ego bawiącego się z moją siostrą. Tylko dlaczego do cholery ona miała na sobie moje ubrania?
Podeszłam bliżej. Stałam może metr od nich.
Pocałował ją!!
-Harry!!! - krzyknełam w momencie jak akurat wyłączyli muzykę. Odskoczyli od siebie.
-Roxy? Ale ja, myślałem, że to ty. - zaczął mówić.
-I ty się nazywasz moją siostrą? Jak śmiałaś! Jesteś podła! Nie chce was znać!
-Roxy! To była pomyłka! - Harry chwycił mnie za rękę.
-Daruj sobie! - wyszłam z klubu z zapłakanymi oczami.
Jak on mógł!

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 19



Trzymałam w ręce telefon i nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
Nagle przestali się odzywać.
-Mamy małe zamieszanie w zespole, mieliśmy kilka poważnych rozmów i nie chcieliśmy Was w to mieszać. Wszystko musieliśmy przemysleć i przeanalizować.
-Kiedy wrócicie? - musiałam zadać to pytanie.
-Jutro wieczorem będziemy u Ciebie w domu.
-Będziemy czekać.
-Przepraszam Emily ale chłopcy mnie wołają. Muszę kończyć. Możemy pogadać wieczór na skypie. Będę o 19.
-Dobrze. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Wróciłam do Roxanne i opowiedziałam jej co mi powiedział blondyn.
Była w małym szoku.
Ale mój tata mistrz wszystkiego nie mógł pozwolić, żebyśmy skończyły o nim rozmawiać, więc zaczął coś śpiewać.
-Prosze Panaa? - Roxy wychyliła się, żeby spojrzec na niego.
-Jop?
-Czemu Emily nie odziedziczyła po panu śpiewania?
-To nie jest moje dziecko. - odparł.
-Thanks daddy. - rzekłam.
-I'm baaackk! - drzwi się otworzyły i ujrzeliśmy Nicole obok Caspara.
-Sieeemaa! - podbiegł do niej mój ojciec przybijając piątkę.
-Co on brał? - spytał Caspar.
Brak mi słów, poprostu brak.
Jestem ciekawa czy na skypie będzie tylko Nialler, czy cały zespół.
Chociaz jutro przyjeżdżają, więc nie musielibyśmy rozmawiać.
Ale skoro chce. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
Roxy z Nicole zaczeły gadać, że chyba myślałam o Louisie bo się uśmiecham sama do siebie.
-Nie prawda! - krzyknęłam.
W tym momencie chciałabym usiaść z Lemonami i porozmawiać.
Ale Nicole wróciła więc jak oni tu przyjadą, to ona z Rox będę znowu rywalizować miedzy sobą.
Zawsze go są w pobliżu chłopcy z Room to od razu budzi się w nich instynkt rywalizowania.
-Wychodzę. - wstałam.
-Eeejj... ja dopiero przyjechałam a ty już wychodzisz. - oburzyła się Nicole.
Wzruszyłam ramionami.
Po chodziłam trochę po Londynie, pogoda dzisiejszego dnia była piękna.
Gdy wróciłam do domu nikogo nie było. Znalazłam tylko karteczkę od rodziców, że poszli do teatru. Pusty dom! Nareszcie.

Muzyczka, Twitter, spokój. Jeszcze godzina i zobaczymy się z Niallem na kamerce.
Jestem ciekawa czy coś więcej mi powie czemu sie nie odzywali.
Ale trzeba się czymś zająć przez tą godzinę.
Na caly dom rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Dobrze, że miałam sciszoną muzykę.
Ale kurde światło jest zaświecone więc nie mogę udawać, że mnie nie ma.
Zeszłam po cichutku na dół zerknąć kto to.
Gdy ujrzałam to aż mnie zatkało. Moja straszna ciotka ze swoją córką której wręcz nienawidzę.
Teraz jak za chwile Nialler będzie dzwonił.
Otwarłam.
-Emily! Miło cię widzieć. Przeszkadzamy? - spytała.
-W sumie...
Jej córka już weszła do środka i zaczęła się rozglądać. Nawet jej nie zaprosiłam!
-Wejdźcie. Miałam kilka planów, ale to mam jeszcze czas.
Usiadły na kanapie. Ja wzięłam laptopa na kolana, i trochę go przymknęłam.
-Co u Was? - spytałam.
-Dobrze! Właśnie chciałam porozmawiać z twoimi rodzicami. Nie ma ich?
-Niestety.
Też żałuję, że rodziców nie ma. Może by je czymś zajęli a ja bym mogła na spokojnie rozmawiać. A tak to co zrobie?
Kuzynka (Becky) wzięła do ręki zdjecie moje i chłopców z Room które miałam oprawione
i trzymałam na szafce.
-Ładni.
-Mili. - poprawiłam ją.
To dziecko zawsze patrzy na urodę.
-Pewnie tylko raz ich spotkałaś i na pamiątkę, żeby ich nie zapomnieć zrobiłaś sobie z nimi zdjecie. - powiedziała.
-Mieszkają tu.
-No coś podobnego. - odparła ciotka.
Nienawidze ich, nienawidze.
Zapomniałam przyciszyć dźwięku z laptopa i melodyjka przychodzącego połączenia przerwała naszą rozmowę.
Nialler dzwonił. O kurde.
Odebrałam.
-Niall...- zobaczyłam Louisa. - Hej Loui, nie dam rady, mam gości. - pokiwałam lekko głową, żeby pokazać mu ciotkę.
-Twój chłopak? - spytała Becky.
-Tak, tak. - musiałam coś na szybko odpowiedzieć.
Lou się uśmiechnął i im pomachał.
-To my wam nie będziemy przeszkadzać, nie musisz nas odprowadzać.
Wstały i wyszły.
-Ufff. - usiadłam wygodniej. - myślałam, że Niall miał dzwonić.
-Zrobił to specjalnie, ale skoro twoja rodzina już wie, że jesteśmy parą, choć ja o tym nie wiedziałem to...
-Lou..musiałam tak powiedzieć.
-A jednak mnie kochasz.

piątek, 18 października 2013

Rozdział 18



A więc tydzień później.
-Co jemy na obiad? - spytała mama.
-Może dla odmiany, żeby nie jeść już tych warzywek na parze. - powiedział tata i odwrócił się w moją stronę. - nie nawidzę ich. - szepnął. - zjemy pizze!
-Hhahahahahah nie! - powiedziałam.
-Powiedział to jak narkoman na odwyku. - skrzywiłam się. - chyba mu brakuje mięsa w organiźmie.
-Chcę mięso! Albo zjem was. - postraszył nas a ja zrobiłam lekceważącą minę.
-To sobie nie pojesz. - odpowiedziała mama.
-Po kim on jest taki głupi? - spytałam.
-Sama jesteś głupia. - odparł.
-Po tobie!
-Nie, po mamie.
-Właśnie wiiiidzę.
Czasem się czuję jakby mnie podmienili w szpitalu.
Mój ojciec jest zdrowo szurnięty.
Pewnie jesteście ciekawi co u One Direction. Prawdę mówiąc ja też jestem ciekawa.
Nic nie wiem. Nie odzywają się na Twitterze, telefony wyłączone, słuch o nich zaginął.
Tata naprawił mi domek na drzewie, którego oni nie zdążyli naprawić.
-Dobra, już może być ta pizza. - odrzekłam.
-Emily..
-Tak mam na imię. 
-Powiedz mi, co wy tu jedliście jak nas nie było? - spytał tata.
-Jak to co? Warzywka na parze!
-Jezu Chrystle.
-Nie ma tu Jezusa. Wyrażaj się. - pouczyłam go.
Tata wstał i poszedł do kuchni, gdzie kszątała się mama.
 -Czy ludzie kiedyś dorastają? - mama zadała pytanie.
-Tata nie! - krzyknęłam sprzed telewizora. - Zamawiajcie tą pizzę, bo głodna jestem!
-Pizza? Usłyszałam słowo pizza? - do domu wpadła Roxanne.
-Masz podłuch w naszym domu? - spytał tata.
-Nie, to magia, proszę pana.
-A jak twoja siostra? - zadał kolejne pytanie.
-Zamknęłam ją w trumnie wychodząc. - odpowiedziała Roxy.
Czyli standard. Żarty mojej przyjaciółki.
-Roxy, czy...
-Oczywiście, że zjem z wami obiad. 
-Jak ona to robi? - spytał tata.

I Rox ponownie zaczęła swoją gadkę na temat magii i te sprawy.
Gdy skończyła spytałam się jej czy dowiedziała się czegoś o chłopcach.
Niestety nikt nic nie wiedział. To dziwne, fanki ich nie spotykają.
Cały świat nie wie co się dzieje.
U nas już byli dziennikarze. Bo przecież widzieli ich u nas pod domem.
Pytali czy są tu chłopcy, czy wiemy gdzie pojechali.
Nawet pozwoliłam im sprawdzić dom, że nigdzie ich nie ma bo nie chcieli uwierzyć.


 -Co tam masz? 
-Herbatę. - odpowiedziałam na pytanie Roxy.
-W kubku na kawę?
-Jop. 
A co miałam powiedzieć? W głowie Roxy ciągle tylko: Kawa kawa kawa kawa.
Przywieźli pizzę. Tata zaczął tańczyć jakiś dziwny taniec.
Roxy popatrzył na niego.
-Czemu on...
-Nie pytaj.
-Kocham twojego tatę.
Nawet maile do chłopców pisałam, nie wiem co się dzieje i to mnie martwi.
-Mam pomysł! - krzyknęła Rox.
-Jaki?
-Paul! - wstała.
-Paul?
-Nooo!! Zadzwonimy do Paula, przecież mamy numer.
-Czemu wcześniej na to nie wpadłam.
Sygnał, sygnał, sygnał.
-Halo? - odezwał się.
-Paul! Tu Emily Wilson.
-Oo Emily, jak miło cię słyszeć.
Miło, a więc nie jest o nic zły.
Usłyszałam w tle jakby głos Nialla wymawiającego moje imie.
Może był obok i usłyszał jak Paul mówi moje imie?
-Jest tam Niall? - spytałam.
-Tak. Dam ci go do telefonu.
-Niall? - spytałam.