piątek, 18 października 2013

Rozdział 18



A więc tydzień później.
-Co jemy na obiad? - spytała mama.
-Może dla odmiany, żeby nie jeść już tych warzywek na parze. - powiedział tata i odwrócił się w moją stronę. - nie nawidzę ich. - szepnął. - zjemy pizze!
-Hhahahahahah nie! - powiedziałam.
-Powiedział to jak narkoman na odwyku. - skrzywiłam się. - chyba mu brakuje mięsa w organiźmie.
-Chcę mięso! Albo zjem was. - postraszył nas a ja zrobiłam lekceważącą minę.
-To sobie nie pojesz. - odpowiedziała mama.
-Po kim on jest taki głupi? - spytałam.
-Sama jesteś głupia. - odparł.
-Po tobie!
-Nie, po mamie.
-Właśnie wiiiidzę.
Czasem się czuję jakby mnie podmienili w szpitalu.
Mój ojciec jest zdrowo szurnięty.
Pewnie jesteście ciekawi co u One Direction. Prawdę mówiąc ja też jestem ciekawa.
Nic nie wiem. Nie odzywają się na Twitterze, telefony wyłączone, słuch o nich zaginął.
Tata naprawił mi domek na drzewie, którego oni nie zdążyli naprawić.
-Dobra, już może być ta pizza. - odrzekłam.
-Emily..
-Tak mam na imię. 
-Powiedz mi, co wy tu jedliście jak nas nie było? - spytał tata.
-Jak to co? Warzywka na parze!
-Jezu Chrystle.
-Nie ma tu Jezusa. Wyrażaj się. - pouczyłam go.
Tata wstał i poszedł do kuchni, gdzie kszątała się mama.
 -Czy ludzie kiedyś dorastają? - mama zadała pytanie.
-Tata nie! - krzyknęłam sprzed telewizora. - Zamawiajcie tą pizzę, bo głodna jestem!
-Pizza? Usłyszałam słowo pizza? - do domu wpadła Roxanne.
-Masz podłuch w naszym domu? - spytał tata.
-Nie, to magia, proszę pana.
-A jak twoja siostra? - zadał kolejne pytanie.
-Zamknęłam ją w trumnie wychodząc. - odpowiedziała Roxy.
Czyli standard. Żarty mojej przyjaciółki.
-Roxy, czy...
-Oczywiście, że zjem z wami obiad. 
-Jak ona to robi? - spytał tata.

I Rox ponownie zaczęła swoją gadkę na temat magii i te sprawy.
Gdy skończyła spytałam się jej czy dowiedziała się czegoś o chłopcach.
Niestety nikt nic nie wiedział. To dziwne, fanki ich nie spotykają.
Cały świat nie wie co się dzieje.
U nas już byli dziennikarze. Bo przecież widzieli ich u nas pod domem.
Pytali czy są tu chłopcy, czy wiemy gdzie pojechali.
Nawet pozwoliłam im sprawdzić dom, że nigdzie ich nie ma bo nie chcieli uwierzyć.


 -Co tam masz? 
-Herbatę. - odpowiedziałam na pytanie Roxy.
-W kubku na kawę?
-Jop. 
A co miałam powiedzieć? W głowie Roxy ciągle tylko: Kawa kawa kawa kawa.
Przywieźli pizzę. Tata zaczął tańczyć jakiś dziwny taniec.
Roxy popatrzył na niego.
-Czemu on...
-Nie pytaj.
-Kocham twojego tatę.
Nawet maile do chłopców pisałam, nie wiem co się dzieje i to mnie martwi.
-Mam pomysł! - krzyknęła Rox.
-Jaki?
-Paul! - wstała.
-Paul?
-Nooo!! Zadzwonimy do Paula, przecież mamy numer.
-Czemu wcześniej na to nie wpadłam.
Sygnał, sygnał, sygnał.
-Halo? - odezwał się.
-Paul! Tu Emily Wilson.
-Oo Emily, jak miło cię słyszeć.
Miło, a więc nie jest o nic zły.
Usłyszałam w tle jakby głos Nialla wymawiającego moje imie.
Może był obok i usłyszał jak Paul mówi moje imie?
-Jest tam Niall? - spytałam.
-Tak. Dam ci go do telefonu.
-Niall? - spytałam. 


poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 17

Dzień minął całkiem spokojnie. Ale za to kolejnego dnia...
Przetarłam oczy schodząc na dół. Na stole znalazłam karteczkę:
"Musieliśmy jechać na nagrania. Miłego dnia xx"
Czyli zapowiadały się nudy.
Popołudniu przyszła Roxy. Ten dom nie był taki jak kiedyś.
Siedziałyśmy gapiąc się w ścianę, nic nie mówiłyśmy, nic nie ogladałyśmy.
Przynajmniej mogłam się zastanowić nad wszystkim. Ale ciekawa byłam co Roxy czuła do Hazzy, ale tak naprawdę.
Drzwi się otworzyły. Odwróciłam głowę w kierunku drzwi z nadzieją, że ujrzę 1D.
-Co tu tak cicho? - spytała mama.
-Ooo nasze panienki się nudzą. - skomentował tata.
-Dobry. - przywitała się Roxanne.
-Dobry dobry. - odpowiedział jej. - ale chyba coś nie dla was. Co tu tak cicho?
-Nudy, psze pana.
Nudy to coś co ostatnio rzadko gościło w naszym życiu.
-Emily, widziałam zwalony domek na drzewie, opowiesz nam co się tu stało? - mama zadała pytanie.
A ja spojrzałam na Roxy, wyjaśniając że nic takiego się nie stało. Wypadki się zdarzają.
-Liam obiecał, że to naprawi.
-A właśnie gdzie ten wasz zespół? - spytał tata.
Wasz zespół...Czemu tak powiedział. To nie jest nasz zespół.
-Lou chciał chodzić z pana córką, a ona się nie zgodziła i się wynieśli! - powiedziała przyjaciółka.

-Ona kłamie. Na stoliku leży karteczka, pojechali do studia. - powiedziałam szybko.
Zabije ją. Mam nadzieję, że jej nie uwierzyli.
Tata rozgościł się obok nas. Rozgościł xD jak to brzmi.
Przecież to jego dom.
Poprawił mi włosy.
-Wiesz Christine ( moja mama) co widzimy naszą córkę, to ma ona inny kolor włosów.
- zaczął swoją przemowę. - Następnym razem jak wyjedziemy i wrócimy to może będzie miała zielone.
-Suuupeer! - przyjaciółka wydała okrzyk radości. Mój tata spojrzał na nią kamienną twarzą.
Ale wybuchnął śmiechem.
-Albo różowe!
Roxanne uwielbiała mojego tate, sami się przekonacie dlaczego.
Tak, wczoraj zafarbowałam włosy, skończyłam z blondem.
-Rozważę twoją propozycję. - uśmiechnęłam się.
-Tom, idź się przebrać. Najlepiej wykąpać. - rzekła mama.
-Czemu? - spytał.
-Śmierdzisz.
Daddy otworzył usta, był w szoku.
-Wcale nie!
-Spędziliśmy kilka godzin w samochodzie, jest gorąco. Idź, uratuj siebie i nas.
Tata spojrzał na nas. Ja powstrzymywałam śmiech, Rox nie.
-Niech to całe One Direction wróci, nie mogę być jedynym mężczyzną w domu. Za dużo bab.
-Sorry Daddy.
Mama usiadła na jego miejscu.
-Roxy, mogłabyś na chwilkę...
-Jasne, prawie sobie zrobię coś do jedzenia.
No tak, cała Rox.
-Chodzi mi o to  co Roxy powiedziała jak przyjechaliśmy. O Louisie.
-Specjalnie to powiedziała, mamo. Nic się nie dzieje. Sama widziałaś karteczę. Musieli jechać do studia.
-Wiesz, że zawsze możesz...
-Wiem. Roxy ja też chce popcorn! - krzyknęłam.
Siedziałyśmy wygodnie w salonie, jedząc popcorn i oglądając telewizję.
Aż tu nagle:
-Tatoo! - krzyknęłam, zasłaniając Roxy oczy. Lecz ona przesunęła moją rękę, żeby mogła widzieć.
Odwrócił głowę, poruszał brwiami:
-Pachnę!
*facepalm*
-Zawsze musisz mi robić obciach przy znajomych!
-Roxy to jak twoja siostra.
-Prosze mnie zaadoptować! - prosiła przyjaciółka.
-Nie bo twoja siostrzyczka będzie tęsknić.
-Ona się pierwsza zgodzi.
No tak, Roxy była jak rodzina, wchodziła jak do siebie, zachowywała się jak u siebie.
Dobrze, że perkusje ma u siebie.
Ciekawe co robi One Direction.
-Tato czy ty ożesz założyć spodnie? - nie wyrobię z tym człowiekiem.
-Demoralizacja młodzieży! - poparła mnie Rox.
-Tom, ubierz się.
-Znowu te kobiety. Musze wyjeżdżać na dłuższe firmowe spotkania. Seksowne sekretarki.
-Jedna seksowna sekretarka i masz na biurku pozew rozwodowy.
Moja rodzinka. Co tata powiedział głupiego mama mówiła mu o rozwodzie. Tak przeżyli razem 25 lat.
Zadzwoniłam do chłopców ale mieli wyłączone telefony. Napisałam im sms'a, że wychodze z rodzicami i klucze są u Roxanne, bo ta się wycwaniła i nie poszła z nami na spacer.

Przechodząc obok Big Bena tata w tych swoich okularkach opowiadał jakąś życiową historię.
Dobrze, że mamy jeszcze lipiec, bo jest fajnie ciepło.
-I co myślisz Emily?
Yyy chyba chodzi mu o tą historię. Jakbym jeszcze go słuchała.
Uniosłam kciuk do góry, ziewając i mówić:
-Cool Story Bro.
-Tak też myślałem.
I tak minął pierwszy dzień, drugi, siódmy...One Direction ani razu się nie pokazali, nie odezwali.
Żadnej wiadomości.

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 16

 Po tym całym zdarzeniu z Roxy i Casparem nie przespałam pół nocy.
Ktoś może powiedzieć, że przecież to tylko domek na drzewie. Ale nie dla mnie.
To jakby ktoś usunął moje dzieciństwo.
Leniwie przechyliłam głowę w stronę budzika. 4:15
-Szlak niech to trafi! Chce spać!~- powiedziałam sama do siebie.
Myślałam, że całkowicie wybiłam się ze snu, ale na szczęście nie...

-Mamo! Mamo! - podbiega do mnie mała dziewczynka.
-Co się stało? - pytam.
-Josh nie chce mi dać peleryny Supermana! - skarży się.
Bo superman to mężczyzna! - przybiegł piękny chłopczyk, na oko jakieś 5 lat.
-Nie plawda! Dzieczynki też mogą. - mówi dziewczynka.
-Wcale nie.
-Wcale tak!
-Tatooo! - krzyknął malutki Josh.
-Idę idę! - usłyszałam znajomy głos. Lecz nie widziałam dokładnie jego twarzy. Czy to...

Zerwałam się.  Zły sen, zły sen. 10:15
No to sobie pospałam. Szybko założyłam co leżało na krześle i zbiegłam na dół.
-Czemu masz na sobie moją koszulkę? - spytał Malik.
Spojrzałam na swój strój.

-A co twoja koszulka robiła w moim pokoju? - odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
Wzruszył ramionami i wyszedł z domu.
Co jak co ale pasowała mi ta koszulka. 
Zbyt pusto było w tym domu. Cisza, spokój. Zamknięta lodówka!
Coś się dzieje.
-Harry? - uchyliłam drzwi od jego pokoju. Pusto, CZYSTO!
Nie rozumiem o co chodzi. Może mieli próbę.
Usłyszałam dźwięk piły. Wybiegłam do ogrodu.
Zobaczyłam One Direction, Roxy na dodatek Caspara!
Może mi się to śni.
Roxanne mnie uszczypnęła.
-Auu.
-Nie śpisz. - zaśmiała się. Jak zwykle czytała w moich myślach.
-Nie uważacie, że tu trochę gorąco? - spytał Harry który był bez koszulki, a Rox nie mogła normalnie pracować.
-Dobra, mogę gdzieś iść. - prychnął Zayn. - chłodniej będzie jak pójdę.

-Roxanne pracuj a nie gap się na niego. - szepnął jej Caspar. Walnęła go z łokcia.
Czy nikt nie zwraca na mnie swojej uwagi? No prócz Roxy oczywiście.
Odchrząknęłam dając znak że jestem tu. 
-Oo młoda dama się obudziła. - Liam skierował do mnie uśmiech.
Czy oni wszyscy muszą chodzić bez koszulek. Ja.. no nie mogę się skupić! 
-Liam. - podeszłam do niego. - myślałam, że nie mówisz na serio.
-Liam Payne zawsze mówi serio serio. - odparł Niall.
-Dziękuje Wam chłopcy za wszystko co robicie.
Caspar spojrzał na Roxy.
-O Was też pamiętam. - odwróciłam się w ich kierunku. - ale wy wiecie jak wam dziekuje za wszystko... Za wszystko, prócz rozwalenia mojego domku! Rox mogłaś znaleźc inny sposób, żeby posłuchać Hazzy. Na przykład wejść do domu.
-Zapomnijmy już o tym incydencie. - parsknął śmiechem Niall.
Hazz znowu czerwony! Burak burak! Ale za to jaki kochany.



 -To może ja coś dla odmiany zrobię do jedzenia, zawołam Was jak będzie. - powiedziałam.
-Pomogę ci. - zaoferował się Niall.
-Tylko nie to! -krzyknął Zayn. - jak jego wpuścisz do kuchni, to nic nie zostanie dla nas.
-Zaufaj mi. - odparł Niall.
-Dobra, chodź. - zgodziłam się.
Blondyn powiedział, że jest mi wdzięczny. Bo chłopcy kazali mu dźwigać jakieś belki do domku.
A on był głodny i nie pozwolili mu nic jeść.
-Największa kara dla Nialla Horana? Nie pozwolić mu jeść. - zaśmiałam się.
-Czy coś Cię śmieszy? - spytał.
-Ależ skąd.
-No ja myślę.
Zauważyłam jak byłam w ogrodzie, że Louis nawet nie spojrzał jak przyszłam. Ciągle zawzięcie pracował.
Niall zrobił mi swój jakiś przysmak, bo do obiadu było trochę czasu.
Nie wyglądało to ciekawie. Nie wiem czego używał.
Ale... spróbowałam.
  

-A nie mówiłem? - spytał.
Pokiwałam głową, i odłożyłam ten przysmak. Zaraz chłopcy wejdą do domu zobaczą, że jemy
i się zacznie.
Po dwóch godzinach wszystko było gotowe. Niall wyszedł do ogrodu zawiadomić chłopców,
a ja zostałam z Roxy.
-I co Rox? - spytałam ruszając brwiami.
-O co pytasz?
-O Haaaroolda. - przedłużyłam.
-Zamknij się, bo ktoś usłyszy.
Hahahaha a więc jednak!
- Nie wiem o czym mówisz. - dalej się broniła.
-On ci się podoba, ty mu się podobasz..Nie widzę problemu. - uśmiechnęłam się.
-To tak jak z Tobą i Louisem. Też tak jest, on ci się podoba, sam ci to powiedział.
A ty i tak odmówiłaś. 
-To co innego. 
Nikt mnie w tej sprawie nie rozumie. Ile może dochodzić do kogoś, że NIE  mogę z nim być!
Chłopcy przyszli na obiad. Wszyscy prócz Tomlinsona.
-Gdzie Lou? - spytałam.
-Pracuje. Powiedział, że zje potem. 
O Boże musiałam się sama pofatygować.
-Gdzie idziesz? - spytał Harry z Malikiem.
-Zaprosić Tomlinsona na obiad. Nie może tyle pracować, bez jedzenia.

Spojrzałam na ich dziwny taniec. 
-Yyy ok. - skomentowałam.
Wyszłam na dwór. Tak jak mówili Lou pracował.
-Tommo chodź na obiad. 
-Jak skończę. - odparł.
-Jest jeszcze cały dzień. Zjemy obiad i też wam pomogę.
Uniósł wzrok i nasze oczy się spotkały.


sobota, 5 października 2013

Rozdział 15

-Czy ty możesz wkońcu przestać to robić?! - krzyknęłam.
-Co?
-Całować mnie niespodziewanie.
-Ok, zrozumiałem. - kiwnął głową.
Zrozumieć mógł, ale czy będzie się do tego stosował?!
Nie chce go ranić, ale ja nie dam rady z nim być.
Zostawiłam go i poszłam do swojego pokoju.

-Emily! Chodź, zaraz bohaterka umrze! - krzyknęła Roxy.
-Dzięki Roxanne! - oburzył się Zayn, że mu powiedziała co się z nią stanie.
-Ojć.
-Lecę, lecę. - zbiegłam na dół.
Oczywiście ja dostałam opieprz od Rox, że tak głośno się kłócimy, że ona nie słyszy filmu.
-Tylko pomiędzy Waszym kłóceniem się, była chwila kompletnej ciszy. - poruszała brwiami.
-Popcornu? - spytał jej Niall.
-Cicho bo chce oglądać. - uciszył ich Harold.
W nich moje zbawienie.
Nie wiedziałam kompletnie co powiedzieć przyjaciółce, jak z nią porozmawiać, jak jej to wszystko wyjaśnić.
Louis nie schodził z góry. W ogóle nie mogłam się skupić na filmie.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tomlinson zbiegł na dół.
-Spodziewasz się kogoś? - spytał go Liam.
-To nie mój dom. - odparł.
Do domu weszło ROOM 94. No za tym się stęskniłam!
-Dean! - rzuciłam mu się na szyję.

-Emily Wilson. Ja Kieran Lemon, w imieniu swoim Kierana Lemona, mojego brata Seana Lemona, i Kita oświadczam, iż jesteśmy zawiedzeni twoim zachowaniem.
-Wiem braciszku, i tak mnie kochasz. - uściaskałam ich.
Zapomniałam, że Loui stał obok przyglądając się. Room to moi bracia. Ale mężczyźni dziwnie odczuwają zazdrość.
-Ciiiii. - uciszyli nas Harry, Zayn, Liam i Niall.
-Koniec. - klasnęła w dłonie Roxy.
-Umarła...- Niall spojrzał na Hazzę. - strasznie podobał mi się moment gdy oglądali gwiazdy.
Jak się okazało chłopcy z Room 94 wpadli tylko przelotowo. Bo spieszyli się na samolot. Ostatnio tak rzadko ich widywałam.
Kilka godzin później.
Zbliżała się jakaś druga w nocy, chyba. Obczaiłam, iż tylko Niall jeszcze nie śpi. I nie jest zajęty.
Zrobiłam dwie gorące czekolady, wzięłam koc, i wyszłam przez okno na dach, gdzie Niall oglądał gwiazdy.

-Pięknie co? - podałam mu czekolade.
-Tego mi było trzeba. - wziął duży łyk.
-Gorące...
-No teraz już wiem, sparzyłem cały język. - powiedział a ja z niedowierzaniem pokręciłam głową.
Okryłam nas wielkim kocem.
Pięknie niebo dzisiaj. Jak na Londyn. Dobrze, że nie pada.
Siedzieliśmy tak w kompletnej ciszy.
-Milly....-zaczął.
-Tak? - spojrzałam mu w głąb oczu.
-Wiesz, że Lou...
-O tym chcesz rozmawiac? - spytałam.
-On Cię kocha... - powiedział.
-Niall...nie znamy się tak długo. Znaczy my się znamy, w sensie, że ja i Louis się długo nie znamy. Prawie mnie nie zna. Nie może mnie pokochać w tak krótkim czasie. To zauroczenie, które minie. - odparłam.
-Wiesz...jest coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Prosto z mostu, że nie wierzę w miłośc od pierwszego wejrzenia?
Ostatnio wszystko sobie przypomniałam jak byłam mała i bawiłam się z Niallem.
Jak przypięłam mu do pleców niebieską pelerynę i udawał supermena.
-Już raz kochałam, nie wiem czy kiedykolwiek pokocham równie mocno... - spojrzałam w niebo.
-Kochałaś? Tak prawdziwie? - spytał. A ja kiwnęłam głową.
-Patrz spadająca gwiazda. Pomyśl życzenie! - wskazałam ręką.

-Wierzysz w to?
-Tak. - odrzekłam.
Modliłam się w duchu, żeby tylko nie spytał co to była za osoba którą kochałam. Nie mogłam mu odpowiedzieć.
Nie mogłam.
-Jesteś blisko z chłopcami z Room, doskonale się dogadujecie. - zmienił temat.
-Tak, znamy się kilka lat.
-Próbowałaś kiedyś z którymś...
-Nie. Jesteśmy rodzeństwem, nigdy byśmy się z sobą nie umówili. Wiemy o sobie tyle, że żaden z nas by nie chciał.
-A ten siatkarz?
Po co tak o wszystko wypytuje? Może chce wiedzieć czy coś mnie z kimś nie łączy, dlatego odrzuciłam jego przyjaciela.
-Matt ma cudowną dziewczynę. - uśmiechnęłam się.
Spojrzałam do ogrodu. Mój domek na drzewie się przechylił i spadał na ziemie.
-Ktoooooooo?!???????????!!!!!!!! -krzyknęłam.
-O kurde. - skomentował Niall
Sam nie mógł spaść! Zeszłam jakoś z tego dachu. Nie było wysoko. Niall za mną.
-Zwinna jesteś.
-Bardziej zła jak zwinna. Mój kochany domek.
Usłyszeliśmy śmiechy dochodząc do zwalonego domku.
-Roxanne i Caspar... - westchnęłam głośno. - powiecie mi czemu o - spojrzałam na zegarek. - 2:25 w NOCY nie jesteście u siebie w domach, tylko na moim drzewku? Na dodatek zwalonym PRZEZ WAS.
-No właśnie? - dopowiedział Horan.
-Roxy chciała posłuchać Stylesa bo usłyszała, że śpiewa. I pomyślała, że pewnie śpiewa bez koszulki, więc przyszła po mnie i kazała mi tu z nią przyjść. - wyjaśnił szybko Caspar.
-Pokój Harry'ego jest po drugiej stronie domu. - powiedział Niall i wybuchnął głośnym śmiechem.
Tak głośnym, że z domu wyszli Liam i Harry (bez koszulki). Malik miał tak gruby sen, że nic go nie obudzi.
-Co jest? - spytał Harry.
-Roxy przyszła posłuchać jak śpiewasz, ale pomyliła strony domu. - odparł Niall a Harry się zaczerwienił.
Ja usiadłam przed rozwalonym domkiem na drzewie. Oni coś gadali ale nic mnie to nie obchodziło.
Moje całe dzieciństwo...
-Idźcie już do siebie. - powiedziałam w końcu. Roxy i Caspar odeszli.
-Jutro się tym zajmę. - rzekł Payne.
Spojrzałam na niego. Bez słowa go przytuliłam. Jak go naprawi będę mu wdzięczna do końca życia. Liam Daddy Payne.
Każda dziewczyna Liama będzie wielką szczęściarą, Nialla też, Hazzy. Każdego z nich.
Są opiekuńczy, zabawni, utalentowani. Na dodatek przystojni jak cholera.
Ktoś by powiedział: Mówisz tak, a sama nie chciałaś być z Louisem Tomlinsonem, a miałaś możliwość.
Czasem poprostu tak bywa. Nie muszę się nikomu tłumaczyć.
Ale chyba najwyższa pora podnieść się z tej zimnej trawy i skierować się w stronę mojego jedynego i ukochanego... Łóżka!!!
Kocham swoje łóżko a ono kocha mnie. No...tak bywa xD
Lecz długo nie mogłam zasnąć, myślałam o Louisie, o Niallu i rozmowie z nim, o Liamie, o Harrym i jego dziwnym zachowaniu, z resztą Roxy też się dziwnie zachowywała.
A jeśli naprawdę kochamy tylko raz w życiu? Co jeśli Lou będzie nadał nalegał? Może mu przejdzie?
Za dużo pytań, za mało odpowiedzi.

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 14



Lou stał i patrzył mi w głąb oczu. Ruszył w stronę drzwi. 
Podbiegłam i stanęłam przed nim.
-Louis to nie tak.
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Wracamy?
Kiwnęłam twierdząco głową.
Nie odezwał się już ani słowem. Wiedziałam co może czuć.
Odwiózł mnie pod dom, wysiadłam. On nie.
Powiedział, ze jedzie do siebie. Nim zdążyłam go zatrzymać, odjechał.
Wolnym krokiem podążyłam w stronę drzwi.
I co ja im powiem?
W ostatniej chwili skręciłam w prawo i podążyłam do ogrodu, gdzie wspięłam się na domek na drzewie.
Jak byłam mała ciągle tu przesiadywałam. To tutaj przyprowadziłam mojego pierwszego chłopaka, pierwszy pocałunek,
ale działy się tu też złe rzeczy. Właśnie na tym domku na drzewie mama gdy była w ciąży powiedziała mi, że moja siostra umarła zanim się urodziła. Był to dla mnie szok, miałam tylko kilkanaście lat. Ale dziękuję Bogu, że z moimi braćmi wszystko w porządku.
Niby już się wyprowadzili, ale mamy kontakt.
A wracając do Tomlinsona. Nie mogłam się zgodzić. Jest gwiazdą, żyje innym światem. 
Ja jestem zwykłą, skromną dziewczyną.
Połowa dziewczyn na świecie marzy by z nim być. By poznać One Direction.
Ciągłe błyski fleszy, dziennikarze na każdym kroku. Gdzie się nie ruszą jest masa fanek.
Oni tak naprawdę nie mają życia prywatnego. Ludzie zawsze wiedzą gdzie są i co robią.
Nie wytrzymałabym tego.
Pamiętam nasze początki. Louis wylał na mnie kawę, w ogóle nie wiedziałam kim on jest.
Na dyskotece Niall tańczył z dziewczynami. Kłóciłam się z Louim.
Harry pomógł mojej mamie. Większośc czasu się kłóciliśmy z Tomlinsonem. Ciężko mi było go zaakceptować.
A jak okazało się, że w dzieciństwie bawiłam się z Niallem.
Ściągnęłam obcasy, usiadłam na kraju domku, gwiazdy błyszczały nad głową.
-Piękne niebo. - powiedziałam do siebie.
-Boże pomóż mi im wszystko wytłumaczyć. - spojrzałam w górę, chwyciłam buty do ręki i zeszłam.
Wszyscy podeszli pod drzwi, gdy wchodziłam.
-Liam, możemy pogadać? - spytałam.
-Gdzie Lou? - spytał Malik.
-Pojechał do siebie.
Zayn zabrał Hazze i pojechali tam.
Niallowi też pozwoliłam być przy tej rozmowie, gdyż został w domu tylko on i Liam.
Roxy z Casparem byli u przyjaciółki.
-Byłam z Louisem w kinie.
-To już wiemy.
-Pocałował mnie, po seansie spytał czy zostanę jego dziewczyną. - powiedziałam.
-To jest powód do smutku?
-Nie zgodziłam się.
-Co?! - zareagowali identycznie.

***
Oczami Louisa.
-Stary co jest? - do mieszkania wszedł Harry i Zayn.
-Pocałowałem ją.
-Nareszcie.

-Spytałem czy będzie moją dziewczyną. Nie zgodziła się.
Malik zaśpiewał:
She's not afraid of scary movies
She likes the way we kiss in the dark
But she's so afraid of f-f-falling in love, love

 -Dokładnie. - skomentowałem. 
-Znam na ten ból jedno lekarstwo. - odparł Malik.
-Jakie? - spytał Harry.
-Alkohol. - odpowiedział.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł. - skomentował Harry.
-Znasz lepszy? - spytał go mulat.
-Na imprezie może się upić i zarywać do jakiś lasek, a jak się Roxy dowie to już w ogóle będzie miał przerąbane.
-Emily. - poprawiłem go. - Ale widzę, że ktoś tu myśli o pewnej dziewczynie.
Harry się zaczerwienił, dawno go takiego nie widziałem.
-Hahahahaha - zaśmiał się Zayn. - Harry się zakochał, Harry się zakochał! - otworzył okno i krzyknął na całe miasto.

-Brawo Zayn, niech całe miasto się dowie. A to nie jest prawda. - bronił się Styles.
-Wiecie co, chłopcy? Poprawiło mi się. - powiedziałem prawde.
-Wszystko dzięki Hazzie i Roxy. - dalej denerwował go Zayn.
-Powiedz jej co czujesz. - dołączyłem się.
-Nie mam jej co powiedzieć. - bronił się, bronił.
-No na przykład...- zaczął przyjaciel.
-Że ją kochasz. -dokończyłem.
-A się Was żarty trzymają.
***
-Wiecie co chłopcy? Dziękuję Wam za pomoc ale chyba wolała bym zostać sama. - odparłam.
-W takiej chwili najgorsze co może być to żebyś została sama. - odpowiedział Niall.
W tej chwili ktoś wszedł do domu, trzasnął drzwiami i włączył tv. Między czasie otworzył lodówkę.
-Kto to? - spytał Liam.
-Roxy... - odpowiedziałam lekko się śmiejąc.
-Co tu tak pusto i cicho? Pomyliliśmy domy? - wbił do pokoju Caspar.
-Rozmawialiśmy.
-Czemu nigdy nie chcesz porozmawiać ze mną? - oburzył się. - Znamy się tyle lat.
-No właśnie Cas, tyle lat...Wiem, że jesteś nieodpowiedzialny i podejmujesz pochopne decyzje. Dlatego nie rozmawiamy nigdy, gdy ja mam problem. - wyjaśniłam.
-Wcale nie jestem nieooodpo..
-Nieodpowiedzialny. - pomógł mu Horan.
-No właśnie!!
-Jak można mieć problemy z wypowiedzeniem słowa nieodpowiedzialny? - spytałam.
-To jest Caspar Lee. - wbiła Roxanne.
-Wszystko wyjaśnia. - prychnęłam śmiechem.
-Kto ma ochote na komedie romantyczną? - spytałam.
-Ja! - odpowiedziała Rox. - przegłosowane! Oglądamy.

Liam spojrzał pytająco. Tak pewnie chodziło mu o to że jest 2:3 ale i tak my wygrałyśmy.
W połowie filmu do domu weszli Harry, Louis i Zayn.
Harold z Malikiem szybko zajęli fotele i Louis był zmuszony usiąść obok mnie.
Próbowałam powstrzymywać łzy. Ale Rox wybrała szkołe uczuć. Ciężko było.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Oparłam głowę o ramie Louisa.
-Chyba dzwoni mój telefon. - wstał i pobiegł na górę.
-Ale ściema. - Harry miał jego telefon w ręce, bo grał w gre.
Wstałam i poszłam do niego.
-Lou czy ty możesz zachowywać się normalnie?! Nie możemy się po prostu przyjaźnić. Po co powiedziałeś, że dzwoni ci telefon skoro Harry go miał?! Co się do cholery z Tobą dzieje?! Masz zamiar mnie unikać? Nie wiem, może wyprowadzicie sie?! Nie możesz sie zachowywać jak dziecko!!


wtorek, 24 września 2013

Rozdział 13


Obudziłam się w całkowicie białym pomieszczeniu. Louis też nie spał. Siedział na łóżku, wyglądał o niebo lepiej.
-Też mnie przeraża ta biel, karze we wszystkich szpitalach pomalować ściany. - powiedział, jakby czytał w moich myślach.
-Ile już tu jesteśmy? - spytałam.
-Dwa dni. I jak Emily? Dasz się namówić na kino dziś wieczorem? - poruszał brwiami. No tak, dzisiaj wychodzimy.
-Proponujesz mi randke? - po co spytałam.
-Yhm. - pokiwał twierdząco głową.
Pomyślałam o Niallu, przecież jak byliśmy mali to...ale przecież on zarywał do Nicole.
-Zgadzam się.
-Yeah! Yeah!

Do sali wszedł Harry i Zayn.
-Co sie tak cieszysz? - spytał ten drugi.
-Ja?
-No nie, ja! - odparł mulat.
-Wydaje ci się.
Chłopcy przyjechali nas zabrać do domu, aż zapomniałam ile to One Direction spędza czasu w moim domu.
Dobrze, że rodziców znowu nie ma.
Gdy dojechaliśmy czekała już tam reszta zespołu, Roxy i Caspar.
Przez przypadek na głos powiedziałam do Tomlinsona, że ide sie wykąpać i przebrać, żeby jakoś w tym kinie wyglądać.
Akurat wszyscy to usłyszeli. Spojrzeliśmy po sobie.
-Ups. - powiedziałam.
Wszyscy stanęli przed nami z założonymi rękami, wszyscy prócz Nialla który się uśmiechał i coś jadł.
-Niall dzieki za solidarność. - szturchnął go Caspar.
-No co? Ja się cieszę, sam namawiałem do tego Louisa.
Teraz to ja stanęłam z założonymi rękami przed Tomlinsonem.
-Dzięki, Niall. Boże to tylko kino. Towarzyskie spotkanie.
-Towarzyskie a idziesz tylko z Emily. - poruszał brwiami Hazza.
***
Oczami Louisa, kilka godzin później.
Siedzieliśmy już w kinie, Emily wybrała horror, przecież się ich boi, ale okey.



Nagle na filmie wyskoczył jakiś potwór i przeciął babce szyje. Emily chwyciła mnie za przedramie.
-Boisz się?
-Nie.
-A szkoda. Tak to byś sie mogła chować za moimi plecami. Mógłbym cie potrzymać za rękę.
Zabiła mnie wzrokiem, nie odezwałem się.
Następna pełna grozy akcja, "pełna grozy" zacząłem się śmiać na całą sale.
Emily się za mną schowała.
Pocałowałem ją.
***
-Ciekawe nie? - spytała Roxy, gdy siedziałem z nią w pokoju.
-Co?
-No Haroldzie! To, że Lou zaprosił ją do kina.
-No tak, bardzo. Roxy skupmy się na tej perkusji, bo chce w końcu jakoś fajnie zagrać. - pogoniłem ją. Ona siedziała dalej na łóżku.
Zacząłem uderzać w przypadkowe bębny.
-Dobre! - powiedziałem sam do siebie.
Nagle do pokoju wparowała jej mama z tekstem:
-Roxy! Możesz przestać, boli mnie... - urwała widząc mnie. - Nie wiedziałam, że masz gości.
-Gości? - jej ponoć ciekawska siostra weszła do pokoju. - Cześć, jestem siostrą Roxy. - wyciągnęła do mnie rękę.
-Widzę podobieństwo. Jestem Harry.


-Chodźmy już. - Rox wyciągnęła mnie z domu, wracając do Emily.
***
Oczami Roxanne.
Dlaczego mam taką siostrę, jeszcze niech się wpieprza do Hazzy, nie ma swoich znajomych, zacznie zabierać moich.
No jeszcze czego! Ja na to nie pozwolę.


-Co gołąbki? - przywitał nas Caspar.
-Ja ci dam gołąbka to odlecisz, że cie już nie będzie. - odpowiedziałam.
-Dobra, dobra. Widzę, że ktoś nie w sosie.
-Usłyszałem słowo związane z jedzeniem?! - zleciał po schodach Niall.
-Nie. - odpowiedzieliśmy chórem.
-Kiedy jemy? - spytał.
-Jak Emily i Louis wrócą.
-A jak nie wrócą? - spytał blondyn.
Nawet niech tak nie mówi, ciekawe czy Tommo musiał ją długo prosić, jak ją o to poprosił.
A wracając do mojej wścipskiej siostry, to ciekawe czy poznała Hazze. Na pewno. Dziwne, żeby nie.
Przynajmniej nie zaczęła piszczeć, ja już się przyzwyczaiłam do ich towarzystwa.
Wszędzie robią syf, śpiewają, jedzą, tańczą. Nie, nie rozumiem tego pisku na ich widok. Ale sama przed ich poznaniem byłam nimi zafascynowana, ale mimo tych wszystkich rzeczy które robią, są kochani.
-Wrócą wrócą. - odrzekłam.
-A wy gdzie byliście? - spytał Caspar.
-U Roxy. - Hazz usiadł obok niego przed tv.

Weszło całe 1D bez Louisa, rzucając się na łóżko.
***
Oczami Emily.
Wyszliśmy z sali kinowej, byłam w szoku tym pocałunkiem, chwyciłam go pod rękę.
Nagle odwrócił mnie do siebie przodem.
-Emily słuchaj...
-Lou? Możemy autograf? - poprosiły jakieś fanki.
Odsunęłam się na bok i czekałam.
Niestety mało ich było. Loui wrócił. Kino opustoszało. Ochrona nikogo nie wpuszczała.
-Na czym to stanęło? - pomyślał. - A..tak! Emily, wiem, że możesz się czuć skrępowana tym pocałunkiem, sam nie wiedziałem, że się odważę.
-O czym ty mówisz? - spytałam.
-Ale cieszę się, że to zrobiłem, jesteś cudowną dziewczyną,
Stałam z pytającą miną.
-Czy ty Emily, zechciałabyś być moją dziewczyną?
Jakby kamień walnął mi w serce. Stałam i patrzyłam na niego.
-Wiesz, powinnaś się odezwać. Więc? - spytał ponownie.
-Nie. - odpowiedziałam.

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 12

-Wyjechałaa! - krzyknął Kieran kiedy Nicole odjechała.
Ja siedziałam przy oknie i myślałam, o siatkarzu którego wczoraj poznałam.
-Taak. A dzisiaj wraca Caspar! - ucieszyła się Roxy.
Uśmiechnęłam się szyderczo.
-Co knujesz, Emily? - spytała. Zna mnie na wylot. Poruszałam brwiami.
- O której on tu będzie? - spytałam.
-O 14.
-Idealnie.
Poszłam na góre, ubrałam krótką sukienke. Przed 14 Roxanne wypatrywała go przez okno.
Wyszłam z domu, zobaczyłam, że idzie. Zachaczyłam go niechcący torebką.
-O przepraszam, nie chciałam. Dzień Dobry. - wcieliłam w życie mój plan.
-Ależ nie ma za co, piękna. Nigdy cię tu nie widziałem. Nowa sąsiadka?
-Można tak powiedzieć. - odpowiedziałam.
-Gdzie moje maniery. Nie przedstawić się tak pięknej kobiecie. - myślałam, że pękne. - Caspar.
-Emily.
-Masz tak piękne imię jak moja przyjaciółka. A na nazwisko?
-Wilson.
-Patrz nazwisko też się zgadza.
-Nie żartuj Caspar. Naprawdę? Znamy się tyle lat. Co uświadamia że faceci są tacy sami. Roxy czeka na ciebie w domu, ale pewnie już leży ze śmiechu. - odwróciłam się i weszłam do domu.
-Emily! Nie.. Ja.. Nie poznałem cię!
-Przepraszaj przepraszaj.
-Spoko stary, ja też jej nie poznałem. - na jego ramieniu rękę położył Styles.
-Emily! - westchnął głęboko. - Ja pierdole! Wygladasz bosko.
-Caspar! Hamuj sie! - krzyknęłam. Uderzając ręką o czoło, prawie robiąc facepalma.
-Really sorry!
-Faceci.. Wnętrze kobiety jest ważniejsze, a nie tylko wygląd.
-Ma racje.
-Dzięki Loui. - przybiłam mu piątkę. - solidarność.
-Zawsze. - uśmiechnął się.
Chciałam go zapytać czemu był taki zły na mnie, po tym jak Matt zaprosił mnie na mecz, ale wolałam nie.
Dziwnie wybuchnął. Jakbym mu się podobała...Hahahaha niee to nie możliwe. Tego nie biorę zupełnie pod uwage. Ja mam się podobać Louisowi Tomlinsonowi. Hahahaha lepszego żartu nie słyszałam.
-Nie czuje się najlepiej. Kręci mi się w głowie, zaraz się porzygam. - położyłam się na łóżku.
-Może jest w ciąży. - Dean powiedział do Roxy.
-Shut up. - odpowiedziałam. - może się źle czuje, ale nigdy nie wątp w mój słuch, kochany.
-Emily ma racje. - Roxy jak zwykle się zgodziła.
-Co jak co ale mnie też boli brzuch. - odparł Tommo.
-Jedliście coś dzisiaj na mieście? - spytał opiekuńczy Daddy Payne xD
-Tak, było otwarcie nowej knajpy. -to było wytłumaczenie.
Po godzinie leżeliśmy, wijąc się z bólu, i na dodatek z gorączką.
Zadzwonili do Paula i zawiózł nas do szpitala.
Wszystko migało mi przed oczami, czarne plamki, Roxy, ktoś tam jeszcze. Nie mogłam normalnie myśleć.
Ale miałam iść na mecz Matta! Oczywiście wszystko szlak trafił.
Ostatnimi moimi słowami zanim odleciałam po zatrzykach przeciwbólowych były:
***
Oczami Roxy.
-Roxy, zajdź do domu dziecka, niedaleko nas, oddaj nasze wejściówki. Dzieci będą szczęśliwe. - powiedziała Emily.
-Złota kobieta. - potwierdził Liam. - jadę z tobą. Ucieszą się jak nas zobaczą.
-Malik! Zaayn! Kuźwa gdzie on znowu polazł? Niaall! - chodziłam z Harrym po korytarzu szpitalnym w poszukiwaniu dwóch członków zepsołu One Direction, którzy tajemnie zniknęli. xD
-Bufet! - pstryknęłam palcami.
Pobiegliśmy tam, zrobiłam wielki ślizg. I tego się obawiałam, byłam tak rozpędzona że wpadłam w poślizg. A prosto na mnie spadł Harry. Leżeliśmy na środku korytarza szpitalnego dusząc się ze śmiechu. Niall widząc nas zaksztusił się babeczką. A Zayn wypluł sok.
I tak oto kończą się wizyty One Direction gdzie kolwiek się pojawią.
Ochrona nas podniosła i chciała wyrzucić. W porę zjawił się Paul.
-Przepraszam pana, rozumie pan, to jeszcze niewyrośnięte dzieciaki. Spokojnie, już ja ich przypilnuje.
- stanął przed nami Paul. Ciągnąc za nogi po korytarzu wpakował nas do samochodu.
Zabierając także Nialla i Zayna, którzy pakowali w siebie babeczki. Dobraa, tylko blondyn jadł.
-I patrz Paul co zrobiłeś! Moja biała koszulka już nie jest biała. - zgrywał się Harold.
-O jejku. - prychnął Paul. - straszne. Dzieciaki czekają, ruszać sie, jedziemy.
-Paul? - podlizał się Niall.
-Słucham.
-Mogę poprowadzić? - spytał milutko.
-Yyy..niech pomyślę...Nie!
Niall usiadł spokojnie na fotelu.
-Masz babeczkę. - podałam mu. Uśmiechnął się szeroko.
Ja z Harrym usiadłam naprzeciwko siebie. Ciągle chciało nam się śmiać.
-Zayn Zayn Zayn Malik! - zawołałam, a ten kiwnął brwiami żebym mu powiedziała o co chodzi.
-Masz koszulke z soku pomarańczowego. - zagryzłam wargę.
-Moje fanki polecą na mnie, czy będę czysty, czy brudny. Także wiesz. Luzik! - machnał ręką, a ja go naśladowałam przez całą jego gadkę. Gdy to zobaczył chciał mi chwycić rękę, a pomiędzy nami był Nialler i nie chcący walnął blondyna że babeczke miał na policzku.
-Eeej. Nawet nie można zjeść spokojnie. A jedzenie jest najważniejsze. Zaraz po jedzeniu jest spanie, jedzenie, koncerty, jedzenie, toaleta, jedzenie...
-I najważniejsze: Jedzenie! - dokończył Liam.
-No właśnie.
-Wy się tu śmiejecie a biedna Emily i Tomlinson cierpią z bólu.
-Wiemy, Daddy że ci ich szkoda, jak wszystkich, ale nie możemy im pomóc. - uspokoiłam się.
-Najważniejsze że damy bilety dzieciakom. - rzekł lokowaty.