środa, 23 lipca 2014

Rozdział 33


Zostawiłam ich bez słowa i poszłam do swojego pokoju, ale niestety Horan przyszedł za mną, no co ja mam mu powiedzieć? Prawde?
Powiedzieć, że nic? Kazali mi jechać w tym stroju do domu żebyśmy na lotnisku mieli łatwiej, taa jasne.
-Opowiesz mi co tam się stało?
-Były tam zamieszki, kazali wszystkim wolontariuszom im pomóc, oni..oni..zabili na moich oczach moją najbliższą tam koleżankę miała 20 lat, tyle co ja, i w takim wieku kazali nam walczyć w takim czymś. Patrzyłam na śmierć tylu ludzi a jednocześnie sama musiałam się bronić, żeby przeżyć. - odparłam przez łzy i położyłam się na łóżku.
-Wiedziałem, wiedziałem, że to zły pomysł, już jak mi nie odpowiadałaś na listy to wiedziałem, że coś się stało. - zdenerował się i zszedł na dół.
Leżałam tak już sama i tylko usłyszałam jak pod drzwiami Liam mówił do Louisa że to nie jest najlepszy moment, ciekawe na co?
Pewnie Niall już im opowiedział co mu powiedziałam ale przynajmniej ja nie będę musiała, w tym momencie Liam wszedł do pokoju.
-Trzymaj. - podał mi kakao.
-Dziękuje. - odpowiedziałam a on objął mnie ramieniem gdy usiedlismy na kraju łóżka, wiedział, że słowa tu nic nie pomogą dlatego milczał, co by powiedział: przykro mi? Co to da?
Roxy
-Musimy przez jakiś czas trzymać Louisa dalej od Emily, żeby czasem jej nic nie powiedział, nie w takim momencie. Już jest jej ciężko a jakby jeszcze on się wtrącił to nie chciałabym wtedy widzieć Emily. - szepnęłam do Hazzy gdy przygotowywaliśmy kanapki.
-Też tak uważam, będzie najlepiej dla wszystkich. Ale nie wiem co z Emily, pewnie dziś nie wyjdzie z pokoju, zaniesiemy jej kanapki? Musi widzieć, że ma w nas wsparcie i zawsze jej pomożemy. - odparł.
-Tak, Payne też już był u niej, Louis też chciał ale Liam stwierdził że to jeszcze nie czas.
Emily
Prawie całą noc nie spałam, Niall czekał aż zasnę i potem udawałam, że śpie, żeby też poszedł ale zasnął, przesunęłam go głębiej na łóżko co było nie lada wyzwaniem bo waży sobie haha
przykryłam go i zeszłam na dół.
Zbliżała się już 8, stwierdziłam,że zrobię naleśniki, wszyscy jeszcze spali w swoich pokojach to miałam ciszę.
Znalazłam karteczkę od rodziców, że pojechali do pracy i wrócą pod wieczór, no cóż.
-Wcześnie wstałaś. - Niall wziął mleko z lodówki i wskoczył obok na szafkę.
-Nie spałam, za to ty zasnąłeś. Nie miałam serca Cię budzić. - uśmiechnęłam się i zaczęłam mu smarować naleśniki.
-Mogłaś mnie obudzić, pooglądalibyśmy jakiś film, czy coś.
-Nie cierpię jak ktoś mówi czy coś.. - odparłam.
-No ja nie wiem o czym Ty myślisz! - zaczął się śmiać a ja go zaczęłam uciszać bo obudzi cały dom.
-Kawy? - spytałam i zaczął mi prawić kazanie, że pijam za dużo kofeiny.
-Nie prawda, wiesz, że moja kawa to jak nie kawa, w ogóle jest gorąco dzisiaj więc mrożonej?
-Chętnie! - szybko się zgodził. - Jakie plany na popołudnie?
-Odpoczynek przed trasą, jak zwykle, w studiu byliśmy wczoraj, czyste lenistwo.
-To może, wyskoczymy gdzieś wszyscy? - spytałam a on jakby się zdziwił.
-Spoko. - odparł i poszedł budzić resztę.
Przyszedł za chwilę i stanął przede mną nic nie mówiąc.
-Jakiś problem? - spytałam.
-Nie ma nikogo w domu.
Jak to? To dziwne, nie mówi że mają jakiekolwiek plany.
Niall zadzwonił do nich i Liam powiedział, że pojechał gdzieś z Danielle, Harry jest u Rox, a reszta też gdzieś ruszyła. 
-To chata wolna. - rozciągnął się. - I wszystkie naleśniki dla mnie! - chciał chwycić kolejnego a lekko go uderzyłam łyżeczką. 
-Ja tez tu jestem.

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 32


Spacerując po szpitalu szukałam kobiety z którą się umówiłam, żeby jej pomóc, nie mam pojęcia jak wygląda, a ona podobno mnie zna..zobaczyłam osobę która mi kogoś przypominała..
Ale tutaj? W Afryce?
-Emily Wilson! - stanęła przede mną. - Jak mogłaś wyjechać.
-Roxy! - przytuliłam ją. - Co ty tu robisz?
-Co TY tu robisz! Bez słowa?
-Wyjechałam z dnia na dzień, a Ciebie nie było, Niall obiecał z Tobą pogadać jak wrócisz. - odparłam.
Podobno nawet sie nie rozpakowywała i Niall znał się z naszym pilotem więc ją zabrał jak wiózł kolejnych wolontariuszy.
Zaczęła mi mówić, że to był nie odpowiedzialny wyjazd bla, bla, bla że powinnam porozmawiać z Louisem, że jest zły...
Ale co mi do tego, ja właśnie chce odpocząć od niego, najlepsza była wiadomość, że pojechał do mamy z tym blond pustakiem, a jego mama mnie znała, dogadywałyśmy się bardzo dobrze.
-Na ile planujesz tu zostać? - spytała przyjaciółka.
-Może na początek do świąt.
-To jest z 6 miesięcy! 
-Rox..pamietaj, że mogę wyjechac kiedy tylko będę chciała, gdyby coś się działo to mogę wrócić. - wyjaśniłam jej.
Na przykład na ślub Louisa...O czym ja w ogóle myśle.
-A ty na ile przyjechałaś mnie odwiedzić? - spytałam.
-Gdzieś z tydzień zostane, pomoge ci.
W tym momencie zaczepiła nas kobieta w średnim wieku, że to mnie szukała, zaprowadziła nas do wielkiem sali gdzie były same szkraby, większość spała.
Dała nam butelki z mlekiem i karmiłyśmy po kolei dzieciaki.
-Wiesz, że średnio lubię dzieci. - zaśmiała się Roxanne.
-Sama chciałaś mi pomóc. - szepnęłam.
-A co to za przystojniak? - kiwnęła głową.
-Eric Hill, z Anglii, tez przyjechał się wyrwać i pomóc przy okazji. - wytłumaczyłam.
-Fajny? 
-Owszem. - uśmiechnęłam się odkładając chłopczyka.
-Emily bo coś ci służy ten wyjazd. Myślałam, że...
-Że będę płakać, użalać się nad sobą i całym światem? Nie Roxanne, świat się nie kończy na Louisie Tomlinsonie. Wręcz przeciwnie, jest sławny, więc sama rozumiesz jego zachowanie. - powiedziałam. - A jak z Tobą i Harrym?
-Taaak się za nim stęskniłam, a nie było mnie tylko z 2 tygodnie.
-I znów wyjechałaś.. 
-Wrócę za tydzień, przetrwa. I tak cały czas siedzą w studiu... A ja coś mam dla Ciebie. - zaczęła mi wymachiwać listem przed oczami.
-Daj mi to! - krzyknęłam szeptem bo większość dzieci już spało.
"Droga Emily.
Wybacz, że mimo Twojego proszenia dałem Roxy Twój adres ale to Twoja przyjaciółka, była zła, że wyjechałaś bez pożegnania, czytasz to więc musiała Ci go przekazać.
Oglądałem dziś z Twoją mamą znów zdjęcia :) Te nasze mam oprawione i wiszą takie duże na ścianie. Musisz to obejrzeć, gdy wrócisz. Oby jak najszybciej, wszyscy tego chcą.
Tom bardzo serdecznie Cię pozdrawia. Dziś krótko bo kiedy pisałem ostatni list? Z 3 dni temu :)
Baw się dobrze, Niall"

-I co tam nasz Horanek pisze? - wtrąciła się Rox.
-Ciekawość pierwszy stopień do piekła.
-A Ty jak zwykle swoje...Widzę, że niczego się nie dowiem. - rzekła a ja pokiwałam przecząco głową.
-Życie Rox, życie..
-Nie odpiszesz mu? - spytała.
-Komu?
-Niallowi?
-Po co? 
-Emily!! Nienawidzę takiej naszej wymiany pytań, napisał więc wypada odpisać. - odparła stanowczo.

"Niall,
Nie gniewam się za Rox, prawie mi pomoże xD 
A tych zdjęć chyba nie chce widzieć, wyglądałam jak jakiś nie wiadomo kto! hahaha
Ludzie nie będą chcieli do Ciebie przychodzić bo się wystraszą od razu na wejściu!
Mama ciągle ogląda te zdjęcia, nie może uwierzyć, że nie jesteśmy mali, a ona już tyle lat jest babcią. Twoja mama tez na pewno ciągle ogląda zdjęcia i powinieneś ja odwiedzić bo tęskni. 
Jak chcesz to weź moją mamę i lećcie do Twojej. Ja z Afryki mam ci pomysły podsyłać? ;)
Baw się, Emily."

Dwa miesiące później...
-Halo? Niall? Mógłbyś przyjechać po mnie na lotnisko? Będę czekać, jakbyś mógł nie mówić rodzicom i Rox to byłabym wdzięczna, w ogóle nic nikomu nie mów. Czekam. 
Na szczęście przyjedzie, ciężko by mi było z walizkami i przesiadkami w autobusach.
Już się odzwyczaiłam od londyńskiego deszczu...
Niall dotarł w pół godziny, musiał być gdzieś w pobliżu, nawet mnie nie poznał, cały Horan.
-Dzień Dobry. - rzuciłam mu się na szyję a on zaczął mnie okręcać w powietrzu.
-Emily! Wyglądasz..inaczej.. - odparł, gdy już mnie postawił na nogach. 
A tak mi go brakowało, że nawet nie chciałam go puścić. 
-To długa historia, Niall. Wytłumacze Wam to u mnie przy rodzicach, chłopcach i Rox.
Tak jak powiedziałam, Niall nie pytał o nic, wszyscy już siedzieli u mnie w domu, stanęłam przed progiem i aż bałam się wejść do środka. Przełknęłam ślinę, wciągnęłam powietrze i Niall otworzył drzwi.
-Emily! Moja córeczka. - tata pierwszy się zerwał.
Kiedy już się przywitaliśmy nadeszła pora gdy musiałam odpowiedzieć na ich pytanie dlaczego mam wojskowy strój.
-Nie jadę już nigdzie. - łzy momentalnie spłynęły mi z oczu i Niall od razu objął mnie ramieniem.

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 31


Drogi Niall'u
Doleciałam do ośrodka, gdzie będę mieszkać, bawiłam się już z dzieciakami,
są pełne energii, opowiadałam im o życiu w Anglii, o Was, graliśmy w piłkę. Są wspaniałe.
Co tam u Was? Mam nadzieję, że wszystko dobrze, listy mogą w miarę szybko dolatywać do Ciebie bo jest specjalny helikopter z listami i rzeczami które nam dostarczają.
Mam nadzieję, że szybko się przyzwyczaję do tego miejsca bo jednak będę tęsknić za Londynem, londyńskim deszczem, herbatkami z wami. 
Ale patrząc na uśmiechy dzieci, którym pomagamy i bawimy się stwierdzam, że warto się odciągnąć od codziennego życia.
Byłam tez w szpitalu, byliście tu więc wiecie jak to wygląda, ciężki widok dla serca, ale postaramy się pomóc jak największej liczbie dzieci.
Otworzyłam walizkę i widzę, że się do niej dorwałeś bo napakowałeś mi masę jedzenia, jesteś jedyny. Jak będę dużo jeść to mnie nie wpuszczą do samolotu kiedy będę chciała wrócić bo się nie uniesie w powietrze. Żarty żartami ale naprawdę tęsknię za Wami i mam nadzieję, że będziesz pisał, choć pewnie z dużym opóźnieniem bo listy będę wysyłać tylko do Londynu bo nie znam waszej trasy i hoteli gdzie będziecie, więc będziesz odczytywał gdy wrócisz do domciu. 
Tęsknię, Emily



Emily!
Jak dobrze, że się odezwałaś, też bym z wielką chęcią chciał zagrać z Wami w piłkę bo już kilka razy miałem okazję Ci udowodnić, że to jednak ja gram lepiej niż Ty 
hahaha chociaż nie wiele brakuje Ci do mistrza.
U nas wszystko dobrze, mamy wolne, siedzimy w Londynie, ale co to za Londyn bez Ciebie.
Louis się do nas nie odzywa, dowiedział się od kogoś, że wyjechałaś, powiedział, że jedzie do mamy i go nie widzieliśmy. 
Apropo mamy, byłem dzisiaj u Twojej, zrobiła mi pyszny placek, twój tata oczywiście pełen humoru wyciągnął mnie na golfa. Graliśmy i zaczął narzekać że coś mu strzyknęło w plecach, spanikowałem bo mówiłaś mi kiedyś, że ma problemy z plecami a on się zaczął śmiać i odparł, że żartował, o mało mi serce nie stanęło. Tyle mieszkaliśmy z nim pod jednym dachem i dalej nabieramy się na stare sztuczki. Ale to Twój tata, jesteś taka sama jak on, ciągle pełna optymizmu, zabawy, co się dziwić. 
I jestem zaproszony za tydzień w niedzielę na obiad, mam nadzieję, że nie jesteś zła ale uwielbiam Twoich rodziców, tylko szkoda, że Ciebie nie będzie, ale talerz jak zwykle będzie nakryty.
Właśnie patrzę w księżyc i wiem, że Ty masz ten sam..
Pamiętaj, żeby robić regularnie badania, i nie narzekaj mi tu na jedzenie bo masz jeść dużo!
A o wagę się nie martw bo z twoją niedowagą nic Ci nie grozi! 
Wracaj szybko, Niall

Na kolanach zasypiała mi dziewczynka a ja co chwile śmiałam się z listu od Niall'a, uśmiechałam się, leciały mi łzy, wszystko na raz.
Czuje, że często będzie witał na obiadki u rodziców, a tata jak się dalej będzie tak wygłupiał to jak w końcu mu coś będzie na prawdę, wszyscy będą myśleć, że to żart. Zawsze tak jest.
Nie wiedziałam, że w domu nakrywają talerz dla mnie nawet jak mnie nie ma.
I ciekawe jest zachowanie Louis'a, pewnie nie pojechał do mamy tylko do tej swojej laski, 
to jest jego wina, nikogo innego więc niech nie obwinia chłopców za swoje zachowanie.
-Czemu płaczesz? - podszedł do mnie chłopczyk.
-Dostałam list od przyjaciela. - uśmiechnęłam się. - ale to ze szczęścia te łzy.
Szybko mi je otarł i usiadł obok.
-Czemu przyjechałaś jak wolałabyś być z nim? - pytał dalej.
-To takie wakacje, chce odpocząć i się z wami pobawić.
-Nie chcesz wracać?
-A Ty zawsze zadajesz tyle pytań? A w ogóle to dlaczego nie śpisz? Już do spania. - pogoniłam go i odłożyłam dziewczynkę bo też już spała.


sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 30



Biegnąc przez miasto nagle przystanęłam przy kiosku, gdyż wydawało mi się, że widzę Louis'a na okładce, złapałam Niall'a za rękaw, żeby się zatrzymał i szybko kupiłam gazetę. 
Mieliśmy się spotkać z Tom'em na parku a jego jeszcze nie było więc miałam czas na przeczytanie o co chodzi.
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to Tomlinson w jakimś klubie z ocierającą się o niego blond laską.
"Louis Tomlinson i jego zabawa ostatniej nocy. Kim jest to blond szczęście?"
-Blond szczęście? Ja ci dam blond szczęście!! - krzyknęłam i Niall wziął mi gazetę chcąc przeczytać.
-Wiemy co robił w nocy...Ja sobie z nim porozmawiam jak przyjdzie. - odparł.
-Poradzę sobie Niall, możesz porozmawiać z nim, dopiero jak ja skończę. Ostatnio ciągle się kłócimy...
Niall nagle założył czapkę i okulary odwracając się w moją stronę, rozglądnęłam się po uliczce i zobaczyłam grupkę dziewczyn, pewnie bał się że zaczną nam robić zdjęcia i wyjdzie z tego nie wiadomo co.
Ochroniarz siedział na drugiej ławce, współczuje mu tak biegać za nimi ale cóż.
- Czytamy dalej gazetę. - rzekłam.
"Louis Tomlinson jeden z zespołu One Direction spędził całą noc w towarzystwie nieznanej wszystkim kobiety, tańczyli razem a potem wyszli objęci wsiadając do taksówki"
-Zabije go..

-Mnie? Nie chciałem się spóźnić. - wyłoniłam wzrok z nad gazety a tam Tom.
-Nie, nie Ciebie. - wstałam i uścisnęłam go mocno, Niall zrobił to samo.
-Mam nadzieję, wolałbym żyć. - prychnął.

"Ut­ra­ta ko­goś, ko­mu mog­liśmy w pełni zaufać bar­dzo bo­li. Nić zaufa­nia to jed­na z cen­niej­szych więzi, ja­kie możemy z kimś ut­worzyć. Bez niej, na­wet z po­zoru naj­bar­dziej uda­ne przy­jaźnie i związki roz­padną się w pył."

Chodziliśmy po mieście, kilka razy zatrzymując się przy fankach jednego lub drugiego, ale na szczęście nie było ich tak dużo, nie mogłam skupić się na tym co mówili chłopcy, byłam w innym świecie.
Co zdarzyło się, gdy Lou wyszedł z tym plastikiem? Pojechali do hotelu? Zdradził mnie?
Był pijany, może powiedzieć, że niczego nie pamięta..
Albo wyprze się, że był tam, ale niestety jest jedną z najpopularniejszych gwiazd więc gazety, media, wszyscy o tym mówią. Ja już odebrałam kilka telefonów, głównie od mojego kuzyna kochanego i kilka innych osób z rodziny. 
Fani nie wiedzieli, że jesteśmy razem, przecież postanowiliśmy się nie ujawniać.
-Emily! - ocknęłam się gdy Tom machał mi ręką przed oczami. - Co z nią? - spytał Nialla
Wyciągnęłam mu gazetę z torebki... I wszystko stało się dla niego jasne.
Nie mógł w to uwierzyć, zaczął chodzić w kółko mówiąc że to przez niego.
-To nie przez Ciebie, tylko wyskoczyliśmy na miasto, oni spali co miałam robić, spotkaliśmy się przypadkiem, i ja go nie zdradziłam! Kolegujemy się..
Powiedziałam, że chcę wracać do domu i pożegnaliśmy się z Tomem, udając się do domu.
Jaśnie Pan Louis Tomlinson siedział w salonie...
Zgasił telewizor, gdy nas zobaczył i zaczął iść w naszą stronę.

-Niall, zostawisz nas? - spytał.
-Nie. - odparłam. - To my chodźmy do mnie.
Od razu usiadł na łóżku a ja stanęłam przy balkonie.
-Usiądź. - odparł.
-Nie, dzięki.
Rzuciłam gazetą na łóżko obok niego, od razu ją chwycił i zaczął czytać.
-W końcu wiem co robiłem zeszłej nocy...
-Słucham?! Chyba się przesłyszałam!
-Byłem pijany...A ty jak się zachowywałaś z tym Tomem!? - podniósł głos.
-No jak? Rozmawialiśmy i tylko dałam mu buziaka w policzek w ramach podziękowania za miły dzień a ty co? W ramach podziękowania tej lasce że spędziła z tobą wieczór przespałeś się z nią!
-Nie prawda!
-Już wszystko wiem, Louis. Nie wypieraj się. - powiedziałam spokojnie.
-To nic nie znaczyło.
-Więc nasze spotykanie się i nasza "miłość" też nic nie znaczyła. Wyjdź. - wskazałam ręką na drzwi.
Wstał i bez słowa wyszedł, widocznie podobało mu się zeszłej nocy.

Przekręciłam klucz w drzwiach i chwyciłam za walizkę, słyszałam że chłopcy wyprowadzają się do hotelu, więc mogłam się przespać jeszcze w domu. Szybko się wynieśli, porozmawiałam tylko z Niallem i Liamem, oczywiście nie powiedziałam im o moich planach, nie tej nocy...
Rano, gdy byłam spakowana, pożegnałam się z rodzicami, wzięłam samochód, spakowałam walizki i ruszyłam do hotelu chłopców, przed hotelem napisałam do Niall'a żeby zszedł z chłopcami na dół, wszystkimi prócz Louisa, jego już nie obchodziło co się u mnie dzieje.
-Wyjeżdżam...-powiedziałam, gdy zeszli.
-Coo? - Zayn'a najwyraźniej to zdziwiło.
-Dokąd? - spytał Harry.
-Do Afryki, ostatnio zgłosiłam się do wolontariatu, będę pomagać w szpitalu, w szkole.

-Ale żeby od razu Afryka? Tyle chorób, co jeśli ci się coś stanie? - Niall zaczął się rozglądać i prawie sie popłakałam, dobra, nie prawie, na maxa.
-Muszę wyjechać..nie dam rady tu żyć.. - przytuliłam się z chłopcami i wszyscy poszli, prócz Nialla.
-Niall, musimy się pożegnać, samolot nie będzie na mnie czekał. - powiedziałam.
-Obiecaj, że będziesz pisać. - rzekł obejmując mnie z całej siły.
-Będę pisać. Proszę byś przed snem spoj­rzał w niebo i po­myślał o mnie, że jes­tem, żyję i za­sypiam pod tym sa­mym niebem, co Ty. - powiedziałam wsiadając już do samochodu. Nie spojrzałam już na niego, nie dałam rady...


piątek, 2 maja 2014

Rozdział 29

-Niall? Kiedy zamierzasz wreszcie wyjść z mojego pokoju? - spytałam dosyć grzecznie.
-Ja? Pokłóciłaś się z Lou wiec nie prędko.
-To nie moja wina, on wyburzył. Aa i Tom chce się z tobą spotkać, skoczymy jutro do niego?
-Jasne! - podskoczył i wyszedł z pokoju.
Nareszcie chwila spokoju, Nialla wszędzie jest pełno i mam nadzieje, że da mi choć 5 min. spokoju, bo oszaleje, nigdy nie można zostać samemu.
Usłyszałam jak Louis mówi, że musi się przewietrzyć i tylko słychać było trzaskające drzwi, ma jakieś humorki, co ja mu zrobiłam? Nic!
-Zayn! Co robisz? - rzuciłam się na kanapę obok niego.
-Przeglądam zdjęcia. 
-Oo pokaż, jaki słodziak! Nie uwierzę, że to ty, w ogóle nie podobni, ten chłopczyk był kochany.
-Jesteś bezczelna Emily Wilson.
-Oto ja. - uśmiechnęłam się szeroko i przeglądałam dalej. 
Powiedziałam mu, że chciałabym w najbliższej przyszłości odwiedzić jego mamę na ploteczki,
był w niemałym szoku jak to usłyszał, nie wiem czemu się dziwi.
-Gdzie Niall? - spytał.
-W kuchni. Znaczy jak przechodziłam to był tam.
-Głupie pytanie, a ten debil w ogóle nie grubnie.
-Ja ci dam debila debilu to się złożysz. - i zaczęli się bić, Niall ma bardzo dobry słuch.
Nie mam do nich siły, poszłam do Liasia.
-Czemu w moim domu mieszkają sami idioci? - spytałam go.
-And live while we're young!! - zaśpiewał.
I opowiedział mi jak wstali jak śpiewali z moim tatą, czy mnie to dziwi? Nie, mój tatulek jest szurnięty bardziej niż oni, co za rodzina, jest późna godzina a oni tętnią życiem.
-Liam uspokój swoje dziwne ruchy bo zadzwonię do Danielle się poskarżyć! Nie mogę na ciebie patrzyć.
W tym momencie zaczął tańczyć jeszcze bardziej a do niego dołączył Harry, w salonie dalej się bił Niall z Malikiem.
Całe życie z debilami!
-Tataaa! - pobiegłam do drzwi bo wrócili.
-Masz gorączkę? Na pewno ma. - spojrzał na mamę. - pierwszy raz się cieszy, że mnie widzi.
-Za dużo mężczyzn...
-Zdaje mi się czy przytyłaś, córeczko? Może jesteś w ciąży.
-Nie jestem gruba!
-Żartowałem! Od kilku lat co kilka dni nabierasz się na ten sam żart, jesteś mistrzem.
-Można leczyć patologie w rodzinie? - spojrzałam na mamę a ona nawet nie odpowiedziała
-Jest pan moim idolem! - podbiegł do niego Harry i przybili sobie jakieś dziwne piątki z tańcem.
Często się zastanawiam co ja tu robię, chciałabym wyjechac gdzieś ale bez nich byłoby nudno, cisza, spokój, pełna lodówka...
Rano gdy wstałam postanowiłam pierwsza wyciągnąć rękę do Louisa, weszłam do jego pokoju, ale łóżko wyglądało na nietknięte, tak jak widziałam je wczoraj tak zostało, jego też nie było w domu. Fajnie, fajnie...nie wrócił na noc. Tylko ciekawa jestem gdzie jest, telefon na łóżku, widzę, że chce mi na złość zrobić.
Nie mam czasu na jego fochy, Niall już wstał i zbieramy się do Toma, Louis jest dorosły, ja tez więc nie musiał się o mnie martwić bo nie było mnie tylko kilka godzin.

-Jestem gotowy! - stanął przede mną Niall.
-Wiesz, że Loui nie wrócił na noc.
-Spodziewałem się, chodźmy, nie ma czasu. - pogonił mnie przepuszczając w drzwiach.
Nie, nie będę się martwić, robi to specjalnie.

Piękno miłości zaczy­na się w ser­cu i to z niego wypływa na zewnątrz, lecz uważaj, by zaz­drośćnie wlała jej do środka. 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 28


-Tom! Po tym dniu zgrubnę z 7 kg! - powiedziałam spostrzegając się ile zjedliśmy.
-Przyda ci się bo jesteś tak chuda że prawie cie nie widać. 
Byliśmy już prawie pod moim domem, bo powiedział, że musi mnie odprowadzić, było już po zachodzie słońca, ale na szczęście są ciepłe wieczory.
-Może wejdziesz? - wskazałam na drzwi.
-Wiesz co, kiedy indziej bo siostra miała przyjechać za 15 min. prawie się ogarnę. Ale zadzwonię. - puścił mi oczko i cmoknęłam w policzek.

-Dziękuję za cudowny dzień, Tom. - pomachałam mu i weszłam do środka, przede mną zobaczyłam tylko wściekłą postać Louisa trzymającego w ręku mój telefon, za nim stał Niall i Liam.
-Oo wyspaliście się?
-No nie bardzo. - odparł Tommo.
-Wstał lewą nogą? - spojrzałam na chłopaków.
-Dlaczego do cholery nie wzięłaś telefon, gdzie się podziewałaś cały dzień bez znaku życia, i jeszcze ten koleś!!!???
-To Tom, Niall go zna.
-Prawda, zarąbisty koleś. - odparł Niall a Lou go spiorunował wzrokiem.
-Znamy się od małego, jak z Niallem, spotkaliśmy się dziś jak wyszłam na miasto, troche poplotkowaliśmy.  - wyjaśniłam.
-Taak,  i siedzieliście w wesołym miasteczku. Już widziałem zdjęcia na Twitterze.

-Ale przecież nie ogłosiliśmy że jesteśmy razem wiec nie rozumiem.
Powiedział że to że nie ogłosiliśmy tego nie zmienia faktu, bo fanki widziały nas razem, i powinniśmy spędzac czas razem a nie z jakiś kolesiem.
Nie rozumiem o co mu chodzi, to tylko kolega.
-Jak nie chcesz to może nigdy nie bedziemy mieli okazji ogłosić że jesteśmy razem. 
-Louis debilu, zamknij się, będziesz potem tego żałował. Jesteś zazdrosny o kolegę Emily a co ona ma powiedzieć jak kocha się 75% nastolatek?! - wyburzył Niall i pobiegłam na górę rzucając się na łóżko, od razu przybiegł za mną Niall.
-Emily, Emily, nie płacz, łzy nie pomogą, zaraz skopie Louisa, że cię doprowadza do takiego stanu. - odwróciłam się do niego.
-Wiesz Niall... chciałabym wrócić do czasu jak bawiliśmy się w tej piaskownicy, jak byłam w Irlandii, to był wspaniały okres w życiu, zero przejmowania się, zero problemów, odkrywanie świata, masa pytań, można było cały dzień biegać za piłką...zero szkoły...zero miłości....
-Byłaś jedyną dziewczyną która biegała ze mną za piłką. - prychnął śmiechem.
-To były czasy...
-Które niestety już nie wrócą, nasze dzieci też się będą bawić w piaskownicy i się będą przyjaźnić jak my. - objął mnie ramieniem.
-Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat. - odrzekłam i kiwnął głową. - myślisz, że Louis mówił na serio?
-Myślę, że poniosły go emocje. Nie chciał tego powiedzieć. Patrz co ostatnio znalazłem. - wyciągnął zdjęcia z kieszeni.


-Zawsze denerwowało mnie to że byłaś wyższa ode mnie, a teraz proszę jak wyrosłem. - wstał i napiął mięśnie, a ja wybuchnęłam śmiechem przez łzy.
-Tak, i czasem stawałeś na palcach jak widziałeś aparat ale teraz ty jesteś wyższy, choć wtedy czułam że mam nad tobą przewagę, dalej mam. - popchnęłam go i przeturlał się po łóżku z którego spadł, a huk rozległ się na cały pokój. I jak to Niall zamiast wstać to leżał i śmiał się jak głupi.
-Głupku, wstawaj!
Niall nie mógł przestać się śmiać. Co robi Niall całe dnie?
-Śpi...
-Je..
-Śmieje się...
Czasem nie mam do niego słów, ale da się przyzwyczaić.

Wiesz kim jest przyjaciel . ? kimś kto potrafi wytrzymywać z Tobą 24 h a mimo to jest mu mało, ktoś kto wie o Tobie wszystko a mimo to siedzi obok i Cię kocha..ktoś kto jak zobaczy Cię z płaczem pierwsze słowa jakie powie to ' kogo mam zjechać ? ' ... ktoś kto o 3 rano podniesie słuchawkę i będzie słuchać jak przeklinasz cały świat i Ci przytakiwać.. to ktoś dzięki komu się żyje. ♥_♥

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 27

Wszyscy udali się na galę gdzie chłopcy mieli wystąpić, mnie nie namówili.
Rodzice wyszli na jakąś kolację bo mieli rocznice ślubu, więc myślę, że zabalują i nie wrócą za szybko. 
Zadzwoniłam do chłopców z ROOM 94 żeby mi potowarzyszyli, przyjechali po 10 minutach, zrobiłam popcorn, kolacje i prawie się zaczęło.
-Wiesz, że jestem z Louisem? - spytałam Deana, gdy reszta poszła jeszcze do kuchni coś zrobić.
-Gratuluję siostrzyczko, wiedziałem, że masz dobry gust, ale nie spodziewałem się, że będziecie razem, zawsze się kłóciliście, nie lubiłaś go.
-Widać wszystko się zmieniło. - położyłam mu głowę na ramieniu.
-To w takim razie czemu nie jesteś z nim na gali? - spytał.
-Nie chciałam tam iść, nie chce żeby świat się dowiedział.
-Ooo są na czerwonym dywanie. 
Pogłośniliśmy i wszyscy zasiedli przed ekranem.

-Patrzcie co Malik ma na szyji, jak wychodzili z domu Harry miał to na głowie...Zayn aka mój mistrz. - wyprostowałam się.
Roxy wyglądała genialnie *_*

Jako, że chłopcy wrócili dosyć późno, w zasadzie to była już 8 rano poszli spać a ja nie miałam co robić, wyszłam z hotelu i udałam się w strone centrum.
Londyn tętni życiem, od samego rana. 
Louis został zapytany na gali czy jest w związku, nic nie odpowiedział bo Niall udawał, że się wywrócił, żeby mu pomogli. Niall bohater Horan. 
Nie wiem co Louis mógłby odpowiedzieć, czy potwierdziłby to czy wręcz przeciwnie.
Patrząc w telefon weszłam w kogoś, przeprosiłam i poszłam dalej. 
-Emily?! Emily!! - podbiegł do mnie chłopak. - jak ty wyrosłaś.
-Przepraszam? 
-Nie pamiętasz mnie? Hahaha no troszkę się zmieniłem. Tom D...
-Tooom!! Pamietam, sory słońce mi uderza w twarz nic nie widze. 
-Co ty tu robisz? Jejku jak ja cie dawno nie widziałam. - przytuliłam go.
Tom to mój przyjaciel z piaskownicy, staraciliśmy kontakt jakoś 7 lat temu.
-Pamiętasz jak zawsze uderzałaś mnie łopatką jak się bawiliśmy w piaskownicy? - spytał.
-Bo burzyłeś mój zamek, należało ci się! - prychnęłam i poszliśmy sie przejść.
-Kiedyś mi włożyłaś głowę w ten swój zamek. 
-Bo chciałeś mi go rozwalić. - uderzyłam go w ramie.
-Nic się nie zmieniłaś świrusko. 
-Dzięki za komplement. - uśmiechnęłam się i usiadłam na ławce.
Spostrzegłam się, że zapomniałam z domu telefonu ale w sumie nie potrzebny mi bo zanim oni wstaną to minie cały dzień.
-Masz jakieś plany na dziś? - spytał Tom a ja kiwnęłam przecząco głową.
-Możemy się przejść do wesołego miasteczka jeśli chcesz. 
-Tak tak tak tak taaaaaaaak. - bez zastanowienia odpowiedziałam.
-To się cieszę, bo wiesz jak to jest bać się samemu.
-Bać? -spytałam.
-No tak, jest dom strachów, podobno najstraszniejszy na świecie. - odparł a ja przełknęłam ślinę, już nie miałam uśmiechu tylko wręcz przerażenie wypisane na twarzy.
-Nie mów że Emily Wilson się boi, nie do wiary!! 
-To nie jest wcale śmieszne. 
-Będzie dobrze. - uśmiechnął się i poszliśmy.
Od razu po przyjściu kupił mi wielką watę cukrową, co z moją dietą! A raz można sobie pozwolić.

Stanęłam przed wejściem do tego domu strachów.
-Wchodzimy? - spytał Tom.
-Ymmmmm
-Emily!! Wbijamy. - wepchnął mnie pierwszą do środka.
Zabije go kiedyś, nie nawidze domu strachów, co chwile rzucał we mnie jakimiś pająkami co tam leżały albo znikał i zostawałam sama a za chwile wyskakiwał zza ściany.
-Nie nawidze cie! - krzyknęłam gdy wyszliśmy.
-Wieem. Lody?
-Chętnie.