poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 28


-Tom! Po tym dniu zgrubnę z 7 kg! - powiedziałam spostrzegając się ile zjedliśmy.
-Przyda ci się bo jesteś tak chuda że prawie cie nie widać. 
Byliśmy już prawie pod moim domem, bo powiedział, że musi mnie odprowadzić, było już po zachodzie słońca, ale na szczęście są ciepłe wieczory.
-Może wejdziesz? - wskazałam na drzwi.
-Wiesz co, kiedy indziej bo siostra miała przyjechać za 15 min. prawie się ogarnę. Ale zadzwonię. - puścił mi oczko i cmoknęłam w policzek.

-Dziękuję za cudowny dzień, Tom. - pomachałam mu i weszłam do środka, przede mną zobaczyłam tylko wściekłą postać Louisa trzymającego w ręku mój telefon, za nim stał Niall i Liam.
-Oo wyspaliście się?
-No nie bardzo. - odparł Tommo.
-Wstał lewą nogą? - spojrzałam na chłopaków.
-Dlaczego do cholery nie wzięłaś telefon, gdzie się podziewałaś cały dzień bez znaku życia, i jeszcze ten koleś!!!???
-To Tom, Niall go zna.
-Prawda, zarąbisty koleś. - odparł Niall a Lou go spiorunował wzrokiem.
-Znamy się od małego, jak z Niallem, spotkaliśmy się dziś jak wyszłam na miasto, troche poplotkowaliśmy.  - wyjaśniłam.
-Taak,  i siedzieliście w wesołym miasteczku. Już widziałem zdjęcia na Twitterze.

-Ale przecież nie ogłosiliśmy że jesteśmy razem wiec nie rozumiem.
Powiedział że to że nie ogłosiliśmy tego nie zmienia faktu, bo fanki widziały nas razem, i powinniśmy spędzac czas razem a nie z jakiś kolesiem.
Nie rozumiem o co mu chodzi, to tylko kolega.
-Jak nie chcesz to może nigdy nie bedziemy mieli okazji ogłosić że jesteśmy razem. 
-Louis debilu, zamknij się, będziesz potem tego żałował. Jesteś zazdrosny o kolegę Emily a co ona ma powiedzieć jak kocha się 75% nastolatek?! - wyburzył Niall i pobiegłam na górę rzucając się na łóżko, od razu przybiegł za mną Niall.
-Emily, Emily, nie płacz, łzy nie pomogą, zaraz skopie Louisa, że cię doprowadza do takiego stanu. - odwróciłam się do niego.
-Wiesz Niall... chciałabym wrócić do czasu jak bawiliśmy się w tej piaskownicy, jak byłam w Irlandii, to był wspaniały okres w życiu, zero przejmowania się, zero problemów, odkrywanie świata, masa pytań, można było cały dzień biegać za piłką...zero szkoły...zero miłości....
-Byłaś jedyną dziewczyną która biegała ze mną za piłką. - prychnął śmiechem.
-To były czasy...
-Które niestety już nie wrócą, nasze dzieci też się będą bawić w piaskownicy i się będą przyjaźnić jak my. - objął mnie ramieniem.
-Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat. - odrzekłam i kiwnął głową. - myślisz, że Louis mówił na serio?
-Myślę, że poniosły go emocje. Nie chciał tego powiedzieć. Patrz co ostatnio znalazłem. - wyciągnął zdjęcia z kieszeni.


-Zawsze denerwowało mnie to że byłaś wyższa ode mnie, a teraz proszę jak wyrosłem. - wstał i napiął mięśnie, a ja wybuchnęłam śmiechem przez łzy.
-Tak, i czasem stawałeś na palcach jak widziałeś aparat ale teraz ty jesteś wyższy, choć wtedy czułam że mam nad tobą przewagę, dalej mam. - popchnęłam go i przeturlał się po łóżku z którego spadł, a huk rozległ się na cały pokój. I jak to Niall zamiast wstać to leżał i śmiał się jak głupi.
-Głupku, wstawaj!
Niall nie mógł przestać się śmiać. Co robi Niall całe dnie?
-Śpi...
-Je..
-Śmieje się...
Czasem nie mam do niego słów, ale da się przyzwyczaić.

Wiesz kim jest przyjaciel . ? kimś kto potrafi wytrzymywać z Tobą 24 h a mimo to jest mu mało, ktoś kto wie o Tobie wszystko a mimo to siedzi obok i Cię kocha..ktoś kto jak zobaczy Cię z płaczem pierwsze słowa jakie powie to ' kogo mam zjechać ? ' ... ktoś kto o 3 rano podniesie słuchawkę i będzie słuchać jak przeklinasz cały świat i Ci przytakiwać.. to ktoś dzięki komu się żyje. ♥_♥

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 27

Wszyscy udali się na galę gdzie chłopcy mieli wystąpić, mnie nie namówili.
Rodzice wyszli na jakąś kolację bo mieli rocznice ślubu, więc myślę, że zabalują i nie wrócą za szybko. 
Zadzwoniłam do chłopców z ROOM 94 żeby mi potowarzyszyli, przyjechali po 10 minutach, zrobiłam popcorn, kolacje i prawie się zaczęło.
-Wiesz, że jestem z Louisem? - spytałam Deana, gdy reszta poszła jeszcze do kuchni coś zrobić.
-Gratuluję siostrzyczko, wiedziałem, że masz dobry gust, ale nie spodziewałem się, że będziecie razem, zawsze się kłóciliście, nie lubiłaś go.
-Widać wszystko się zmieniło. - położyłam mu głowę na ramieniu.
-To w takim razie czemu nie jesteś z nim na gali? - spytał.
-Nie chciałam tam iść, nie chce żeby świat się dowiedział.
-Ooo są na czerwonym dywanie. 
Pogłośniliśmy i wszyscy zasiedli przed ekranem.

-Patrzcie co Malik ma na szyji, jak wychodzili z domu Harry miał to na głowie...Zayn aka mój mistrz. - wyprostowałam się.
Roxy wyglądała genialnie *_*

Jako, że chłopcy wrócili dosyć późno, w zasadzie to była już 8 rano poszli spać a ja nie miałam co robić, wyszłam z hotelu i udałam się w strone centrum.
Londyn tętni życiem, od samego rana. 
Louis został zapytany na gali czy jest w związku, nic nie odpowiedział bo Niall udawał, że się wywrócił, żeby mu pomogli. Niall bohater Horan. 
Nie wiem co Louis mógłby odpowiedzieć, czy potwierdziłby to czy wręcz przeciwnie.
Patrząc w telefon weszłam w kogoś, przeprosiłam i poszłam dalej. 
-Emily?! Emily!! - podbiegł do mnie chłopak. - jak ty wyrosłaś.
-Przepraszam? 
-Nie pamiętasz mnie? Hahaha no troszkę się zmieniłem. Tom D...
-Tooom!! Pamietam, sory słońce mi uderza w twarz nic nie widze. 
-Co ty tu robisz? Jejku jak ja cie dawno nie widziałam. - przytuliłam go.
Tom to mój przyjaciel z piaskownicy, staraciliśmy kontakt jakoś 7 lat temu.
-Pamiętasz jak zawsze uderzałaś mnie łopatką jak się bawiliśmy w piaskownicy? - spytał.
-Bo burzyłeś mój zamek, należało ci się! - prychnęłam i poszliśmy sie przejść.
-Kiedyś mi włożyłaś głowę w ten swój zamek. 
-Bo chciałeś mi go rozwalić. - uderzyłam go w ramie.
-Nic się nie zmieniłaś świrusko. 
-Dzięki za komplement. - uśmiechnęłam się i usiadłam na ławce.
Spostrzegłam się, że zapomniałam z domu telefonu ale w sumie nie potrzebny mi bo zanim oni wstaną to minie cały dzień.
-Masz jakieś plany na dziś? - spytał Tom a ja kiwnęłam przecząco głową.
-Możemy się przejść do wesołego miasteczka jeśli chcesz. 
-Tak tak tak tak taaaaaaaak. - bez zastanowienia odpowiedziałam.
-To się cieszę, bo wiesz jak to jest bać się samemu.
-Bać? -spytałam.
-No tak, jest dom strachów, podobno najstraszniejszy na świecie. - odparł a ja przełknęłam ślinę, już nie miałam uśmiechu tylko wręcz przerażenie wypisane na twarzy.
-Nie mów że Emily Wilson się boi, nie do wiary!! 
-To nie jest wcale śmieszne. 
-Będzie dobrze. - uśmiechnął się i poszliśmy.
Od razu po przyjściu kupił mi wielką watę cukrową, co z moją dietą! A raz można sobie pozwolić.

Stanęłam przed wejściem do tego domu strachów.
-Wchodzimy? - spytał Tom.
-Ymmmmm
-Emily!! Wbijamy. - wepchnął mnie pierwszą do środka.
Zabije go kiedyś, nie nawidze domu strachów, co chwile rzucał we mnie jakimiś pająkami co tam leżały albo znikał i zostawałam sama a za chwile wyskakiwał zza ściany.
-Nie nawidze cie! - krzyknęłam gdy wyszliśmy.
-Wieem. Lody?
-Chętnie. 

sobota, 22 lutego 2014

Rozdzial 26


Roxy.
Wykorzystując sytuację, że Harry przyjechał pora...odegrać się na mojej ukochanej siostrzyczce.
-Idziemy do mnie? - spytałam Harolda a jego ręka momentalnie złapała moją, jakby chciał uciec.
-Jak ja się za tobą stęskniłem. - powiedział między pocałunkiem. A ja specjalnie pomyliłam pokoje i zamiast wejść do swojego na lewo weszłam do Suz na prawo, wbiliśmy tam całując się.
Oderwałam się od Hazzy, zauważył że to nie mój pokój.
-Jak tu dużo....mnie...
Taaak Harry wisiał na każdym centymetrze ściany.
-Co wy tu robicie? - spytała wstając oburzona.
-Co ja tu robie? - spytał Styles dalej się rozglądając.
-Wisisz. - zbiegła na dół.
-Specjalnie pomyliłas pokoje?
-Specjalnie pomyliłeś mnie z nią? Ładnie wyszedłeś na tym zdjęciu. - wskazałam plakat.
-Taki słodki, malutśki Haroldzik.
-Dalej jestem taki słodki. - odparł.
-Nie. 
-Tak.
Ja pokręciłam głową że nie, kocham się z nim droczyć.
-Na gali poznasz Gemmę, też będzie, jeszcze trzeba namówić Emily żeby poszła.
Harry jeszcze nie wie że Emily nie namówimy, ona nie chce Louisowi robić potem problemów, zamieszania, ona też chce móc spokojnie przejść po Londynie bez zaczepiania przez dziewczyny.


Emily.
-Nawet sobie nie wyobrażacie chłopcy jak się cieszę, że wróciliście, z tymi babami nie da się wytrzymać. - powiedział tata.
-Z tobą się nie da wytrzymać. - odparłam.
-Emily jest ciężką kobietą. - rzekł Louis i dostał w ramię. - Bolało.
-Miało. - prychnęłam.
Wszyscy chcą żebym szła w sobotę na tą galę, ale nie przekonają mnie.
Chciałam wyjść z Louisem na spacer, przeprosić go za wszystko, ale gdzie nie pójdziemy tam napadną nas fanki, jedynie możemy skoczyć do knajpki obok domu gdzie właścicielem jest mój kochany wujaszek więc zamknie drzwi żeby fanki nie wbiły.
-Choć na chwilkę. - kiwnęłam Louisowi głową i wyszliśmy.
Po 20 sekundach weszliśmy do środka. Wraz z Paul'em, którego przedstawiłam wujkowi.
-Ty co Emily? -  poruszał brwiami. -Co zwykle?
-Ograniczam kawę. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Nie o to mi chodziło! - i kiwnął na Louisa który zajmował miejsce przy stoliku.
-Uspokój się, jesteś taki sam jak twój braciszek! 
-Aa jak tam tata? Nie było go tu dzis. - odparł.
-Haaaa nie kocha cię! - krzyknęłam wzięłam lody i poszłam do Louisa.

-Jak to tak się z wujkiem drażnisz? - spytał.
-Jest jak mój tata, są identyczni, dwaj idioci. 
-I bardzo dobrze. Z kim się zadajesz takim się stajesz, pamietaj. - rzekł.
-Czyli przez was też będę taka głupia, a było tak dobrze. - zaczęłam się śmiać.
-Dzięki.
I zaczęłam go przepraszać że nie idę, i żeby sobie nie pomyślał że mi na nim nie zależy dlatego nie idę, powiedział, że rozumie że chce mieć spokój narazie, ale on i tak to kiedyś powie całemu światu. 
Przechodziły jakieś dziewczynki i spojrzały w okno od knajpki i nas zauważyły, zaczeły ciągnąć za klamkę i pukać po szybach.
-Wyjdźcie ogrodem. - rzekł wujek.
Pobiegliśmy kuchnią żeby wyjść tyłem ale tam tez już były.
-Mamy problem. - odparłam.
-Emily? Pamiętasz swoje tajemne przejscie którym przechodziłaś żeby szybciej przyjść tu z domu? - spytał wujek, pocałowałam go w policzek i złapałam Louisa za rękę. 
Za magazynem przeskoczyliśmy wielki płot, prawie się zabiłam i spadłam na Louisa xD
Wujek zapomniał o jednym... nie ostrzegł nas że zamontowali zraszacze, i się właczyły akurat.
Weszliśmy do mnie cali mokrzy.
-Rany boskie. - skomentowała mama.
-Nic nie mów. - rzekłam i poszliśmy na górę się przebrać.

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 25


Dowiedział się Niall, dowiedzieli się wszyscy...Co za gaduła z tego Horana.
Minął tydzień, drugi, trzeci, chłopcy od tego dnia co Horan się dowiedział są w Ameryce. My w Londynie.
Rzadko rozmawiamy, chłopcy ciągle dają koncerty, wywiady, spotykają się z fanami.
Nam kończą się wakacje, będzie trzeba zacząć następny rok w tej nieszczęśnej szkole, ostatni rok...a potem? Co potem?
-Musisz się tak obżerać tymi prażynkami? - Roxy wbiła jak zwykle jak do siebie. - ja wiem że tęsknisz za Tomlinsonem ale widząc ile jesz może cię nie poznać jak wrócisz.
-Więc sądzisz że kocha mnie tylko za wygląd?
-Ależ skąd. - odpowiedziała i usiadła obok. - może ty w ciąży jesteś?
-Co za żart Roxanne...
-No ja nie wiem czy żart, tu jakieś ciasto, tu to tu tamto...lody..czekolada. Jesteś w ciąży.

-Wmawiaj to sobie dalej, niestety ciotką nie zostaniesz. Harold się odezwał? - spytałam.
-Kocham jak go tam nazywasz. Gadaliśmy na Skypie. Tyy! Wiesz co się stało?
I zaczęła mi opowiadać, że jej kochana siostrzyczka porozwieszała sobie po całym pokoju plakaty Hazzy, chodzi i ciągle mówi że za nim tęskni, że jest taki przystojny. Rox powiedziała że jak jej uderzy głową o ściane to to będzie przypadek...
Nie dziwie się Roxanne, że się wkurzyła, wkońcu Harry chodzi z nią a nie z Susane.
Popołudniu jestem umówiona z Danielle na mały wypad na sklepy, chłopcy zaprosili nas na jakąś galę, co jest dziwne bo nie chcemy z Louim się ujawnić. Nie wiem czy iść...
Wreszcie koło 14 byłam już na parku, Danielle oczywiście nie kazała na siebie czekać, punktualna kobieta.
-Dzwonił do Ciebie Tommo? - spytała a ja pokiwałam przecząco głową.
-Coś się stało?
-Nic, nic. - wypaliła szybko.
-Danielle?
-No wracają dzisiaj!
-Nareszcie. - stwierdziłam.
Chodziłam po sklepach, ale duszą i myślami byłam gdzie indziej, bo co mam zrobić z tą galą, nie możemy iść jako przyjaciele, znam ich fanki, i reporterów.
-Pieknie byś w niej wyglądła. - Danielle rzuciła we mnie jakąś sukienką.
-Ja jednak rezygnuję z zakupów, na szczeście ty znalazłaś swoją idealną suknie, Liam oszaleje z wrażenia. - wymusiłam uśmiech.
Wyszłyśmy ze sklepu i grupka fanek 1D, poznałam po koszulkach, podbiegła do nas, poznały Danielle.
Zaczęły się krzyki, piski, wrzaski, gwar na całą galerię. Na szczęście pojawił się znajomy ochroniarz i wyrwał nas od nich.
Nie wiem jak ona to wytrzymuje.
Wróciłyśmy do mnie, chłopcy już byli. Pocałowałam każdego w policzek, Danielle rzuciła się na Liama i zaczął ją okręcać.
Stanęłam przed Louisem.
-Cześć kochanie. - dałam mu buziaka w policzek.
-Tak mnie witasz po takiej przerwie? - zaczynał się nachylać. Ale poszłam do pokoju na górę.
Przyszedł za mną, zaczął wygłaszać mi kazania na temat mojego zachowania itp. itd.
Twierdził że w ogóle go nie kocham. Taaa..tak najlepiej.
A ja? Bez słowa włączyłam idealną piosenkę.



Lubię Twój uśmiech
Lubię Twój nastrój
Lubię Twój styl
Ale nie dlatego Cię kocham
Lubię sposób W jaki jesteś gwiazdą
Ale nie dlatego Cię kocham
Hej Czy czujesz, czy czujesz mnie ?
Czy czujesz to, co ja ?
Czy potrzebujesz, czy potrzebujesz mnie ?
Potrzebujesz mnie ?
Jesteś taki piękny
Ale nie dlatego Cię kocham
Nie jestem pewna czy wiesz Że powodem, dla którego Cię kocham jesteś ty
Jesteś sobą, tylko sobą.

Tak, powodem dla którego Cię kocham jest to wszystko Przez co przeszliśmy I dlatego właśnie Cię kocham

-No no no Emily, jestem pod wrażeniem. - odparł i rzucił się na łóżko obok mnie.
-Wiem. - uśmiechnęłam się.
-Skromna jak zwykle. O co chodzi z Roxanne i jakąś ciążą.
-Moją. - odparłam a ten wypluł sok na pościel. - Tomlinson!
-Że co proszę? Nie było mnie kilka tygodni a ty już jesteś w ciąży? Zabije go, tylko powiedz kto to.
-Kocham jak jesteś zazdrosny, ale nie jestem w ciąży. Poprostu ostatnio zwiększył mi się apetyt.
Lou stwierdził, że chyba jestem jakąś zaginioną siostrą Nialla, bo jemy w takich samych ilościach...
No chyba nie! Niall je co 3 minuty. Nawet częściej, zawsze ma coś w ustach.
Nadszedł moment kiedy musiałam mu powiedzieć co postanowiłam, jesteśmy sami, nikt nam nie przeszkadza..
Tylko boję się jak to przyjmie.
-Loui?
-Jop?
-Nie mogę iść na tą galę. - nie odezwał się. - wiem jak wazni jesteście dla swoich fanek, wiem jakie ploty potrafią wymyślić.
Nie możemy iść jako przyjaciele. Tam będzie tyle ważnych ludzi..ja tam nie pasuje. Chcę zostać w domu.
-Jak możesz powiedzieć że tam nie pasujesz? A my tam pasujemy? Wszyscy sa ułożeni a my jesteśmy bandą kretynów. - odparł.
-Macie zaplanowaną konferencję. Musicie tam być. Roxy i Danielle też idą. Ta Nialla jakaś koleżanka..
-Barbara
-Tak, ona też idzie. I Pezz będzie. - dokończyłam.
-Perrie nie będzie, nie da rady. Będziemy z Malikiem jak jakieś cioty dwie.
-A nie możesz zostawić Malika samego, pamietaj. - pocałowałam go delikatnie, wstałam i zeszłam na dół.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 24

Nie wiem co wyjdzie z tego mojego bycia z Louisem ale pożyjemy zobaczymy.
I tak narazie zero ujawniania się, nawet nie wiem czy powiedzieć chłopcom.
Jak narazie to Louis siedzi w szoku.
-Lou debilu, co ci?
-Nie mogę w to uwierzyć. - powiedział i oparłam mu głowę na ramieniu.
-Powiemy chłopcom? - spytałam.
-Myślę nad tym.

Louis.
Kocham ją, całym sobą, ale jeśli wszyscy się o niej dowiedzą nie będzie miała dziewczyna życia,
nasze fanki, gazety, reporteży... będą ją śledzić krok w krok.
Jej rodzinie też będzie ciężko.
Chłopcom na pewno powiemy, to rodzina więc muszą wiedzieć, a napewno będą szczęśliwi.
-Idziecie na kolacje? - przyszedł do Nas Malik. - twoja mama się denerwuje, ze nic nie jesz.
-Przesadza. - machnęła ręką.
-Emily musisz jeść. - odparł Zayn.
-Coś się dzieje? - spytałem.
-Emily jest przemęczona, nie śpi, mało je.
-Pracuje. - powiedziała.
-My też. - rzekliśmy równocześnie.
Zaprowadziliśmy ją na dół, zauważyłem że jest osłabiona ale nie sądziłem, że jest aż tak źle.
Wszyscy milczeli zajadając kolacje.
Nie wiem czy mówić im coś czy nie, spojrzałem na Emily, je w ilościach Nialla, może sobie wzięła do serca, że wszyscy karzą jej jeść.
-Emily widzę, że się dogadamy. - Niall wniósł szklankę w jej stronę, pijąc jej zdrowie. 

Roxy

-Harry myślę, że musimy wracać.
-Nic nie musimy, zostawmy wszystko i wyjedźmy gdzieś.
-Myślę że twój ochroniarz nie będzie zbytnio zadowolony, a co dopiero chłopcy, i ludzie ze studia. - zaśmiałam się i przystanęłam patrząc się na Tamizę.
Widuję ją codziennie a dopiero teraz kiedy jest obok mój ukochany mężczyzna nabrała ona dla mnie większego sensu.


Następnego dnia rano.
Emily.
Mała Eleanor pojechała do domu, gdyż mój kochany braciszek po nią wrócił.

Chłopcy z One Di pojechali do studia, Roxy z nimi, a ja siedziałam z Casparem który ostatnio rzadko u nas bywał.
-Jak Nicole? - spytał.
-Dalej ci nie przeszło? - poruszałam brwiami.
-Nic mi nie miało przejść, przecież mi się nie podoba.
-Pokłóciłyśmy się i ma urażoną dumę. - odparłam.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Kurde codziennie ktoś nas odwiedza. Tata krzyczał z góry że ja mam otworzyć.
Mam dosyć ludzi, jestem padnięta.
-Ktoś zamawiał pizze? - spytał Niall.
-Niall jesteś moim zbawieniem. A tak w ogóle to co tu robisz?
I dowiedziałam się, że dziś nagrywali tylko jego solówkę, Malika i Liama, gdzie jest reszta?
Nie mamy bladego pojęcia, telefony zostawili w domu.
Nie wiem co jest grane.
-Jaki dziś dzień? - spytałam.
-Yyyym dobre pytanie. - odpowiedział Caspar.
-Sobota.
-Oo to dobrze, że przyszliście bo dziś mój dyżur sprzątania.
-Ja biore pokój Emily! Nie chcę łazienki! - Niall podniół dwie ręce do góry.
Mój pokój? Hahaha tylko, że ja tam mam prawie posprzątane, a Niall kocha moje łóżko. 
Niall
Emily zostawiła w pokoju telefon, odważnie. Ale pierwszę muszę posprzątać, co to za kobietaa, dobrze, że ona nie widzi naszych pokoi hotelowych, ale zobaczy jak gdzies wyjedziemy. Narazie ciągle tylko studio studio studio.
Aż tu nagle:
Straight off the plane to a new hotel
Patrze na jej telefon: Lou.
Odbieram ale się nie odzywam.
-Cześć kochanie, sory że nie odbierałem ale pojechałem do mamy.
-No dzień dobry KOCHANIE. - odpowiedziałem.
-Niall?
-Nie, twoje kochanie. - zacząłem się śmiać i dałem Emily telefon. - twoje kochanie dzwoni.
I potem mieliśmy poważną rozmowę, jak się okazało są razem od wczoraj ale już
było późno.
Nareszcie im się ułożyło, ale dziewczyna ma przerąbane z tym debilem, i popieram ich
że nie chcą narazie tego rozgłaszać.


czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 23


Siedzieliśmy w lodziarni i poczułam wibracje telefonu. Roxy.
Ciekawe co się działo, od czasu incydentu z Harrym nie rozmawiamy jak zwykle.
Przeprosiłam Louisa i małą Elkę i podeszłam do okna lodziarni z którego był piękny widok na miasto i zachodzące słońce.
-Słucham Rox.
-Emily! Nie uwierzysz co się stało!
-Byłaś na imprezie a tu Harry Styles? - spytałam.
-Skąd wiesz?
Uśmiechnęłam się do siebie.
-Opowiadaj.
-No więc byłam na dyskotece i rozmawiałam z Maxem, tym co z nim siedzę w ławce na matmie. No i podszedł Harry i przeprosił go i mnie pocałował! A potem zaśpiewał Half a Heart.
Wybaczyłam mu. Kocham go a on mnie, wyobrażasz sobie? - powiedziała.
-Cieszę się, że mu wybaczyłaś. Takie słodkie.
-Wszystko dzięki tobie, i nie wypieraj się, Harold mi powiedział.
Rozłączyłam się dalej stojąc przy oknie, dawno nie miałam czasu pooglądać zachodu słońca, a co dopiero gwiazd. Od incydentu jak Roxy i Caspar rozwalili mi domek na drzewie.
Już chyba wiem, co będę robić w nocy, dobrze, że mamy lato i ciepłe noce.
Nagle Lou stanął za mną i od tyłu mnie objął, poczułam bezpieczeństwo i ciepło.
Przymknęłam oczy, nie odepchnęłam go, ale walnęłam go łokciem.
-Nie oddam Cię nikomu. - szepnął.
-Wiesz, że Roxy pogodziła się z Harrym?
-Super! Nareszcie, Harold przez te dni był nie do wytrzymania.
-Louis, już mnie możesz puścić, wróćmy do Elki.
Mała siedziała i zajadała następne lody. Jest taka sama jak jej tatulek.
Tatulek który zostawił ją u babci i ciotki i pojechał gdzieś. Tak wykorzystuje rodzinke.
A One Direction wróciło do mnie do domu, bo tata chciał więc wszystko jest spowrotem takie samo.
-Jestem zmęczona, wracamy? - spytałam.
-Taaaak. - powiedziała mała ziewając, i zasnęła na moich kolanach, przez co Louis niósł ją do domu.
-Emily nie zaśnij, bo nie dam rady nieść i młodej i ciebie. - prychnął śmiechem.
-Śmieszne...

Na szczęście po chwili byliśmy pod domem, zobaczyłam dosyć znany samochód.
Weszłam szybko a Louis zaniósł Elkę na górę.
-Deeeeaaan! - podniósł mnie i okręcił kilka razy w kółko i kopnęłam w wazon mamy.
-Ups... - uciekajmy, pobiegliśm na górę  wbiliśmy do domku na drzewie.
Noc powoli zapadała, gwiazdy się pojawiały.
Tęskniłam za tym miejscem, tęskniłam za moim 'braciszkiem'
-Dobrze, że wróciłeś. - oparłam mu głowę na ramie.
-Roxanne chciała żebysmy przyjechali a nigdzie jej nie ma.
-Pogodziła się z chłopakiem.
-Nie gadaj że Roxy ma chłopaka! Jaka beka. - zaśmiał się.
-Harry Styles. - odparłam.
-Ooo proszę.
Wbił Kieran pytając się jakim prawem się z nim nie przywitałam.

Oczywiście Dean i Kieran wpadli tylko na chwilkę i pojechali na koncert.
Kiedys im cos zrobię, że bywają u mnie po pół godziny i jadą dalej.
Dobrze, że 1D mają przerwe i siedzą w tym Londynie. "Przerwę", cały czas siedzą w studiu, Malika to nie wiem kiedy ostatni raz widziałam, ale dzwonił że jest z Perrie u jego mamy.
Ja w dalszym ciągu leżałam w domku na drzewie, nogi po kolana zwisały mi w powietrzu, leżałam na plecach i patrzyłam się w gwiazdy.
Przyszedł Niall i bez słowa położył się obok.
-Patrz! Spadająca gwiazda! - krzyknął. - pomyśl życzenie.
Zamknęłam oczy i pomyślałam, on uczynił to samo.
-To o czym pomyślałaś? - spytał a ja odwróciłam głowę w jego stronę on też.
-Nie powiem ci bo się nie spełni!
-No powiedz. - zaczął mnie łaskotać.
-Nieee. - powiedziałam śmiejąc się.

-Dzieci! Kolacja! - krzyknęła mama, a Niall zerwał się na równe nogi i zbiegł na dół.
Ja nie wstaje. Tym razem przyszedł Louis, ja nie wiem co z nimi.
Poleżelismy, pogadaliśmy.
-Pamiętasz pierwszy dzień naszej znajomości? Oblałeś mnie kawą na lotnisku, nienawidziłam cie, potem poznałam twoich kolegów, ty o tym nie wiedziałeś, beształam cię, a ty nic sobie z tym nie robiłeś.
-Ciężkie początki. - prychnął.
-Ta kawa to chyba było przeznaczenie, Bóg to zaplanował. Wszystko jest zapisane w niebie.
-Przeznaczenie? - oparł się na ręcę. - czyli że ty...w sensie..
-Kuźwa Louis zamknij się wreszcie. - pokiwałam głową a on nachylił się i szepnął że jest najszcześliwszym człowiekiem na ziemi. 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 22

Tata z Niallem i Liamem siedzieli w salonie a ja udałam się w strone drzwi, choć ledwo usłyszałam dzwonek przez ich śmiechy.
-Jooooooooshhhhhh!!!!!!!! - wybuchnęłam skacząc w objęcia brata.
-Też miło mi cię widzieć.
-A ciocia dalej taka sama. - odezwał się mały potworek który ledwo odrósł od ziemi. A mówiąc dokładniej moja bratanica.
-Biegnij do dziadka. - wskazał jej palcem Josh.
Dziwnie człowieka który ma 45 lat nazywać dziadkiem no ale cóż.
-Jaka słodzinka. - uśmiechnął się szeroko Liam.
Josh szeptem spytał się mnie co to za chłopacy.
Nie chciał mi wierzyć że to moi znajomi, no ale cóż. Jeszcze nie zna wszystkich xD
Są tacy kochani, mała to cały tatuś.
-Gdzie masz Suzie?
-Dziś w pracy. A ja szukam nańki. - uśmiechnął się szeroko.
-Mała może zostać u nas, spokojnie. - powiedziała mamuśka.
-Taak, pójdziemy na plac zabaaw. - odparł Liam.
-Pójdziemy? - zdziwiłam się.
-No tak, Emily trzeba się rozluźnić.
-Ja odpadam, Barbara przyjechała. - dodał Niall.
Coś mnie doszły słuchy o tej lasce, ale nie wiem dokładnie o co chodzi.
Więc po chwili mała Elka szła za rączką pomiędzy mną a Liamem.
Bałam się i to okropnie, że za chwile jacyś dziennikarze zwalą nam się na głowe i zaczną robić zdjęcia. Co jak co ale z tym dzieckiem to wyglądamy jak jakaś szczęśliwa rodzinka.
Tylko, że Liam jest z Danielle którą kocham jak siostre.
Ale...kiedy byłyśmy na placu zabaw Niall zadzwonił do Liama żeby wracał bo ma jakąś sprawe do niego.
-To co teraz młoda? Zostałyśmy same. - kucnęłam przy Elce.
-I dobrze. Po co faceci.
-Mała feministka widzę się rodzi. - usłyszałam nad swoim uchem.
Louis Tomlinson.
-A jednak babskie popołudnie się nam nie uda. - odrzekłam.

-Eleanor to jest wujek Louis. - przedstawiłam go i się przywitali.
-Wujek Niall, wujek Liam, wujek Louis...kurrrczak pieczony.
-Ja jej tego nie nauczyłam. - spojrzałam od razu na Louisa.
-To może drogie panie dadzą się zaprosić na lody? - spytał a młoda go przytuliła.
Słodki widok, mała niby cwana po tatusiu ale jeśli chodzi o słodycze to potulna.
Zastanawia mnie to czy Niall specjalnie zadzwonił po Liama czy co oni odpierniczają.
Ja wiem, że oni próbuja nas zjednoczyć ale narazie im się to nie udaje. I raczej nie uda.
Muszę się martwić Harrym i Roxanne, to jest dopiero apokalipsa.
-Ciociu, ciociu. - pociągnęła mnie za nogawkę od spodni.
Schyliłam się bo chciała mi wyszeptac do ucha.
-Skąd bierzesz tych wszystkich przystojniaków?
-Aa myślałam, że jesteś feministką. - odparłam jej a ona wróciła do rozmowy z Louim.

Oczami Roxy.
Poszłam na impreze, musiałam się odstresować, inaczej się nie da.
Nic nikomu nie powiedziałam, nie potrzebuję wsparcia i ich ramienia, dam sobie rade sama.
A akurat jakaś dziewczyna ze szkoły robiła impreze no to postanowiłam wbić, co mi tam.
I kiedy sobie rozmawiałam z moim kumplem z ławki na matematyce, wspominając jak wkurzaliśmy profesorke zjawił się Harry Styles we własnej osobie.

Kiedy już skończył mnie całować odparł:
-Roxy, musisz mi wybaczyć, byłem pijany, a sama stwierdzisz, że jesteście uderzająco podobne. I nawet mi nie przerywaj. Od początku naszej znajomości coś mnie do ciebie ciągnęło, jesteś zupełnie inna niż wszystkie dziewczyny na ziemi, choć nie znam wszystkich, ale nawet nie chce. Liczysz się tylko ty, na zawsze.
Wziął do ręki mikrofon i zaczął śpiewać.
No taak, wybaczyłam mu. Jakbym mogła nie, po tych wszystkich jego staraniach.