poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział 11
Kolejnego dnia przechadzałam się po mieście. Na kręglach na szczęście nikogo nie zabiłam.
Room 94 wrócili, siedzą z One Di i dziewczynami. Roxy dostała niezły opieprz, że wyjechała do Deana bez słowa. Nicole wyjeżdża jutro na wakacje. A my z Roxy całymi dniami będziemy oglądać filmy i objadac się nie wiadomo jakim jedzeniem. Co z dietą!
Choć znając spontan chłopaków spędzimy tygodnie całkowicie inaczej.
Na środku Londynu stwierdziłam, że chce coś zmienić w swoim wizerunku.
Fryzjer, kosmetyczka! To co każda kobieta kocha najbardziej. Ciekawa jestem miny przyjaciół.
Trwało to 3 godziny. Patrząc w lustro nabrałam pewności siebie i byłam zadowolona.
Kupiłam sukienke w którą od razu wskoczyłam, i pewnym krokiem zmierzałam do domu.
Kiwałam się w rytm muzyki który wydobywał się ze słuchawek.
Przypatrywał mi się pewien chłopak, skądś go kojarzyłam.
Podszedł.
-No brawo, brawo. Ktoś lubi być w centrum zainteresowania. - powiedział.
Uśmiechnęłam się i poszłam.
-Nie ładnie odchodzić bez słowa.
Odwróciłam się spowrotem.
-Matt jestem.
-Wiedziałam! Nie byłam pewna ale jaaa a jednak. Sory za ten wybuch, ale nie mogę uwierzyć. Emily.
-Też mi miło cię poznać.
-Wzajemnie. - odpowiedziałam wpatrzona jak w obrazek.
Matt <3 Siatkarz z reprezentacji USA. Jest boski, jego ciało, oczy, włosy, on cały!
Matt trochę zabłądził więc stwierdziłam, że pójdziemy do mnie, wezme samochód i może Louisa jako kierowcę i odwiozę go do hotelu.
Weszliśmy do domu.
Akurat trafiłam na Hazzę który przechodził.
-W czymś pani pomóc? - spytał.
Coo? - pomyślałam.
-Harry, ty debilu. - skomentowałam.
-Emilyyy!! Jaaa, nie poznałem cię! Przecież jak wychodziłaś... jaaa. Pięknie wyglądasz.
-Dzięki Haroldzie. Co nie zmienia faktu że jesteś idiotą, że mnie nie poznałeś.
Weszliśmy do salonu.
-O Harry, twoja koleżanka? Nigdy nam jej nie przedstawiałeś. - odparł Malik.
Zrobiłam facepalma, Matt już leżał na ziemi.
-Żyje wśród idiotów. - powiedziałam stanowczo. - To ja! Emily Wilson. Właściciel tego domu!
-O Jezu... - Louisa zatkało.
-Wyglądasz bosko. - odezwała się Roxy.
-Przedstawiam wam Matta, Matt Anderson.
-Emily, my cię przywiążemy wkońcu, bo zawsze jak wychodzisz gdzieś sama to przyprowadzasz kogoś do domu. - skomentował Kieran.
-Taki wasz marny los. Matt to są moi przyjaciele. Roxy, Nicole, i banda idiotów. - uśmiechnęłam się.
-Eeej! - krzyknęli wszyscy mężczyźni, o ile mogę ich tak nazwać.
Powiedziałam Louisowi, żeby pojechał ze mną i Mattem, żeby go odwieźć do hotelu.
Louis spytał co będzie z tego miał, że sam może go zawieźć, że ja nie muszę z nimi jechać.
Na co odpowiedziałam, że mu nie pozwolę bo jeszcze wywiezie gdzieś Matta do lasu, na co ten zrobił wystraszoną minę ale po chwili wybuchnął śmiechem. Cały Anderson.
-To co? Odwieziesz nas?
-Tak. Chodźcie.
-Super.
Gdy wsiedliśmy do samochodu, zaczęłam dyskusję z Mattem.
-Co robisz w Londynie?
-Przyjechałem na mecz, może przyjdziesz jutro pooglądać? Znaczy, przyjdziecie. Wszyscy. Dam wam wejściówki.
-Jasne. - wybuchnęłam wodospadem radości. - przyjdziemy.
-Cieszę się.
Niestety szybko dojechaliśmy pod hotel. Wyszłam z siatkarzem, Louis nie chciał. Nie wiem co go ugryzło.
-To dozobaczenie jutro. Bądźcie o 19 pod halą. - pożegnał mnie. Odmachałam mu i wróciłam do samochodu.
Tomlinson nie odezwał się całą drogę.
-Jutro o 19 idziemy na mecz Matta. Zaprosił nas wszystkich. - przekazałam wszystkim po wejsciu do domu.
-Super! - ucieszył się Liam z Niallem.
-Już go lubię siostro. - skomentował Sean.
-Ja nie mogę. - odezwał się nagle Louis.
-Dlaczego? - spytałam.
-Poprostu nie mogę!
-Nie krzycz na nią. - bronił mnie Daddy.
Tommo poszedł do pokoju, którym go ugościłam.
Ten dom był zbyt duży dla mojej rodzinki, mieszkaliśmy w nim w trójkę, a pokoi masa, także dobrze, że chłopcy się wprowadzili. Nie ukrywam, że Louis zamknął drzwi z "lekkim" trzaśnięciem.
-Przejdzie mu. - odparł Niall.
-Emily, naprawdę wygladasz olśniewająco.
-Nie podlizuj się Nicole.
-Jutro wyjeżdżam a ty mnie tak traktujesz. - oburzyła się.
-Miłej drogi. - zażartowałam ze śmiechem.
-Jeszcze będziesz chciała, żebym wróciła.
Już sobie wymyśliłam żart na Caspara gdy do nas wróci.
środa, 22 maja 2013
Rozdział 10
Rano pod mój dom przyszedł Nialler.
-Hej Emily. Jak się spało? - przywitał się.
-Dobrze, dziękuję. A tobie?
-Za krótko, chłopcy jeszcze oglądali telewizję, do jakiejś 5 nad ranem.
-Trzeba było spać a nie przyłazić tu. - parsknęłam śmiechem.
-Beeeez przesady. - ziewnął. - mogę wejść?
-Jasne, przepraszam, dziś jestem zakręcona, rozbiłam już dwie szklanki i wywaliłam doniczke z parapetu.
A nie śpie od godziny. Co będzie dalej? - blondyn spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Przypilnuję cię. Chłopcy wymyślili, żeby skończyć popołudniu na kręgle. Co ty na to?
-Ooo tak. Ale pewnie zabiję siebie albo kogoś kulą.
-Nie będzie tak źle. - wspierał mnie na każdym kroku.
Długo rozmawialiśmy, Niall co chwile coś jadł, opróżniliśmy wspólnie całą lodówkę, po 10 minutach zgłodnieliśmy, wiec trzeba było zajśc do sklepu.
-Cieszę się Emily, że po tylu latach się spotykamy. Byliśmy jak rodzeństwo, tak blisko siebie. Potem nasz kontakt się zerwał i znowu się znamy, siostro.
-Taki zbieg okoliczności...Gdyby nie wy to te wakacje byłyby takie nudne, ciągle siedziałabym w domu. - odpowiedziałam.
-Tylko...- urwał.
-Co jest, Niall?
-W przyszłym tygodniu lecimy do Australii na koncerty. - powiedział zawiedziony.
-Szybko zleci. - machnęłam ręką. No co!? Musiałam coś wymyślić na szybko.
-Też będziemy tęsknić. - What?! On to powiedział? Nie spodziewałam się.
-Mamy jeszcze tydzień, spoko, Nialler.
-Gdzie Roxy i Caspar?
Rox która w ogóle nie dzwoni? Pojechała do Deana. Ale jakoś się jej nie dziwiłam, zawsze ją do niego ciągnęło.
-W Leeds. Z Room. - odpowiedziałam. - No a Caspar w Ameryce. - zaburczało mi w brzuchu.
-Słyszałem to. - odparł Niall.
-Przed tobą nic się nie ukryje.
Weszliśmy do sklepu, w którym ktoś strasznie krzyczał.
-Jak to nie ma marchewek?! Chyba sobie pani ze mnie żartuje?!
-Lou. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Przepraszam bardzo za kolegę, czasem nie potrafi się zachować. - wytargałam Tomlinsona od kasjerki.
-Lou, ogarnij się. - szepnęłam do niego.
-Nie ma marchewek.
-Jak małe dziecko któremu wzięli lizaka. - rzuciłam i odeszłam do Horana który już czekał z zakupami, zajadając chipsy.
Lou krzyczał, żebyśmy na niego zaczekali, stwierdził, że idzie z nami do domu.
Gdy zaczął się kłócić z Niallem ja zadzwoniłam do Kierana.
-Hej braciszku. - zaczęłam.
Kompletnie nie wiedziałam po co do niego dzwonię, brakowało mi ich, ich poczucia humoru, wygłupów, wsparcia, ich całych. Nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale to moi bracia. Nie prawdziwi ale jesteśmy jak rodzina.
-Emily! Jak miło cię słyszeć.
-Kiedy wracacie? - spytałam.
-Za dwa tygodnie.
Wyczuwam tydzień siedzenia w domu w samotności, jest Nicole, ale ona też coś mówiła o wyjeździe.
Przeżyje.
-Jak Roxanne?
-Ciagle kręci sie koło Deana, if you know what I mean.
-Zamknij się Kieran. - usłyszałam głos Roxy.
Co za ludzie. Chłopcy z 1D stali i gapili się na mnie, wiedziałam, że muszę się rozłączyć.
-Co jest?
-Nic. -odpowiedzieli.
W tym momencie ochlapał mnie samochód.
-No... - zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać.
-Cisza przed burzą.
-Zamknij się Tomlinson. - skomentowałam. Zaczęło padać. Szklanki, wazon, spotkanie Louisa, mokre spodnie, deszcz. Nie ma to jak szczęśliwy dzień w wykonaniu Emily Wilson. Miło mi.
Nie miałam ochoty na żadne kręgle. Chce do domu. Zamknąć się w pokoju i iść spać.
-Idziemy? Czy będziemy tu tak stać? - zadałam pytanie.
I w tym momencie pojawił się Liam, z parasolem.
-Liasiu! W tobie moje zbawienie. - wepchałam mu się pod parasol.
-Też miło cię widzieć.
Kierunek mój dom. Nie cierpie deszczu, choć już powinnam się przyzwyczaić, wkońncu tyle lat żyję w Londynie.
"Kręgle, kręgle, kręgle." - śpiewał ciągle Payne, jeden jedyny wyraz ciągle od nowa i od nowa.
Cieszyłam się mimo wszystko, że ich mam przy sobie. Choć byli różni, to byli tacy sami. Wiem, to bez sensu. Jak cała ja. xD
Razem tworzyli jedną, idealną całość.
-Ja mam dzisiaj pecha nigdzie nie ide. - powiedziałam, gdy siedzielismy w salonie, a wszyscy tępo gapili się w telewizor. Nikt nie zareagował.
-Okej. - dodałam.
-I tak pójdziesz. - odparła Loczek nie odrywając wzroku z tv.
-Jesteś tego pewien?
-Tak. - odpowiedział Malik.
Wywróciłam oczami.
Wzięłam miske popcornu i chciałam iśc do pokoju ale nie zauważyłam nogi Zayna i wywaliłam się a miska spadła Niallowi na włosy. Leżąc powiedziałam:
-Mówiłam, że mam pecha.
-Przejdzie ci. - odparł Louis.
-A sie zdziwisz jak cię zabiję kulą do kręgli. Na drugi dzień artykuł.
"Emily Wilson zabiła Louisa Tomlinsona kulą od kręgli"-Ciekawy nagłówek, powiem ci. - skomentował Tommo.
-Hej Emily. Jak się spało? - przywitał się.
-Dobrze, dziękuję. A tobie?
-Za krótko, chłopcy jeszcze oglądali telewizję, do jakiejś 5 nad ranem.
-Trzeba było spać a nie przyłazić tu. - parsknęłam śmiechem.
-Beeeez przesady. - ziewnął. - mogę wejść?
-Jasne, przepraszam, dziś jestem zakręcona, rozbiłam już dwie szklanki i wywaliłam doniczke z parapetu.
A nie śpie od godziny. Co będzie dalej? - blondyn spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Przypilnuję cię. Chłopcy wymyślili, żeby skończyć popołudniu na kręgle. Co ty na to?
-Ooo tak. Ale pewnie zabiję siebie albo kogoś kulą.
-Nie będzie tak źle. - wspierał mnie na każdym kroku.
Długo rozmawialiśmy, Niall co chwile coś jadł, opróżniliśmy wspólnie całą lodówkę, po 10 minutach zgłodnieliśmy, wiec trzeba było zajśc do sklepu.
-Cieszę się Emily, że po tylu latach się spotykamy. Byliśmy jak rodzeństwo, tak blisko siebie. Potem nasz kontakt się zerwał i znowu się znamy, siostro.
-Taki zbieg okoliczności...Gdyby nie wy to te wakacje byłyby takie nudne, ciągle siedziałabym w domu. - odpowiedziałam.
-Tylko...- urwał.
-Co jest, Niall?
-W przyszłym tygodniu lecimy do Australii na koncerty. - powiedział zawiedziony.
-Szybko zleci. - machnęłam ręką. No co!? Musiałam coś wymyślić na szybko.
-Też będziemy tęsknić. - What?! On to powiedział? Nie spodziewałam się.
-Mamy jeszcze tydzień, spoko, Nialler.
-Gdzie Roxy i Caspar?
Rox która w ogóle nie dzwoni? Pojechała do Deana. Ale jakoś się jej nie dziwiłam, zawsze ją do niego ciągnęło.
-W Leeds. Z Room. - odpowiedziałam. - No a Caspar w Ameryce. - zaburczało mi w brzuchu.
-Słyszałem to. - odparł Niall.
-Przed tobą nic się nie ukryje.
Weszliśmy do sklepu, w którym ktoś strasznie krzyczał.
-Jak to nie ma marchewek?! Chyba sobie pani ze mnie żartuje?!
-Lou. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Przepraszam bardzo za kolegę, czasem nie potrafi się zachować. - wytargałam Tomlinsona od kasjerki.
-Lou, ogarnij się. - szepnęłam do niego.
-Nie ma marchewek.
-Jak małe dziecko któremu wzięli lizaka. - rzuciłam i odeszłam do Horana który już czekał z zakupami, zajadając chipsy.
Lou krzyczał, żebyśmy na niego zaczekali, stwierdził, że idzie z nami do domu.
Gdy zaczął się kłócić z Niallem ja zadzwoniłam do Kierana.
-Hej braciszku. - zaczęłam.
Kompletnie nie wiedziałam po co do niego dzwonię, brakowało mi ich, ich poczucia humoru, wygłupów, wsparcia, ich całych. Nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale to moi bracia. Nie prawdziwi ale jesteśmy jak rodzina.
-Emily! Jak miło cię słyszeć.
-Kiedy wracacie? - spytałam.
-Za dwa tygodnie.
Wyczuwam tydzień siedzenia w domu w samotności, jest Nicole, ale ona też coś mówiła o wyjeździe.
Przeżyje.
-Jak Roxanne?
-Ciagle kręci sie koło Deana, if you know what I mean.
-Zamknij się Kieran. - usłyszałam głos Roxy.
Co za ludzie. Chłopcy z 1D stali i gapili się na mnie, wiedziałam, że muszę się rozłączyć.
-Co jest?
-Nic. -odpowiedzieli.
W tym momencie ochlapał mnie samochód.
-No... - zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać.
-Cisza przed burzą.
-Zamknij się Tomlinson. - skomentowałam. Zaczęło padać. Szklanki, wazon, spotkanie Louisa, mokre spodnie, deszcz. Nie ma to jak szczęśliwy dzień w wykonaniu Emily Wilson. Miło mi.
Nie miałam ochoty na żadne kręgle. Chce do domu. Zamknąć się w pokoju i iść spać.
-Idziemy? Czy będziemy tu tak stać? - zadałam pytanie.
I w tym momencie pojawił się Liam, z parasolem.
-Liasiu! W tobie moje zbawienie. - wepchałam mu się pod parasol.
-Też miło cię widzieć.
Kierunek mój dom. Nie cierpie deszczu, choć już powinnam się przyzwyczaić, wkońncu tyle lat żyję w Londynie.
"Kręgle, kręgle, kręgle." - śpiewał ciągle Payne, jeden jedyny wyraz ciągle od nowa i od nowa.
Cieszyłam się mimo wszystko, że ich mam przy sobie. Choć byli różni, to byli tacy sami. Wiem, to bez sensu. Jak cała ja. xD
Razem tworzyli jedną, idealną całość.
-Ja mam dzisiaj pecha nigdzie nie ide. - powiedziałam, gdy siedzielismy w salonie, a wszyscy tępo gapili się w telewizor. Nikt nie zareagował.
-Okej. - dodałam.
-I tak pójdziesz. - odparła Loczek nie odrywając wzroku z tv.
-Jesteś tego pewien?
-Tak. - odpowiedział Malik.
Wywróciłam oczami.
Wzięłam miske popcornu i chciałam iśc do pokoju ale nie zauważyłam nogi Zayna i wywaliłam się a miska spadła Niallowi na włosy. Leżąc powiedziałam:
-Mówiłam, że mam pecha.
-Przejdzie ci. - odparł Louis.
-A sie zdziwisz jak cię zabiję kulą do kręgli. Na drugi dzień artykuł.
"Emily Wilson zabiła Louisa Tomlinsona kulą od kręgli"-Ciekawy nagłówek, powiem ci. - skomentował Tommo.
poniedziałek, 25 marca 2013
Rozdział 9
Usiadłam z wrażenia, ciężko mi się oddychało. Louis przyniósł mi wodę i usiadł obok.
-No kto by pomyślał. - skomentował.
-Niall. - zaczęła mama. - czy mogłabym porozmawiać z twoją mamą? Nie widziałam jej wieki.
-Pewnie. - wykręcił jej numer i poszła na piętro.
Weszła Roxy. Oczywiście nie zapukała bo to święto by było.
-Dzień dobry pani Wilson! - krzyknęła. - Emily, wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła. Haha wszyscy tak wyglądacie. Skoczę po coś do picia. - zniknęła za ścianą do kuchni.
-Ona tak zawsze. - rozwiałam wątpliwości chłopców.
-Nie uważacie, że to tak fajnie wyszło, że znaliście się kiedyś i po tylu latach...
-Znowu się spotkaliście. - przerwał Haroldowi, Malik.
-Gdyby Louis nie poznał cię na lotnisku, nie wiedziałabyś, że znasz Nialla. Może nigdy by do tego nie doszło. - kontynuował Liam.
-Może mi ktoś wyjaśni o co chodzi bo czuję się niedoinformowana. - zwróciła na siebie uwagę Roxanne.
-Usiądź. - zrobił jej miejsce Harry.
-Nie...Albo dobra. - wryła się.
-Chodzi o to, że Emily i Niall bawili się jeszcze w piaskownicy przez długi czas. - wyjaśnił Loui.
-I nic mi nie powiedziałaś!?
-Roxy! Emily się dopiero dzisiaj dowiedziała i Niall też.
-Przeznaczenie. - skomentowała.
-Roxy! - krzyknęłam.
-No co? - broniła się ale spojrzała na minę Tomlinsona. - Dobra, dobra.
-Jak miło było ją usłyszeć, jutro wsiadam z tatą w samolot i lecimy do Irlandii.
-Naprawdę? - spytał tata.
-Tak. Wiem, że dopiero wróciłeś ale jedź ze mną.
Nie miał nic do gadania. Ale znowu chata wolna.
-Niall? Nie masz nic przeciwko? - spytała go.
-Nie, ależ skąd. Wręcz przeciwnie, cieszę się. Po prostu jestem w szoku.
-Ja wiem, wszyscy jesteśmy zdziwieni. Ale to chyba dobrze, że moja córka trafiła na dobrych chłopców.
Powiedziała mama i ja walnęłam łokciem Hazze, który prawie wybuchnął śmiechem.
-Tak mamo, ale my się kolegujemy. Zaraz wracam. - wstałam.
Dean dzwonił.
-Cześć Emily! Ja na chwilę, mamy przerwę przed próbą, chłopcy cię pozdrawiają! Zaraz zwali się tu tłum krzyczących fanek także póki jest trochę spokoju to opowiadaj.
-Hej Dean. Nic takiego.
-Coś się stało? - spytał, a po moim policzku spłynęła łza.
-Nie, nie. Nie martw się. Zadzwonię rano. Paa. Powodzenia na koncercie. - musiałam się rozłączyć.
Nie wiem od czego ta łza. Przecież powinnam się cieszyć, może to z radości. Tak, na pewno.
Do pokoju wszedł Liam, przetarłam szybko oczy.
-Twoja mama się pyta, czy pomożesz się jej spakować?
-Tak, zaraz zejdę.
-Strasznie blada jesteś. - odrzekł.
-Za dużo emocji jak na jeden dzień. Chyba pójdę pobiegać.
-Nie wiem czy powinnaś skoro ci słabo. - wszedł Lou. - pójdę z tobą.
-Jak chcesz. - od powiedziałam i wyszłam z domu a on za mną.
Po 30 minutach.
-Jak się czujesz? - spytałam chłopaka, który ledwo oddychał.
-Never better.
-Widzę. Świeże powietrze dobrze na mnie działa.
-Kondycji można po zazdrościć. Wracamy? - kiwnął głową na ścieżkę.
-Dobra, jeszcze skoczę do Roxy.
Stanęliśmy pod domem. Wyszła jej mama.
-Dzień Dobry. Jest Rox?
-Roxanne? Nie ma, pojechała do Leeds, do tego waszego przyjaciela, mówiła, że ją zaprosił.
Ale cwana.
-Dziękuje, Do widzenia.
-Gdzie? - spytał Tommo.
-Do Deana i chłopców z Room 94.
-Aaa...
A u mnie z resztą One Direction siedziała Nicole. Kto jeszcze przyjdzie? Za dużo jak na jeden dzień!
Stanowczo!
-Wassup? - przywitała się.
-Dowiedziałam się, że się przyjaźniłam z Niallem będąc dzieckiem, moi rodzice wyjeżdżają, Lou nie ma kondycji, Roxy pojechała do Leeds, do Room nic mi nie mówiąc. Caspar siedzi w Ameryce. Dobrze jest! Nic ciekawego.
-Do Deana? - otworzyła usta. Lou pokiwał głową.
-Emily jak chcesz to my nie musimy..
Podniosłam ręce do góry, żeby nic nie mówili.
-Jedźcie. Przepraszam wszystkich ale chyba pójdę pod prysznic i się położę. Za dużo na jeden raz.
Chłopcy mam prośbę. Odprowadzicie Nicole do domu? Ciemno się już robi.
-Jasne. Superman is here. - wydurniał się Louis.
-Dziękuję.
-Zadzwonimy jutro. - pożegnali się i poszłam.
Rzuciłam telefon na łóżko, chciałam spokoju od całego świata. Jedyne co zrobiłam po prysznicu to weszłam na Twittera.
Pisały do mnie jakieś dziewczynki, że widziały mnie z Louisem. No tak, byłam na mieście z Louisem Tomlinsonem, to nie obyło by się bez sensacji.
Odpisałam im, przecież się nie boję. Nic złego nie zrobiłam, wiem, że one oddałyby wszystko za nawet 10 sekund rozmowy z nimi a ja się spotykam z One Direction codziennie ale nic nie mogłam na to poradzić.
_______________________________________________________
Hej ludziska! No więc wiem, zabijecie mnie, że skończyłam tak poprzedni rozdział ale też was kocham :D Co słychać? Ja posyłam wam obrazek który mi się tak spodobał, że aż się chce podzielić z wami. Gościu jest mega!
-No kto by pomyślał. - skomentował.
-Niall. - zaczęła mama. - czy mogłabym porozmawiać z twoją mamą? Nie widziałam jej wieki.
-Pewnie. - wykręcił jej numer i poszła na piętro.
Weszła Roxy. Oczywiście nie zapukała bo to święto by było.
-Dzień dobry pani Wilson! - krzyknęła. - Emily, wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła. Haha wszyscy tak wyglądacie. Skoczę po coś do picia. - zniknęła za ścianą do kuchni.
-Ona tak zawsze. - rozwiałam wątpliwości chłopców.
-Nie uważacie, że to tak fajnie wyszło, że znaliście się kiedyś i po tylu latach...
-Znowu się spotkaliście. - przerwał Haroldowi, Malik.
-Gdyby Louis nie poznał cię na lotnisku, nie wiedziałabyś, że znasz Nialla. Może nigdy by do tego nie doszło. - kontynuował Liam.
-Może mi ktoś wyjaśni o co chodzi bo czuję się niedoinformowana. - zwróciła na siebie uwagę Roxanne.
-Usiądź. - zrobił jej miejsce Harry.
-Nie...Albo dobra. - wryła się.
-Chodzi o to, że Emily i Niall bawili się jeszcze w piaskownicy przez długi czas. - wyjaśnił Loui.
-I nic mi nie powiedziałaś!?
-Roxy! Emily się dopiero dzisiaj dowiedziała i Niall też.
-Przeznaczenie. - skomentowała.
-Roxy! - krzyknęłam.
-No co? - broniła się ale spojrzała na minę Tomlinsona. - Dobra, dobra.
-Jak miło było ją usłyszeć, jutro wsiadam z tatą w samolot i lecimy do Irlandii.
-Naprawdę? - spytał tata.
-Tak. Wiem, że dopiero wróciłeś ale jedź ze mną.
Nie miał nic do gadania. Ale znowu chata wolna.
-Niall? Nie masz nic przeciwko? - spytała go.
-Nie, ależ skąd. Wręcz przeciwnie, cieszę się. Po prostu jestem w szoku.
-Ja wiem, wszyscy jesteśmy zdziwieni. Ale to chyba dobrze, że moja córka trafiła na dobrych chłopców.
Powiedziała mama i ja walnęłam łokciem Hazze, który prawie wybuchnął śmiechem.
-Tak mamo, ale my się kolegujemy. Zaraz wracam. - wstałam.
Dean dzwonił.
-Cześć Emily! Ja na chwilę, mamy przerwę przed próbą, chłopcy cię pozdrawiają! Zaraz zwali się tu tłum krzyczących fanek także póki jest trochę spokoju to opowiadaj.
-Hej Dean. Nic takiego.
-Coś się stało? - spytał, a po moim policzku spłynęła łza.
-Nie, nie. Nie martw się. Zadzwonię rano. Paa. Powodzenia na koncercie. - musiałam się rozłączyć.
Nie wiem od czego ta łza. Przecież powinnam się cieszyć, może to z radości. Tak, na pewno.
Do pokoju wszedł Liam, przetarłam szybko oczy.
-Twoja mama się pyta, czy pomożesz się jej spakować?
-Tak, zaraz zejdę.
-Strasznie blada jesteś. - odrzekł.
-Za dużo emocji jak na jeden dzień. Chyba pójdę pobiegać.
-Nie wiem czy powinnaś skoro ci słabo. - wszedł Lou. - pójdę z tobą.
-Jak chcesz. - od powiedziałam i wyszłam z domu a on za mną.
Po 30 minutach.
-Jak się czujesz? - spytałam chłopaka, który ledwo oddychał.
-Never better.
-Widzę. Świeże powietrze dobrze na mnie działa.
-Kondycji można po zazdrościć. Wracamy? - kiwnął głową na ścieżkę.
-Dobra, jeszcze skoczę do Roxy.
Stanęliśmy pod domem. Wyszła jej mama.
-Dzień Dobry. Jest Rox?
-Roxanne? Nie ma, pojechała do Leeds, do tego waszego przyjaciela, mówiła, że ją zaprosił.
Ale cwana.
-Dziękuje, Do widzenia.
-Gdzie? - spytał Tommo.
-Do Deana i chłopców z Room 94.
-Aaa...
A u mnie z resztą One Direction siedziała Nicole. Kto jeszcze przyjdzie? Za dużo jak na jeden dzień!
Stanowczo!
-Wassup? - przywitała się.
-Dowiedziałam się, że się przyjaźniłam z Niallem będąc dzieckiem, moi rodzice wyjeżdżają, Lou nie ma kondycji, Roxy pojechała do Leeds, do Room nic mi nie mówiąc. Caspar siedzi w Ameryce. Dobrze jest! Nic ciekawego.
-Do Deana? - otworzyła usta. Lou pokiwał głową.
-Emily jak chcesz to my nie musimy..
Podniosłam ręce do góry, żeby nic nie mówili.
-Jedźcie. Przepraszam wszystkich ale chyba pójdę pod prysznic i się położę. Za dużo na jeden raz.
Chłopcy mam prośbę. Odprowadzicie Nicole do domu? Ciemno się już robi.
-Jasne. Superman is here. - wydurniał się Louis.
-Dziękuję.
-Zadzwonimy jutro. - pożegnali się i poszłam.
Rzuciłam telefon na łóżko, chciałam spokoju od całego świata. Jedyne co zrobiłam po prysznicu to weszłam na Twittera.
Pisały do mnie jakieś dziewczynki, że widziały mnie z Louisem. No tak, byłam na mieście z Louisem Tomlinsonem, to nie obyło by się bez sensacji.
Odpisałam im, przecież się nie boję. Nic złego nie zrobiłam, wiem, że one oddałyby wszystko za nawet 10 sekund rozmowy z nimi a ja się spotykam z One Direction codziennie ale nic nie mogłam na to poradzić.
_______________________________________________________
Hej ludziska! No więc wiem, zabijecie mnie, że skończyłam tak poprzedni rozdział ale też was kocham :D Co słychać? Ja posyłam wam obrazek który mi się tak spodobał, że aż się chce podzielić z wami. Gościu jest mega!
wtorek, 12 marca 2013
Rozdział 8
Mama wróciła z tatą kilka dni temu. Chłopcy z Room musieli wyjechać na chwilę
bo mieli jakiś koncert.
Więc w skrócie co się działo przez te kilka dni:
-spotkaliśmy się jeszcze z One Direction
-byliśmy na kręglach
-cieszymy się w wakacji
-Lou już mniej mnie wkurza ale wkurza.
-Dean zaczął podrywać Roxanne. Nie wiem co mu się stało.
-niech wakacje nigdy się nie kończą!
-jak sobie pomyślę, że będzie trzeba wrócić do szkoły to aż się zniechęcam.
-ale dopiero się zaczęły wakacje, jeszcze nie całe 2 miesiące.
-dość zmartwień.
-Live while We're young!
Na tych kręglach to byliśmy z 1D i Deanem, Nicole i Roxy.
Casper wyjechał już do Ameryki, bardzo mi go brakuje, jako przyjaciela. Bo często miałam
tak że mogłam z nim pogadać.
Dean uczył wtedy Roxanne grać w kręgle, było śmiesznie. Albo jak Loui rzucił się na podłogę jakby udawał kulę i zaczął się toczyć.
Zeszłam na dół koło 9, w potarganych włosach i pomiętej pidżamie.
-Któż to się obudził. Jak ci się spało, kochanie? - przywitał mnie w kuchni tata, smażąc naleśniki.
-Ideeaaaalnie. - ziewnęłam. - pięknie pachnie. - usiadłam na blacie.
-Jakies plany na dzisiaj?
-Poznacie moich nowych znajomych, jeśli chcecie.
-Następne dziewczyny? - wykrzywił twarz.
-Piątka chłopaków, tatuś. - odpowiedziałam cwano się uśmiechając, a ten zaksztusił
się herbatą.
-No, no,no. Isabel, nasza córka robi postępy.
-Tato, nie przesadzaj.
-Muszę posprzątać, ugotować...
Jak zwykle moja rodzicielka martwiła się każdym szczegółem, że nie moga siedzieć
w bałaganie.
Chyba nie widziała tego domu, gdy jej nie było.
Bez przesady, i tak było czysto, bo mama gdy jest w domu sprząta codziennie. A i tak mówi,
że jest bałagan. No nie ogarniam.
Wygnała mnie po zakupy. Chodziłam wygrzewając się w słońcu. Dziś pogoda była cudowna jak na londyńską.
-Em hej. - przytuliła mnie Roxy. Zdziwiłam się, że widzę ją w sklepie.
-Nie wierzę. Mama wysłała Cię na zakupy?
-Też się zdziwiłam, ale nie miała wyboru. Ciocia do nas wpadnie, z babcią i kuzynem.
-Wszyscy gości mają..
-Co masz na myśli? - spytała.
-Nic.
-Ile się znamy?
-No dobra. One Di dzisiaj do mnie wpadnie bo rodzice chcą ich poznać. - powiedziałam.
-Oo wpadnę, jak się uwolnię w domu.
-Spoko.
Roxy była częstym gościem w moim domu, mama ją lubiła. Wydawała się lepszą córką
ode mnie, ale gdy Roxanne grała na perkusji all day mama wątpiła.
Roxy jest bardzo ruchliwym i muzycznym dzieckiem.
Ciągle gra na perkusji, gitarze, śpiewa. Wszystko. Dawno nie wspominała nic o siostrze. ( przypominam że ma bliźniaczkę) Może wyjechała na wakacje.
-Idziesz czy zamierzasz czytac tą gazetę cały dzień? - podeszłam do przyjaciółki
która oczywiście siedziała pod stoiskiem z gazetami i czytała wszystkie po kolei.
-Jeszcze nie skończyłam! Ale jak tak ci się spieszy to ewentualnie mogę skończyć czytac teraz.
-Och dziękuję za twą łaskawość.
-To tylko dzisiaj. - poruszała brwiami.
6 godzin później.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata mnie uprzedził bo chciał ich przywitać.
-Dzień dobry. My do Emily.
-Jakiej Emily? Nie mieszka tu żadna Emily, pomyliliście domy.
-Tato! - popchnęłam go. - Wchodźcie. Wybaczcie mojemu ojcu za ten niby żart, ale..
-Naprawdę uwierzyłem, wszystkie te domy tu takie podobne. - Hazz poprawił włosy.
-Dzień dobry. - Lou przywitał się z moją mamą. Nie wiem czy chciał się podlizać
ale mu się to udało.
Ciekawa jestem co wyjdzie z tego dnia. I czy Roxy przyjdzie. Jak przyjdzie to przynajmniej
nie będę musiała wstawać bo ona nie puka.
Siedzieliśmy już wszyscy w salonie, oglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Ja, 5 chłopaków
i moi rodzice.
Znalazłam moje zdjęcie z piaskownicy, z jakimś chłopcem.
-Mamo, pierwszy raz widze to zdjęcie.
-Ooo tak.. Leżało na samym dnie. To ty jak mieszkałyśmy u cioci Eve w Irlandii, jakieś dwa lata po twoim urodzeniu. Wtedy poznałaś tego uroczego młodzieńca.
-Zapomniałam, że mieszkałyśmy u niej.
-Nie dziwię ci się, Emily.
-W Irlandii? - spytał Niall.
-Tak, Na imię mu jest Niall, założę się, że teraz bym go nie poznała, tyle lat minęło.
Oboje jesteście już dorośli.
W tym momencie zaparło mi dech w piersiach. Wszyscy spojrzeli na blondyna.
-Pamięta pani może jego nazwisko? - spytał.
Nie to nie może być prawda.
-Pewnie. Przyjaźniłam się z jego mamą. Niall. Niall Horan.
O Jaciee!
-Mamo, ale to jest Niall Horan. - wskazałam.
-Jezu. - podniosła zdjęcie. - To ty, te oczy, ta buzia. Tyle lat.. byliscie nie rozłączni z Em.. - rozpłakała się.
Bawiłam się z nim jak byłam mała? Ale..ale...
bo mieli jakiś koncert.
Więc w skrócie co się działo przez te kilka dni:
-spotkaliśmy się jeszcze z One Direction
-byliśmy na kręglach
-cieszymy się w wakacji
-Lou już mniej mnie wkurza ale wkurza.
-Dean zaczął podrywać Roxanne. Nie wiem co mu się stało.
-niech wakacje nigdy się nie kończą!
-jak sobie pomyślę, że będzie trzeba wrócić do szkoły to aż się zniechęcam.
-ale dopiero się zaczęły wakacje, jeszcze nie całe 2 miesiące.
-dość zmartwień.
-Live while We're young!
Na tych kręglach to byliśmy z 1D i Deanem, Nicole i Roxy.
Casper wyjechał już do Ameryki, bardzo mi go brakuje, jako przyjaciela. Bo często miałam
tak że mogłam z nim pogadać.
Dean uczył wtedy Roxanne grać w kręgle, było śmiesznie. Albo jak Loui rzucił się na podłogę jakby udawał kulę i zaczął się toczyć.
Zeszłam na dół koło 9, w potarganych włosach i pomiętej pidżamie.
-Któż to się obudził. Jak ci się spało, kochanie? - przywitał mnie w kuchni tata, smażąc naleśniki.
-Ideeaaaalnie. - ziewnęłam. - pięknie pachnie. - usiadłam na blacie.
-Jakies plany na dzisiaj?
-Poznacie moich nowych znajomych, jeśli chcecie.
-Następne dziewczyny? - wykrzywił twarz.
-Piątka chłopaków, tatuś. - odpowiedziałam cwano się uśmiechając, a ten zaksztusił
się herbatą.
-No, no,no. Isabel, nasza córka robi postępy.
-Tato, nie przesadzaj.
-Muszę posprzątać, ugotować...
Jak zwykle moja rodzicielka martwiła się każdym szczegółem, że nie moga siedzieć
w bałaganie.
Chyba nie widziała tego domu, gdy jej nie było.
Bez przesady, i tak było czysto, bo mama gdy jest w domu sprząta codziennie. A i tak mówi,
że jest bałagan. No nie ogarniam.
Wygnała mnie po zakupy. Chodziłam wygrzewając się w słońcu. Dziś pogoda była cudowna jak na londyńską.
-Em hej. - przytuliła mnie Roxy. Zdziwiłam się, że widzę ją w sklepie.
-Nie wierzę. Mama wysłała Cię na zakupy?
-Też się zdziwiłam, ale nie miała wyboru. Ciocia do nas wpadnie, z babcią i kuzynem.
-Wszyscy gości mają..
-Co masz na myśli? - spytała.
-Nic.
-Ile się znamy?
-No dobra. One Di dzisiaj do mnie wpadnie bo rodzice chcą ich poznać. - powiedziałam.
-Oo wpadnę, jak się uwolnię w domu.
-Spoko.
Roxy była częstym gościem w moim domu, mama ją lubiła. Wydawała się lepszą córką
ode mnie, ale gdy Roxanne grała na perkusji all day mama wątpiła.
Roxy jest bardzo ruchliwym i muzycznym dzieckiem.
Ciągle gra na perkusji, gitarze, śpiewa. Wszystko. Dawno nie wspominała nic o siostrze. ( przypominam że ma bliźniaczkę) Może wyjechała na wakacje.
-Idziesz czy zamierzasz czytac tą gazetę cały dzień? - podeszłam do przyjaciółki
która oczywiście siedziała pod stoiskiem z gazetami i czytała wszystkie po kolei.
-Jeszcze nie skończyłam! Ale jak tak ci się spieszy to ewentualnie mogę skończyć czytac teraz.
-Och dziękuję za twą łaskawość.
-To tylko dzisiaj. - poruszała brwiami.
6 godzin później.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata mnie uprzedził bo chciał ich przywitać.
-Dzień dobry. My do Emily.
-Jakiej Emily? Nie mieszka tu żadna Emily, pomyliliście domy.
-Tato! - popchnęłam go. - Wchodźcie. Wybaczcie mojemu ojcu za ten niby żart, ale..
-Naprawdę uwierzyłem, wszystkie te domy tu takie podobne. - Hazz poprawił włosy.
-Dzień dobry. - Lou przywitał się z moją mamą. Nie wiem czy chciał się podlizać
ale mu się to udało.
Ciekawa jestem co wyjdzie z tego dnia. I czy Roxy przyjdzie. Jak przyjdzie to przynajmniej
nie będę musiała wstawać bo ona nie puka.
Siedzieliśmy już wszyscy w salonie, oglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Ja, 5 chłopaków
i moi rodzice.
Znalazłam moje zdjęcie z piaskownicy, z jakimś chłopcem.
-Mamo, pierwszy raz widze to zdjęcie.
-Ooo tak.. Leżało na samym dnie. To ty jak mieszkałyśmy u cioci Eve w Irlandii, jakieś dwa lata po twoim urodzeniu. Wtedy poznałaś tego uroczego młodzieńca.
-Zapomniałam, że mieszkałyśmy u niej.
-Nie dziwię ci się, Emily.
-W Irlandii? - spytał Niall.
-Tak, Na imię mu jest Niall, założę się, że teraz bym go nie poznała, tyle lat minęło.
Oboje jesteście już dorośli.
W tym momencie zaparło mi dech w piersiach. Wszyscy spojrzeli na blondyna.
-Pamięta pani może jego nazwisko? - spytał.
Nie to nie może być prawda.
-Pewnie. Przyjaźniłam się z jego mamą. Niall. Niall Horan.
O Jaciee!
-Mamo, ale to jest Niall Horan. - wskazałam.
-Jezu. - podniosła zdjęcie. - To ty, te oczy, ta buzia. Tyle lat.. byliscie nie rozłączni z Em.. - rozpłakała się.
Bawiłam się z nim jak byłam mała? Ale..ale...
piątek, 8 marca 2013
Rozdział 7
Roxanne i Nicole świrowały na dole, a ja znowu siedziałam w pokoju. Ostatnio była to moja komnata w której chciałabym się zamknąć i nigdzie nie wychodzić.
Spokój nie trwał długo.
-Chyba ogłuchnę! Już nie słyszę na jedno ucho. - rzucił się na łóżko Kieran.
-Dlatego ja tu siedzę. Nie zależy mi na tym spotkaniu.
-Fajnie będzie. - podążył w jego ślady, Dean.
Zeszliśmy na dół po usłyszeniu dzwonka.
-Otwórzcie, idę do kibla. - rzuciłam.
-W takiej chwili?! - powiedziały chórem przyjaciółki.
-O jacie, wielkie mi halo. Mam prawo skorzystać z łazienki we własnym domu. Pójdę na górę, żeby dłużej mnie nie było.
Czmychnęłam na piętro, żeby nikt mnie nie widział a oni otworzyli drzwi.
***
Oczami Roxy.
Dzielą mnie sekundy od poznania One Direction! Jestem w siódmym, ósmym, piętnastym niebie!
Mam nadzieję, że się nie rozmazałam. A jak nie spodoba im się mój rockowy styl? Spodoba się, na pewno. Jeszcze do tego doszło, że sama sobie odpowiadam na pytania.
Dobra, Nicole otwiera drzwi. O Matko stoi przede mną Louis Tomlinson i Liam Payne. A za nimi
Harry Styles, Niall Horan i Zayn Malik.
Nie wierze. Powstrzymywałam się, żeby nie stać z otwartą buzią.
Nicole wyglądała jakby za chwilę miała zemdleć, cała zbladła. Wtapiała się we własną bluzkę.
-Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej. - spytał Liam. Czyli naprawdę jest taki opiekuńczy jak piszą.
- Może wejdźmy do środka, usiądziemy. - za proponowałam a oni pozajmowali miejsca przy stole.
Na początku głównie mówił Dean z Kieranem.
Louis rozglądał się po domu, ale nic nie mówił. Wyglądał jakby kogoś szukał, ale nie miał kogo.
Kurde! Emily! Przecież poszła do kibla. Widzę, że jej się nie spieszy.
-Gdzie pani domu? - spytał Louis.
-Wiedziałem, że kogoś mi brakuje. - od powiedział Nialler.
-Zaprosiła nas ale jej nie ma. - dodał Harry.
-Pewnie zaraz przyjdzie. - bronił jej Liam.
-Przecież nie ominie kolacji z nami. - rzekł Zayn.
-No jakbym śmiała, kto by wam mógł odmówić.. - rzuciła z taką ironią, że aż sama się zdziwiłam.
Wszyscy wstali ale to Louis wylądował pierwszy przed nią.
-Emily, właśnie się zastanawialiśmy dlaczego od razu nie przyszłaś nas przywitać.
-Cześć Louis.
-Loui, wolę Loui.
-Whatever. - odparła. - Hej, Niall, Liam, Zayn, Harry. Tak, zapamiętałam. Jednak pamięć do imion to ja mam. - pokiwała głową i wszyscy usiedli. Wilson usiadła obok Deana, mogłam pierwsza zająć tą miejscówkę! Że też wcześniej na to nie wpadłam.
Nik też była zazdrosna. Zawsze się kłóciłyśmy o Deana, bo mi się podobał jak i jej. Masakra.
Żadna nie chciała odpuścić. Emily miała najlepiej, to z nią się najwięcej wygłupiał, przytulał.
My też mieliśmy dobry kontakt, ale może nie taki jak Emily, bo ona ich dłużej zna. Są jak rodzina.
Wszyscy jesteśmy.
***
Oczami Emily.
-Powiem ci Emily, Louis miał zdziwko jak zobaczył, że dzwonisz. - zaśmiał się Malik.
-Ja jeszcze większe, bo kazali mi do niego zadzwonić. - od powiedziałam.
-Em, wyluzuj. - szepnął Sean widząc minę Tomlinsona.
Zjedliśmy kolacje a tematy się im nie kończyły.
-Tomlinson, co ty taki cichy co? Jak nie ty. - popchał go Liam.
-Emily, słuchałaś płyty? - spytał Harry.
-Tak. Take Me Home. - zastanowiłam się chwilę. - fajna. Podoba mi się.
-Bo jak my jej ciągle o was gadałyśmy to ona słuchać nie chciała, rzadko oglądała X-Factor. - opowiedziała Nicole.
-Dzięki. - rzuciłam. A ona wzruszyła ramionami.
-Czym się interesujesz, Emily? - spytał Liam.
Czemu cała rozmowa toczy się o mnie?
-Lubię posłuchać dobrej muzyki, potańczyć, śpiewać, grać w tenisa, w siatkę, w kosza, kłócić się z moją rodzinką siedzącą tu przy stole,
bo spędzam z nimi całe dnie, uwielbiam jak Roxy gra ciągle na gitarze i perkusji, kłóci się z siostrą, jak chłopcy się wywalają.. -powiedziałam na jednym tchu. Złapałam głęboko powietrze.
-Woo.. Widzę, że opowiedziałaś nam o wszystkich, chciałaś żeby oni się nie musieli męczyć?
-Ta..Zaraz wracam. - zerwałam się słysząc telefon. Mama. Pobiegłam na górę.
Pewnie się zastanawia czy jej dom jeszcze stoi.
-Hej mamo, właśnie odjechała straż pożarna, dom się spalił, udało nam się ocalić tylko własne tyłki. Prześpimy się u Roxy.
-...
-Żartowałam!
-Emily Wilson! Jeszcze jeden taki żart a nie uda ci się ocalić tyłka. Tata dzwonił. Wraca dzisiaj z Ameryki. Nie martw się, powiedziałam mu, że masz gości i przyjedzie od razu tu do babci.
-Good.
-Nie ciesz się tak młoda damo. Impreza jakaś?
-Jasne, środek meliny.
-Emily!
-No żartuje, mamuś. Nie martw się, pozdrów babcie i tatę. Muszę kończyć. - powiedziałam.
-Nie waż się odłożyć słuchawki.
-Piiiii - mama usłyszała sygnał.
No co?
-Coś się stało? - spytałam Hazze, który wszedł do mojego pokoju.
-Szukam łazienki.
-Do końca korytarza i w prawo.
-Dzięki.
Zeszłam do reszty.
-Wassup? - spytała Nicole.
-Mama dzwoniła, nic wielkiego.
-Em.. mogę tak do ciebie mówić? - spytał Louis.
-Może być.
-Jest sprawa.
-Już się boję. - rozejrzałam się po wszystkich.
______________________________________________
Rozdział tak na Dzień Kobiet. Wszystkiego Najlepszego siostry!
Spokój nie trwał długo.
-Chyba ogłuchnę! Już nie słyszę na jedno ucho. - rzucił się na łóżko Kieran.
-Dlatego ja tu siedzę. Nie zależy mi na tym spotkaniu.
-Fajnie będzie. - podążył w jego ślady, Dean.
Zeszliśmy na dół po usłyszeniu dzwonka.
-Otwórzcie, idę do kibla. - rzuciłam.
-W takiej chwili?! - powiedziały chórem przyjaciółki.
-O jacie, wielkie mi halo. Mam prawo skorzystać z łazienki we własnym domu. Pójdę na górę, żeby dłużej mnie nie było.
Czmychnęłam na piętro, żeby nikt mnie nie widział a oni otworzyli drzwi.
***
Oczami Roxy.
Dzielą mnie sekundy od poznania One Direction! Jestem w siódmym, ósmym, piętnastym niebie!
Mam nadzieję, że się nie rozmazałam. A jak nie spodoba im się mój rockowy styl? Spodoba się, na pewno. Jeszcze do tego doszło, że sama sobie odpowiadam na pytania.
Dobra, Nicole otwiera drzwi. O Matko stoi przede mną Louis Tomlinson i Liam Payne. A za nimi
Harry Styles, Niall Horan i Zayn Malik.
Nie wierze. Powstrzymywałam się, żeby nie stać z otwartą buzią.
Nicole wyglądała jakby za chwilę miała zemdleć, cała zbladła. Wtapiała się we własną bluzkę.
-Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej. - spytał Liam. Czyli naprawdę jest taki opiekuńczy jak piszą.
- Może wejdźmy do środka, usiądziemy. - za proponowałam a oni pozajmowali miejsca przy stole.
Na początku głównie mówił Dean z Kieranem.
Louis rozglądał się po domu, ale nic nie mówił. Wyglądał jakby kogoś szukał, ale nie miał kogo.
Kurde! Emily! Przecież poszła do kibla. Widzę, że jej się nie spieszy.
-Gdzie pani domu? - spytał Louis.
-Wiedziałem, że kogoś mi brakuje. - od powiedział Nialler.
-Zaprosiła nas ale jej nie ma. - dodał Harry.
-Pewnie zaraz przyjdzie. - bronił jej Liam.
-Przecież nie ominie kolacji z nami. - rzekł Zayn.
-No jakbym śmiała, kto by wam mógł odmówić.. - rzuciła z taką ironią, że aż sama się zdziwiłam.
Wszyscy wstali ale to Louis wylądował pierwszy przed nią.
-Emily, właśnie się zastanawialiśmy dlaczego od razu nie przyszłaś nas przywitać.
-Cześć Louis.
-Loui, wolę Loui.
-Whatever. - odparła. - Hej, Niall, Liam, Zayn, Harry. Tak, zapamiętałam. Jednak pamięć do imion to ja mam. - pokiwała głową i wszyscy usiedli. Wilson usiadła obok Deana, mogłam pierwsza zająć tą miejscówkę! Że też wcześniej na to nie wpadłam.
Nik też była zazdrosna. Zawsze się kłóciłyśmy o Deana, bo mi się podobał jak i jej. Masakra.
Żadna nie chciała odpuścić. Emily miała najlepiej, to z nią się najwięcej wygłupiał, przytulał.
My też mieliśmy dobry kontakt, ale może nie taki jak Emily, bo ona ich dłużej zna. Są jak rodzina.
Wszyscy jesteśmy.
***
Oczami Emily.
-Powiem ci Emily, Louis miał zdziwko jak zobaczył, że dzwonisz. - zaśmiał się Malik.
-Ja jeszcze większe, bo kazali mi do niego zadzwonić. - od powiedziałam.
-Em, wyluzuj. - szepnął Sean widząc minę Tomlinsona.
Zjedliśmy kolacje a tematy się im nie kończyły.
-Tomlinson, co ty taki cichy co? Jak nie ty. - popchał go Liam.
-Emily, słuchałaś płyty? - spytał Harry.
-Tak. Take Me Home. - zastanowiłam się chwilę. - fajna. Podoba mi się.
-Bo jak my jej ciągle o was gadałyśmy to ona słuchać nie chciała, rzadko oglądała X-Factor. - opowiedziała Nicole.
-Dzięki. - rzuciłam. A ona wzruszyła ramionami.
-Czym się interesujesz, Emily? - spytał Liam.
Czemu cała rozmowa toczy się o mnie?
-Lubię posłuchać dobrej muzyki, potańczyć, śpiewać, grać w tenisa, w siatkę, w kosza, kłócić się z moją rodzinką siedzącą tu przy stole,
bo spędzam z nimi całe dnie, uwielbiam jak Roxy gra ciągle na gitarze i perkusji, kłóci się z siostrą, jak chłopcy się wywalają.. -powiedziałam na jednym tchu. Złapałam głęboko powietrze.
-Woo.. Widzę, że opowiedziałaś nam o wszystkich, chciałaś żeby oni się nie musieli męczyć?
-Ta..Zaraz wracam. - zerwałam się słysząc telefon. Mama. Pobiegłam na górę.
Pewnie się zastanawia czy jej dom jeszcze stoi.
-Hej mamo, właśnie odjechała straż pożarna, dom się spalił, udało nam się ocalić tylko własne tyłki. Prześpimy się u Roxy.
-...
-Żartowałam!
-Emily Wilson! Jeszcze jeden taki żart a nie uda ci się ocalić tyłka. Tata dzwonił. Wraca dzisiaj z Ameryki. Nie martw się, powiedziałam mu, że masz gości i przyjedzie od razu tu do babci.
-Good.
-Nie ciesz się tak młoda damo. Impreza jakaś?
-Jasne, środek meliny.
-Emily!
-No żartuje, mamuś. Nie martw się, pozdrów babcie i tatę. Muszę kończyć. - powiedziałam.
-Nie waż się odłożyć słuchawki.
-Piiiii - mama usłyszała sygnał.
No co?
-Coś się stało? - spytałam Hazze, który wszedł do mojego pokoju.
-Szukam łazienki.
-Do końca korytarza i w prawo.
-Dzięki.
Zeszłam do reszty.
-Wassup? - spytała Nicole.
-Mama dzwoniła, nic wielkiego.
-Em.. mogę tak do ciebie mówić? - spytał Louis.
-Może być.
-Jest sprawa.
-Już się boję. - rozejrzałam się po wszystkich.
______________________________________________
Rozdział tak na Dzień Kobiet. Wszystkiego Najlepszego siostry!
niedziela, 3 marca 2013
Rozdział 6
Siedziałam na ławce w parku patrząc na Louisa co mi powie.
-Emily, nie chcę, żeby nasza znajomość się tak kończyła. Na tej ławce.
-Nawet się nie zaczęła. - próbowałam powstrzymać śmiech przed wybuchem. Zakryłam usta dłonią.
-Zacznijmy wszystko od nowa, jakbyśmy się teraz poznali. Loui. - wyciągnął rekę.
-Emily.
-Chciałbym, żebyś poznała moich przyjaciół.
-Okej.
Odpowiedziałam i poszliśmy do niego. Pierwsze co zobaczyłam to jedzenie wszędzie które ktoś zbierał prosto do buzi. I biegających za sobą chłopaków.
-Jak leci Harry? - zaczepiłam lokowatego którego już poznałam. - Oo cześć Zayn.
Podszedł blondyn który zachowywał się jak odkurzacz. Po twarzy przypomniałam sobie, że przecież tańczyłam z nim na dyskotece.
-Heeej! - podleciał i przytulił mnie. Nie wypuszczając z objęcia dodał: - Co ty tu robisz? Myślałem, że się wiecej nie zobaczymy.
-Ee uduszę się za chwile.
-Przepraszam. - wypuścił mnie.
-Popadne w depresje. - opadł na fotel Louis.
-Cześć jestem Liam.
-Emily.
-Wiedzę, że wszyscy cię już znali, znaczy większość. - odparł Lou.
-Louis mówiłem ci, żebyś nie przyprowadzał do domu fanek.
-Li, ona nawet nie wie kim my jesteśmy.
Ponieważ musiałam już iść, wcisnęli mi do ręki jakąś płyte i poszłam do domu.
W domu nikogo nie było, rzuciłam płyte gdzieś na półkę i podniosłam karteczkę.
"Poszliśmy na zakupy i do galerii xx"
A więc miałam cały dom dla siebie. Idealnie. Włączyłam muzę i postanowiłam ogarnąc dom.
Włączyła mi się piosenka z HSM - Walk Away. Nikogo nie było więc standardowo zaczęłam śpiewać,
kołysząc się krzątałam się po domu przenosząc rzeczy, umyłam podłogę.
-Tak, daleko pójdziesz. Chyba tylko do Caspara albo do Roxy i wrócisz do domu. - objął mnie od tyłu Dean gdy kroiłam pomidora na kanapkę. Podniosłam nóż do góry.
-Zamknij się braciszku. Nie cierpie cię. Tak poza tym to naniosłeś mi buta na świeżo umytą podłogę. - próbowałam się wydostać.
-Odłóż ten nóż.
Odwróciliśmy się do reszty i zauważyliśmy biegnącego Kierana który wywalił się na śliskiej podłodze. Nikt nie krył śmiechu. Myślałam, że padne.
-Ha ha ha jaki debil. - skomentował go Kit.
Co za chłopcy. Wkońcu Dean mnie wypuścił. Wnieśli zakupy do środka, dowiedziałam się tylko, że dziewczyny poszły do domu ale wpadną na kolacje. Przyszedł Caspar.
-Hej ludziska.
-Cześć! - odpowiedzieliśmy jednogłośnie.
-Nie wywal się. - odparł Sean.
-Nie wierze! Czyżby panna Wilson posprzątała w domu?
-Kiedyś trzeba. - uśmiechnąłam się.
Gdy Room poszli do kuchni wyciągać zakupy ja usiadłam z Casparem.
-Co cię tu sprowadza?
-Nie mogę przyjść odwiedzić przyjaciółki? - spytał.
-Widzę. Jakbyś przyszedł mnie odwiedzić leżałbyś już z paczką chipsów przed telewizorem z nogami na stoliku. - skomentowałam.
-Masz racje. Rodzice mnie wyciągają na miesiąc do Hiszpani.
-Ooo suuperr. - rozmarzyłam się na myśl o plaży i słońcu.
-Nie masz nic przeciwko? Poradzicie sobie.
-Jasne, Cas. Nie martw się nami. Jeśli ci idioci się sami nie zabiją to wszystko będzie dobrze. - poklepałam go po ramieniu.
-Można na ciebie liczyć, siostra.
-Wiem.
-Cóż za skromność, Emily.
-Ja zawsze jestem skromna, Caspar. - zrobiłam minę jakbym odkryła Ameryke a chłopcy się zaczęli śmiać.
-No co. Podważacie moją inteligencję?
-Jakbyśmy śmieli.
-No właśnie, więc bez takich.
Gdy się zmyli a Room94 robiło kolacje ubrałam w pokoju słuchawki. I włączyłam płyte od Louisa.
Włączyła się piosenka " I would"
Zarąbista powiem wam. Poszperałam na internecie i zobaczyłam że są jakimś najbardziej znanym zespołem. Fanki ciągle im piszą że ich kochają, a ja tak poprostu spotkałam ich na mieście.
To dlatego Louis dziwił się, że nie piszczę na jego widok. Przypomniałam sobie że Roxy i Nicole kiedyś mi o nich wspominali bo jarają się każdym X-Factorem.
Ale wtedy nie zwracałam na to uwagi. Niech sobie śpiewają.
Właśnie dwie przyjaciółki weszły do pokoju i ściągnęły mi słuchawki wyłączając je, więc muzyka leciała na full.
-Emily! No nie wierze! To ten zespół o którym ci mówiłyśmy.
-Wiem, poznałam ich dzisiaj. A raczej już dawno.
-I nic nam nie powiedziałaś?! - wybuchnęły.
-Nie znałam ich, nie wiedziałam że są piosenkarzami. - broniłam się. - dzisiaj poznałam całą piątkę.
-Jak to?!
-No normalnie u nich w domu, mam nawet numer do Louisa.
-Louisa Tomlinsona?! - krzyknęła Roxanne.
-Tak, do tego. Mogę do nich zadzwonić, żeby wpadli na kolacje. Jeśli chłopcy w kuchni się zgodzą.
Zgodzili się, a kiwałam głową żeby nie, ale oni tez ich lubią.
Wiec musiałam dzwonić.
Sygnał, sygnał. Matko, może nie odbierze.
-Halo?
-Louis? Emily mówi.
-Emily, co cię sprowadza?
-Moi przyjaciele chcieliby was poznać, a skoro ty mnie poznałeś ze swoimi to może wpadlibyście na kolacje? - spytałam.
-Jasne. Niall się ucieszy.
Niall, Niall? Aa ten blondyn.
-To o 7.
-Będziemy. Pa. Emily.
-Narazie. - rozłaczyłam się. - Zgodzili się. - powiedziałam do przyjaciół.
-Yeah. - przybili sobie piątki.
Wieczorem szykowałam się do kolacji. Nie wiedziałam co ubrać ale stwierdziłam, że co ja się będę starać, nałożyłam t-shirta i jeansy.
-Emily, nie chcę, żeby nasza znajomość się tak kończyła. Na tej ławce.
-Nawet się nie zaczęła. - próbowałam powstrzymać śmiech przed wybuchem. Zakryłam usta dłonią.
-Zacznijmy wszystko od nowa, jakbyśmy się teraz poznali. Loui. - wyciągnął rekę.
-Emily.
-Chciałbym, żebyś poznała moich przyjaciół.
-Okej.
Odpowiedziałam i poszliśmy do niego. Pierwsze co zobaczyłam to jedzenie wszędzie które ktoś zbierał prosto do buzi. I biegających za sobą chłopaków.
-Jak leci Harry? - zaczepiłam lokowatego którego już poznałam. - Oo cześć Zayn.
Podszedł blondyn który zachowywał się jak odkurzacz. Po twarzy przypomniałam sobie, że przecież tańczyłam z nim na dyskotece.
-Heeej! - podleciał i przytulił mnie. Nie wypuszczając z objęcia dodał: - Co ty tu robisz? Myślałem, że się wiecej nie zobaczymy.
-Ee uduszę się za chwile.
-Przepraszam. - wypuścił mnie.
-Popadne w depresje. - opadł na fotel Louis.
-Cześć jestem Liam.
-Emily.
-Wiedzę, że wszyscy cię już znali, znaczy większość. - odparł Lou.
-Louis mówiłem ci, żebyś nie przyprowadzał do domu fanek.
-Li, ona nawet nie wie kim my jesteśmy.
Ponieważ musiałam już iść, wcisnęli mi do ręki jakąś płyte i poszłam do domu.
W domu nikogo nie było, rzuciłam płyte gdzieś na półkę i podniosłam karteczkę.
"Poszliśmy na zakupy i do galerii xx"
A więc miałam cały dom dla siebie. Idealnie. Włączyłam muzę i postanowiłam ogarnąc dom.
Włączyła mi się piosenka z HSM - Walk Away. Nikogo nie było więc standardowo zaczęłam śpiewać,
kołysząc się krzątałam się po domu przenosząc rzeczy, umyłam podłogę.
-Tak, daleko pójdziesz. Chyba tylko do Caspara albo do Roxy i wrócisz do domu. - objął mnie od tyłu Dean gdy kroiłam pomidora na kanapkę. Podniosłam nóż do góry.
-Zamknij się braciszku. Nie cierpie cię. Tak poza tym to naniosłeś mi buta na świeżo umytą podłogę. - próbowałam się wydostać.
-Odłóż ten nóż.
Odwróciliśmy się do reszty i zauważyliśmy biegnącego Kierana który wywalił się na śliskiej podłodze. Nikt nie krył śmiechu. Myślałam, że padne.
-Ha ha ha jaki debil. - skomentował go Kit.
Co za chłopcy. Wkońcu Dean mnie wypuścił. Wnieśli zakupy do środka, dowiedziałam się tylko, że dziewczyny poszły do domu ale wpadną na kolacje. Przyszedł Caspar.
-Hej ludziska.
-Cześć! - odpowiedzieliśmy jednogłośnie.
-Nie wywal się. - odparł Sean.
-Nie wierze! Czyżby panna Wilson posprzątała w domu?
-Kiedyś trzeba. - uśmiechnąłam się.
Gdy Room poszli do kuchni wyciągać zakupy ja usiadłam z Casparem.
-Co cię tu sprowadza?
-Nie mogę przyjść odwiedzić przyjaciółki? - spytał.
-Widzę. Jakbyś przyszedł mnie odwiedzić leżałbyś już z paczką chipsów przed telewizorem z nogami na stoliku. - skomentowałam.
-Masz racje. Rodzice mnie wyciągają na miesiąc do Hiszpani.
-Ooo suuperr. - rozmarzyłam się na myśl o plaży i słońcu.
-Nie masz nic przeciwko? Poradzicie sobie.
-Jasne, Cas. Nie martw się nami. Jeśli ci idioci się sami nie zabiją to wszystko będzie dobrze. - poklepałam go po ramieniu.
-Można na ciebie liczyć, siostra.
-Wiem.
-Cóż za skromność, Emily.
-Ja zawsze jestem skromna, Caspar. - zrobiłam minę jakbym odkryła Ameryke a chłopcy się zaczęli śmiać.
-No co. Podważacie moją inteligencję?
-Jakbyśmy śmieli.
-No właśnie, więc bez takich.
Gdy się zmyli a Room94 robiło kolacje ubrałam w pokoju słuchawki. I włączyłam płyte od Louisa.
Włączyła się piosenka " I would"
Zarąbista powiem wam. Poszperałam na internecie i zobaczyłam że są jakimś najbardziej znanym zespołem. Fanki ciągle im piszą że ich kochają, a ja tak poprostu spotkałam ich na mieście.
To dlatego Louis dziwił się, że nie piszczę na jego widok. Przypomniałam sobie że Roxy i Nicole kiedyś mi o nich wspominali bo jarają się każdym X-Factorem.
Ale wtedy nie zwracałam na to uwagi. Niech sobie śpiewają.
Właśnie dwie przyjaciółki weszły do pokoju i ściągnęły mi słuchawki wyłączając je, więc muzyka leciała na full.
-Emily! No nie wierze! To ten zespół o którym ci mówiłyśmy.
-Wiem, poznałam ich dzisiaj. A raczej już dawno.
-I nic nam nie powiedziałaś?! - wybuchnęły.
-Nie znałam ich, nie wiedziałam że są piosenkarzami. - broniłam się. - dzisiaj poznałam całą piątkę.
-Jak to?!
-No normalnie u nich w domu, mam nawet numer do Louisa.
-Louisa Tomlinsona?! - krzyknęła Roxanne.
-Tak, do tego. Mogę do nich zadzwonić, żeby wpadli na kolacje. Jeśli chłopcy w kuchni się zgodzą.
Zgodzili się, a kiwałam głową żeby nie, ale oni tez ich lubią.
Wiec musiałam dzwonić.
Sygnał, sygnał. Matko, może nie odbierze.
-Halo?
-Louis? Emily mówi.
-Emily, co cię sprowadza?
-Moi przyjaciele chcieliby was poznać, a skoro ty mnie poznałeś ze swoimi to może wpadlibyście na kolacje? - spytałam.
-Jasne. Niall się ucieszy.
Niall, Niall? Aa ten blondyn.
-To o 7.
-Będziemy. Pa. Emily.
-Narazie. - rozłaczyłam się. - Zgodzili się. - powiedziałam do przyjaciół.
-Yeah. - przybili sobie piątki.
Wieczorem szykowałam się do kolacji. Nie wiedziałam co ubrać ale stwierdziłam, że co ja się będę starać, nałożyłam t-shirta i jeansy.
czwartek, 21 lutego 2013
Rozdział 5
Wyszłam na balkon w swoim pokoju.
'Kochany pamiętniku.
Zaczęły się wakacje, spotkałam ostatnio na lotnisku takiego chłopaka, nie powiem ładnie wyglądał.
Oczy, włosy i ogólnie. Ale nie potraktowałam go zbyt miło, sama nie wiem dlaczego.
Może nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia ale chyba chciał być miły, krzyczałam na niego, nie odbierałam telefonów. Na dyskotekę podczas zakończenia roku tańczył
ze mną jakiś nieznajomy blondyn a przed chwilą przed domem przedstawił
mi się jakiś lokowaty chłopak o imieniu Harry.
Dziwnie się czułam. Wiem, że nigdy nie miałam powodzenia u chłopaków, nie umiałam
z nimi rozmawiać jak inni. Tak na luzie. Zawsze byłam zestresowana, unikałam kontaktu wzrokowego, ale starałam się. Zawsze. Czasami potrzebuję kogoś z kim mogłabym usiąść, wygadać się. Żeby przytulił, pocieszył, doradził. Na razie mogę tylko usiąść i napisać
tutaj kilka słów. Ale ty mnie nie pocieszysz, nie powiesz co mogę zrobić. Brakowało mi takiej osoby, nawet bardzo. Kto by pomyślał, nie?
Dziewczyna mająca przyjaciół, rodzinę. Tylko dlaczego skoro są czuję się na maksa samotna?
Czemu się dołuję! Mamy wakacje. Czas na miłość. Ale jeśli to będzie tylko krótkie summer love które nie będzie miało najmniejszego sensu, ale przyszłości...'
Zatrzasnęłam pamiętnik, bo Roxy weszła do pokoju.
-Vas Happenin?!
-Skąd to wytrzasnęłaś tak nawiasem mówiąc? - spytałam.
-Aa sama nie wiem, chyba kiedyś usłyszałam na mieście czy na internecie. Sama nie wiem, ale podoba mi się.
-Good.
-Czemu tu siedzisz? Dean cię szukał. Jaki on jest boski. Ale widziałam Nicki jak ciągle z nim gada.
-Z tego co wiem, to nic między nimi nie ma. - odparłam i zauważyłam uśmiech ze strony przyjaciółki.
-Nie lubię tej twojej miny! Co knujesz?
-Ja? Nic. Czemu? - jak zwykle się wyparła.
-Taa...
-Komuś nie dopisuje humor. Co to był za chłopak przed domem?
-Który?
-No ten co pomagał twojej mamie, głupku. - zaśmiała się lekko.
-A bo ja wiem. - wzruszyłam ramionami. - Chodźmy do reszty.
-Jeśli nie chcesz gadać ze mną o chłopakach, to chyba wpadł ci w oko. - powiedziała w momencie gdy pojawił się przede mną Dean i Kieran.
-Chyba Nicole mnie woła.
-No jasne, najlepiej coś palnąć i zmyć się w momencie. - pomyślałam. Chłopcy objęli mnie ramionem po obu stronach. Delikatnie spojrzałam na obu.
-Emily. Kto ci wpadł w oko? - spytał Dean.
-Nikt. Roxy coś pieprzy.
A co miałam im powiedzieć. No dobra, mogłam jakoś inaczej się z tego wyplątać.
Teraz będą dalej brnąć.
-Wiesz, że przed nami niczego nie ukryjesz.
-Wiem, kochani. Powiedziałabym wam. - skłamałam. Weszliśmy do salonu i zmienili temat. Odetchnęłam z ulgą. Widok dziewczyn, gdy chłopcy mnie tak trzymali był nieziemski. Roxy aż wysypała popcorn na ziemie.
-Aaa karmel. - zaczęła rozpaczać. Co jak co ale Roxy to kochała popcorn z karmelem.
Mogłaby go jeść all day, all night.
Poszłam zrobić też dla nas, słyszałam jakby dzwonił mi telefon.
-Dzień dobry, tu telefon Emily Wilson, niestety Emily robi popcorn i nie bardzo może podejść do telefonu.
Zostawisz wiadomość? - wydukał Dean. - Dobrze, okej, powiem jej. Jeszcze raz imię? Loui? Okej. Narka.
-Emily! Dzwonił Louis. Kazał i powiedzieć, żebyś się z nim skontaktowała. I pozdrawia cię.
-Niech spada na drzewo! - krzyknęła z kuchni.
-Jaki Louis? - przyszła do kuchni Nicki.
-Taki debil, wydzwania ciągle. Nie warto się przejmować. - widziałam, że chciała ciągnąć dalej, ale wyszłam z miskami popcornu do salonu.
-Komu, komu?!
Siedziałam zamyślona, gdy oglądaliśmy jakąś komedie. Najlepszym hitem jest to, że każdy wybuchał śmiechem w innych momentach filmu. Może każdego z nas śmieszyło co innego. Każdy z nas był inny.
Ale razem byliśmy idealni.
-Idę do sklepu. - wstałam i chyba nikt nie zauważył, że wyszłam.
Spacerowałam po Londynie. Była boska pogoda. Mogłabym tu spędzić wieczność, gdy weszłam do sklepu pierwsze poszłam na dział z prasą.
-Cześć Harry. - rzuciłam i przeszłam obojętnie. Dopiero potem zorientowałam się, że to ten chłopak co był pod domem.
-Emily, tak?
-Tak.
-Jak tam? - spytał.
-A dobrze. Wkońcu wakacje.
-Nigdy cię nie spotkałam w tej okolicy.
-Nie jestem tu często. - odparł.
-Harry które wolisz..O kurde. - stanął przed nami ten koleś co dzwonił cały czas i upuścił chipsy.
-Louis to jest Emily. Emily Louis.
-My się znamy. - powiedziałam szybko, lecz moja mina się zmieniła na bardziej wkurzoną, smutną, nawet nie wiem.
-Ale, ale skąd wy się znacie? - spytał dziwnym tonem nie jaki Louis.
-Poznaliśmy się dzisiaj, pomagałem jej mamie. - odrzekł Harry.
-O.M.G. Dlaczego nie odbierałaś telefonu? - zadał mi pytanie Lou, i teraz Harry wyglądał na zdziwionego.
Idzie się pogubić.
-Powiedzieli ci, że byłam zajęta. Muszę iść. - złapał mnie za rękę.
-Nie możemy usiąść w parku i normalnie porozmawiać?
-Sądzisz, że mamy o czym.
-Temat zawsze się znajdzie. - odparł Harry i rzuciłam mu zabójcze spojrzenie. - ale dalej nie wiem skąd wy się znacie.
-To jest ta dziewczyna co ci mówiłem, że wylałem na nią kawę.
-To ty?! - powiedział głośnym tonem, wszyscy w sklepie odwrócili się w naszą stronę.
-Cicho. Widzę, że opowiadasz o mnie. Znajomi na mnie czekają. Bye. - machnęłam ręką.
-5 minut.
-Daj mu szanse, to tylko rozmowa a nie decyzja na całe życie. - odpowiedział lokowaty.
-Whatever.
I poszliśmy, usiedliśmy w Hyde Parku.
'Kochany pamiętniku.
Zaczęły się wakacje, spotkałam ostatnio na lotnisku takiego chłopaka, nie powiem ładnie wyglądał.
Oczy, włosy i ogólnie. Ale nie potraktowałam go zbyt miło, sama nie wiem dlaczego.
Może nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia ale chyba chciał być miły, krzyczałam na niego, nie odbierałam telefonów. Na dyskotekę podczas zakończenia roku tańczył
ze mną jakiś nieznajomy blondyn a przed chwilą przed domem przedstawił
mi się jakiś lokowaty chłopak o imieniu Harry.
Dziwnie się czułam. Wiem, że nigdy nie miałam powodzenia u chłopaków, nie umiałam
z nimi rozmawiać jak inni. Tak na luzie. Zawsze byłam zestresowana, unikałam kontaktu wzrokowego, ale starałam się. Zawsze. Czasami potrzebuję kogoś z kim mogłabym usiąść, wygadać się. Żeby przytulił, pocieszył, doradził. Na razie mogę tylko usiąść i napisać
tutaj kilka słów. Ale ty mnie nie pocieszysz, nie powiesz co mogę zrobić. Brakowało mi takiej osoby, nawet bardzo. Kto by pomyślał, nie?
Dziewczyna mająca przyjaciół, rodzinę. Tylko dlaczego skoro są czuję się na maksa samotna?
Czemu się dołuję! Mamy wakacje. Czas na miłość. Ale jeśli to będzie tylko krótkie summer love które nie będzie miało najmniejszego sensu, ale przyszłości...'
Zatrzasnęłam pamiętnik, bo Roxy weszła do pokoju.
-Vas Happenin?!
-Skąd to wytrzasnęłaś tak nawiasem mówiąc? - spytałam.
-Aa sama nie wiem, chyba kiedyś usłyszałam na mieście czy na internecie. Sama nie wiem, ale podoba mi się.
-Good.
-Czemu tu siedzisz? Dean cię szukał. Jaki on jest boski. Ale widziałam Nicki jak ciągle z nim gada.
-Z tego co wiem, to nic między nimi nie ma. - odparłam i zauważyłam uśmiech ze strony przyjaciółki.
-Nie lubię tej twojej miny! Co knujesz?
-Ja? Nic. Czemu? - jak zwykle się wyparła.
-Taa...
-Komuś nie dopisuje humor. Co to był za chłopak przed domem?
-Który?
-No ten co pomagał twojej mamie, głupku. - zaśmiała się lekko.
-A bo ja wiem. - wzruszyłam ramionami. - Chodźmy do reszty.
-Jeśli nie chcesz gadać ze mną o chłopakach, to chyba wpadł ci w oko. - powiedziała w momencie gdy pojawił się przede mną Dean i Kieran.
-Chyba Nicole mnie woła.
-No jasne, najlepiej coś palnąć i zmyć się w momencie. - pomyślałam. Chłopcy objęli mnie ramionem po obu stronach. Delikatnie spojrzałam na obu.
-Emily. Kto ci wpadł w oko? - spytał Dean.
-Nikt. Roxy coś pieprzy.
A co miałam im powiedzieć. No dobra, mogłam jakoś inaczej się z tego wyplątać.
Teraz będą dalej brnąć.
-Wiesz, że przed nami niczego nie ukryjesz.
-Wiem, kochani. Powiedziałabym wam. - skłamałam. Weszliśmy do salonu i zmienili temat. Odetchnęłam z ulgą. Widok dziewczyn, gdy chłopcy mnie tak trzymali był nieziemski. Roxy aż wysypała popcorn na ziemie.
-Aaa karmel. - zaczęła rozpaczać. Co jak co ale Roxy to kochała popcorn z karmelem.
Mogłaby go jeść all day, all night.
Poszłam zrobić też dla nas, słyszałam jakby dzwonił mi telefon.
-Dzień dobry, tu telefon Emily Wilson, niestety Emily robi popcorn i nie bardzo może podejść do telefonu.
Zostawisz wiadomość? - wydukał Dean. - Dobrze, okej, powiem jej. Jeszcze raz imię? Loui? Okej. Narka.
-Emily! Dzwonił Louis. Kazał i powiedzieć, żebyś się z nim skontaktowała. I pozdrawia cię.
-Niech spada na drzewo! - krzyknęła z kuchni.
-Jaki Louis? - przyszła do kuchni Nicki.
-Taki debil, wydzwania ciągle. Nie warto się przejmować. - widziałam, że chciała ciągnąć dalej, ale wyszłam z miskami popcornu do salonu.
-Komu, komu?!
Siedziałam zamyślona, gdy oglądaliśmy jakąś komedie. Najlepszym hitem jest to, że każdy wybuchał śmiechem w innych momentach filmu. Może każdego z nas śmieszyło co innego. Każdy z nas był inny.
Ale razem byliśmy idealni.
-Idę do sklepu. - wstałam i chyba nikt nie zauważył, że wyszłam.
Spacerowałam po Londynie. Była boska pogoda. Mogłabym tu spędzić wieczność, gdy weszłam do sklepu pierwsze poszłam na dział z prasą.
-Cześć Harry. - rzuciłam i przeszłam obojętnie. Dopiero potem zorientowałam się, że to ten chłopak co był pod domem.
-Emily, tak?
-Tak.
-Jak tam? - spytał.
-A dobrze. Wkońcu wakacje.
-Nigdy cię nie spotkałam w tej okolicy.
-Nie jestem tu często. - odparł.
-Harry które wolisz..O kurde. - stanął przed nami ten koleś co dzwonił cały czas i upuścił chipsy.
-Louis to jest Emily. Emily Louis.
-My się znamy. - powiedziałam szybko, lecz moja mina się zmieniła na bardziej wkurzoną, smutną, nawet nie wiem.
-Ale, ale skąd wy się znacie? - spytał dziwnym tonem nie jaki Louis.
-Poznaliśmy się dzisiaj, pomagałem jej mamie. - odrzekł Harry.
-O.M.G. Dlaczego nie odbierałaś telefonu? - zadał mi pytanie Lou, i teraz Harry wyglądał na zdziwionego.
Idzie się pogubić.
-Powiedzieli ci, że byłam zajęta. Muszę iść. - złapał mnie za rękę.
-Nie możemy usiąść w parku i normalnie porozmawiać?
-Sądzisz, że mamy o czym.
-Temat zawsze się znajdzie. - odparł Harry i rzuciłam mu zabójcze spojrzenie. - ale dalej nie wiem skąd wy się znacie.
-To jest ta dziewczyna co ci mówiłem, że wylałem na nią kawę.
-To ty?! - powiedział głośnym tonem, wszyscy w sklepie odwrócili się w naszą stronę.
-Cicho. Widzę, że opowiadasz o mnie. Znajomi na mnie czekają. Bye. - machnęłam ręką.
-5 minut.
-Daj mu szanse, to tylko rozmowa a nie decyzja na całe życie. - odpowiedział lokowaty.
-Whatever.
I poszliśmy, usiedliśmy w Hyde Parku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




