poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 14



Lou stał i patrzył mi w głąb oczu. Ruszył w stronę drzwi. 
Podbiegłam i stanęłam przed nim.
-Louis to nie tak.
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Wracamy?
Kiwnęłam twierdząco głową.
Nie odezwał się już ani słowem. Wiedziałam co może czuć.
Odwiózł mnie pod dom, wysiadłam. On nie.
Powiedział, ze jedzie do siebie. Nim zdążyłam go zatrzymać, odjechał.
Wolnym krokiem podążyłam w stronę drzwi.
I co ja im powiem?
W ostatniej chwili skręciłam w prawo i podążyłam do ogrodu, gdzie wspięłam się na domek na drzewie.
Jak byłam mała ciągle tu przesiadywałam. To tutaj przyprowadziłam mojego pierwszego chłopaka, pierwszy pocałunek,
ale działy się tu też złe rzeczy. Właśnie na tym domku na drzewie mama gdy była w ciąży powiedziała mi, że moja siostra umarła zanim się urodziła. Był to dla mnie szok, miałam tylko kilkanaście lat. Ale dziękuję Bogu, że z moimi braćmi wszystko w porządku.
Niby już się wyprowadzili, ale mamy kontakt.
A wracając do Tomlinsona. Nie mogłam się zgodzić. Jest gwiazdą, żyje innym światem. 
Ja jestem zwykłą, skromną dziewczyną.
Połowa dziewczyn na świecie marzy by z nim być. By poznać One Direction.
Ciągłe błyski fleszy, dziennikarze na każdym kroku. Gdzie się nie ruszą jest masa fanek.
Oni tak naprawdę nie mają życia prywatnego. Ludzie zawsze wiedzą gdzie są i co robią.
Nie wytrzymałabym tego.
Pamiętam nasze początki. Louis wylał na mnie kawę, w ogóle nie wiedziałam kim on jest.
Na dyskotece Niall tańczył z dziewczynami. Kłóciłam się z Louim.
Harry pomógł mojej mamie. Większośc czasu się kłóciliśmy z Tomlinsonem. Ciężko mi było go zaakceptować.
A jak okazało się, że w dzieciństwie bawiłam się z Niallem.
Ściągnęłam obcasy, usiadłam na kraju domku, gwiazdy błyszczały nad głową.
-Piękne niebo. - powiedziałam do siebie.
-Boże pomóż mi im wszystko wytłumaczyć. - spojrzałam w górę, chwyciłam buty do ręki i zeszłam.
Wszyscy podeszli pod drzwi, gdy wchodziłam.
-Liam, możemy pogadać? - spytałam.
-Gdzie Lou? - spytał Malik.
-Pojechał do siebie.
Zayn zabrał Hazze i pojechali tam.
Niallowi też pozwoliłam być przy tej rozmowie, gdyż został w domu tylko on i Liam.
Roxy z Casparem byli u przyjaciółki.
-Byłam z Louisem w kinie.
-To już wiemy.
-Pocałował mnie, po seansie spytał czy zostanę jego dziewczyną. - powiedziałam.
-To jest powód do smutku?
-Nie zgodziłam się.
-Co?! - zareagowali identycznie.

***
Oczami Louisa.
-Stary co jest? - do mieszkania wszedł Harry i Zayn.
-Pocałowałem ją.
-Nareszcie.

-Spytałem czy będzie moją dziewczyną. Nie zgodziła się.
Malik zaśpiewał:
She's not afraid of scary movies
She likes the way we kiss in the dark
But she's so afraid of f-f-falling in love, love

 -Dokładnie. - skomentowałem. 
-Znam na ten ból jedno lekarstwo. - odparł Malik.
-Jakie? - spytał Harry.
-Alkohol. - odpowiedział.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł. - skomentował Harry.
-Znasz lepszy? - spytał go mulat.
-Na imprezie może się upić i zarywać do jakiś lasek, a jak się Roxy dowie to już w ogóle będzie miał przerąbane.
-Emily. - poprawiłem go. - Ale widzę, że ktoś tu myśli o pewnej dziewczynie.
Harry się zaczerwienił, dawno go takiego nie widziałem.
-Hahahahaha - zaśmiał się Zayn. - Harry się zakochał, Harry się zakochał! - otworzył okno i krzyknął na całe miasto.

-Brawo Zayn, niech całe miasto się dowie. A to nie jest prawda. - bronił się Styles.
-Wiecie co, chłopcy? Poprawiło mi się. - powiedziałem prawde.
-Wszystko dzięki Hazzie i Roxy. - dalej denerwował go Zayn.
-Powiedz jej co czujesz. - dołączyłem się.
-Nie mam jej co powiedzieć. - bronił się, bronił.
-No na przykład...- zaczął przyjaciel.
-Że ją kochasz. -dokończyłem.
-A się Was żarty trzymają.
***
-Wiecie co chłopcy? Dziękuję Wam za pomoc ale chyba wolała bym zostać sama. - odparłam.
-W takiej chwili najgorsze co może być to żebyś została sama. - odpowiedział Niall.
W tej chwili ktoś wszedł do domu, trzasnął drzwiami i włączył tv. Między czasie otworzył lodówkę.
-Kto to? - spytał Liam.
-Roxy... - odpowiedziałam lekko się śmiejąc.
-Co tu tak pusto i cicho? Pomyliliśmy domy? - wbił do pokoju Caspar.
-Rozmawialiśmy.
-Czemu nigdy nie chcesz porozmawiać ze mną? - oburzył się. - Znamy się tyle lat.
-No właśnie Cas, tyle lat...Wiem, że jesteś nieodpowiedzialny i podejmujesz pochopne decyzje. Dlatego nie rozmawiamy nigdy, gdy ja mam problem. - wyjaśniłam.
-Wcale nie jestem nieooodpo..
-Nieodpowiedzialny. - pomógł mu Horan.
-No właśnie!!
-Jak można mieć problemy z wypowiedzeniem słowa nieodpowiedzialny? - spytałam.
-To jest Caspar Lee. - wbiła Roxanne.
-Wszystko wyjaśnia. - prychnęłam śmiechem.
-Kto ma ochote na komedie romantyczną? - spytałam.
-Ja! - odpowiedziała Rox. - przegłosowane! Oglądamy.

Liam spojrzał pytająco. Tak pewnie chodziło mu o to że jest 2:3 ale i tak my wygrałyśmy.
W połowie filmu do domu weszli Harry, Louis i Zayn.
Harold z Malikiem szybko zajęli fotele i Louis był zmuszony usiąść obok mnie.
Próbowałam powstrzymywać łzy. Ale Rox wybrała szkołe uczuć. Ciężko było.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Oparłam głowę o ramie Louisa.
-Chyba dzwoni mój telefon. - wstał i pobiegł na górę.
-Ale ściema. - Harry miał jego telefon w ręce, bo grał w gre.
Wstałam i poszłam do niego.
-Lou czy ty możesz zachowywać się normalnie?! Nie możemy się po prostu przyjaźnić. Po co powiedziałeś, że dzwoni ci telefon skoro Harry go miał?! Co się do cholery z Tobą dzieje?! Masz zamiar mnie unikać? Nie wiem, może wyprowadzicie sie?! Nie możesz sie zachowywać jak dziecko!!


wtorek, 24 września 2013

Rozdział 13


Obudziłam się w całkowicie białym pomieszczeniu. Louis też nie spał. Siedział na łóżku, wyglądał o niebo lepiej.
-Też mnie przeraża ta biel, karze we wszystkich szpitalach pomalować ściany. - powiedział, jakby czytał w moich myślach.
-Ile już tu jesteśmy? - spytałam.
-Dwa dni. I jak Emily? Dasz się namówić na kino dziś wieczorem? - poruszał brwiami. No tak, dzisiaj wychodzimy.
-Proponujesz mi randke? - po co spytałam.
-Yhm. - pokiwał twierdząco głową.
Pomyślałam o Niallu, przecież jak byliśmy mali to...ale przecież on zarywał do Nicole.
-Zgadzam się.
-Yeah! Yeah!

Do sali wszedł Harry i Zayn.
-Co sie tak cieszysz? - spytał ten drugi.
-Ja?
-No nie, ja! - odparł mulat.
-Wydaje ci się.
Chłopcy przyjechali nas zabrać do domu, aż zapomniałam ile to One Direction spędza czasu w moim domu.
Dobrze, że rodziców znowu nie ma.
Gdy dojechaliśmy czekała już tam reszta zespołu, Roxy i Caspar.
Przez przypadek na głos powiedziałam do Tomlinsona, że ide sie wykąpać i przebrać, żeby jakoś w tym kinie wyglądać.
Akurat wszyscy to usłyszeli. Spojrzeliśmy po sobie.
-Ups. - powiedziałam.
Wszyscy stanęli przed nami z założonymi rękami, wszyscy prócz Nialla który się uśmiechał i coś jadł.
-Niall dzieki za solidarność. - szturchnął go Caspar.
-No co? Ja się cieszę, sam namawiałem do tego Louisa.
Teraz to ja stanęłam z założonymi rękami przed Tomlinsonem.
-Dzięki, Niall. Boże to tylko kino. Towarzyskie spotkanie.
-Towarzyskie a idziesz tylko z Emily. - poruszał brwiami Hazza.
***
Oczami Louisa, kilka godzin później.
Siedzieliśmy już w kinie, Emily wybrała horror, przecież się ich boi, ale okey.



Nagle na filmie wyskoczył jakiś potwór i przeciął babce szyje. Emily chwyciła mnie za przedramie.
-Boisz się?
-Nie.
-A szkoda. Tak to byś sie mogła chować za moimi plecami. Mógłbym cie potrzymać za rękę.
Zabiła mnie wzrokiem, nie odezwałem się.
Następna pełna grozy akcja, "pełna grozy" zacząłem się śmiać na całą sale.
Emily się za mną schowała.
Pocałowałem ją.
***
-Ciekawe nie? - spytała Roxy, gdy siedziałem z nią w pokoju.
-Co?
-No Haroldzie! To, że Lou zaprosił ją do kina.
-No tak, bardzo. Roxy skupmy się na tej perkusji, bo chce w końcu jakoś fajnie zagrać. - pogoniłem ją. Ona siedziała dalej na łóżku.
Zacząłem uderzać w przypadkowe bębny.
-Dobre! - powiedziałem sam do siebie.
Nagle do pokoju wparowała jej mama z tekstem:
-Roxy! Możesz przestać, boli mnie... - urwała widząc mnie. - Nie wiedziałam, że masz gości.
-Gości? - jej ponoć ciekawska siostra weszła do pokoju. - Cześć, jestem siostrą Roxy. - wyciągnęła do mnie rękę.
-Widzę podobieństwo. Jestem Harry.


-Chodźmy już. - Rox wyciągnęła mnie z domu, wracając do Emily.
***
Oczami Roxanne.
Dlaczego mam taką siostrę, jeszcze niech się wpieprza do Hazzy, nie ma swoich znajomych, zacznie zabierać moich.
No jeszcze czego! Ja na to nie pozwolę.


-Co gołąbki? - przywitał nas Caspar.
-Ja ci dam gołąbka to odlecisz, że cie już nie będzie. - odpowiedziałam.
-Dobra, dobra. Widzę, że ktoś nie w sosie.
-Usłyszałem słowo związane z jedzeniem?! - zleciał po schodach Niall.
-Nie. - odpowiedzieliśmy chórem.
-Kiedy jemy? - spytał.
-Jak Emily i Louis wrócą.
-A jak nie wrócą? - spytał blondyn.
Nawet niech tak nie mówi, ciekawe czy Tommo musiał ją długo prosić, jak ją o to poprosił.
A wracając do mojej wścipskiej siostry, to ciekawe czy poznała Hazze. Na pewno. Dziwne, żeby nie.
Przynajmniej nie zaczęła piszczeć, ja już się przyzwyczaiłam do ich towarzystwa.
Wszędzie robią syf, śpiewają, jedzą, tańczą. Nie, nie rozumiem tego pisku na ich widok. Ale sama przed ich poznaniem byłam nimi zafascynowana, ale mimo tych wszystkich rzeczy które robią, są kochani.
-Wrócą wrócą. - odrzekłam.
-A wy gdzie byliście? - spytał Caspar.
-U Roxy. - Hazz usiadł obok niego przed tv.

Weszło całe 1D bez Louisa, rzucając się na łóżko.
***
Oczami Emily.
Wyszliśmy z sali kinowej, byłam w szoku tym pocałunkiem, chwyciłam go pod rękę.
Nagle odwrócił mnie do siebie przodem.
-Emily słuchaj...
-Lou? Możemy autograf? - poprosiły jakieś fanki.
Odsunęłam się na bok i czekałam.
Niestety mało ich było. Loui wrócił. Kino opustoszało. Ochrona nikogo nie wpuszczała.
-Na czym to stanęło? - pomyślał. - A..tak! Emily, wiem, że możesz się czuć skrępowana tym pocałunkiem, sam nie wiedziałem, że się odważę.
-O czym ty mówisz? - spytałam.
-Ale cieszę się, że to zrobiłem, jesteś cudowną dziewczyną,
Stałam z pytającą miną.
-Czy ty Emily, zechciałabyś być moją dziewczyną?
Jakby kamień walnął mi w serce. Stałam i patrzyłam na niego.
-Wiesz, powinnaś się odezwać. Więc? - spytał ponownie.
-Nie. - odpowiedziałam.

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 12

-Wyjechałaa! - krzyknął Kieran kiedy Nicole odjechała.
Ja siedziałam przy oknie i myślałam, o siatkarzu którego wczoraj poznałam.
-Taak. A dzisiaj wraca Caspar! - ucieszyła się Roxy.
Uśmiechnęłam się szyderczo.
-Co knujesz, Emily? - spytała. Zna mnie na wylot. Poruszałam brwiami.
- O której on tu będzie? - spytałam.
-O 14.
-Idealnie.
Poszłam na góre, ubrałam krótką sukienke. Przed 14 Roxanne wypatrywała go przez okno.
Wyszłam z domu, zobaczyłam, że idzie. Zachaczyłam go niechcący torebką.
-O przepraszam, nie chciałam. Dzień Dobry. - wcieliłam w życie mój plan.
-Ależ nie ma za co, piękna. Nigdy cię tu nie widziałem. Nowa sąsiadka?
-Można tak powiedzieć. - odpowiedziałam.
-Gdzie moje maniery. Nie przedstawić się tak pięknej kobiecie. - myślałam, że pękne. - Caspar.
-Emily.
-Masz tak piękne imię jak moja przyjaciółka. A na nazwisko?
-Wilson.
-Patrz nazwisko też się zgadza.
-Nie żartuj Caspar. Naprawdę? Znamy się tyle lat. Co uświadamia że faceci są tacy sami. Roxy czeka na ciebie w domu, ale pewnie już leży ze śmiechu. - odwróciłam się i weszłam do domu.
-Emily! Nie.. Ja.. Nie poznałem cię!
-Przepraszaj przepraszaj.
-Spoko stary, ja też jej nie poznałem. - na jego ramieniu rękę położył Styles.
-Emily! - westchnął głęboko. - Ja pierdole! Wygladasz bosko.
-Caspar! Hamuj sie! - krzyknęłam. Uderzając ręką o czoło, prawie robiąc facepalma.
-Really sorry!
-Faceci.. Wnętrze kobiety jest ważniejsze, a nie tylko wygląd.
-Ma racje.
-Dzięki Loui. - przybiłam mu piątkę. - solidarność.
-Zawsze. - uśmiechnął się.
Chciałam go zapytać czemu był taki zły na mnie, po tym jak Matt zaprosił mnie na mecz, ale wolałam nie.
Dziwnie wybuchnął. Jakbym mu się podobała...Hahahaha niee to nie możliwe. Tego nie biorę zupełnie pod uwage. Ja mam się podobać Louisowi Tomlinsonowi. Hahahaha lepszego żartu nie słyszałam.
-Nie czuje się najlepiej. Kręci mi się w głowie, zaraz się porzygam. - położyłam się na łóżku.
-Może jest w ciąży. - Dean powiedział do Roxy.
-Shut up. - odpowiedziałam. - może się źle czuje, ale nigdy nie wątp w mój słuch, kochany.
-Emily ma racje. - Roxy jak zwykle się zgodziła.
-Co jak co ale mnie też boli brzuch. - odparł Tommo.
-Jedliście coś dzisiaj na mieście? - spytał opiekuńczy Daddy Payne xD
-Tak, było otwarcie nowej knajpy. -to było wytłumaczenie.
Po godzinie leżeliśmy, wijąc się z bólu, i na dodatek z gorączką.
Zadzwonili do Paula i zawiózł nas do szpitala.
Wszystko migało mi przed oczami, czarne plamki, Roxy, ktoś tam jeszcze. Nie mogłam normalnie myśleć.
Ale miałam iść na mecz Matta! Oczywiście wszystko szlak trafił.
Ostatnimi moimi słowami zanim odleciałam po zatrzykach przeciwbólowych były:
***
Oczami Roxy.
-Roxy, zajdź do domu dziecka, niedaleko nas, oddaj nasze wejściówki. Dzieci będą szczęśliwe. - powiedziała Emily.
-Złota kobieta. - potwierdził Liam. - jadę z tobą. Ucieszą się jak nas zobaczą.
-Malik! Zaayn! Kuźwa gdzie on znowu polazł? Niaall! - chodziłam z Harrym po korytarzu szpitalnym w poszukiwaniu dwóch członków zepsołu One Direction, którzy tajemnie zniknęli. xD
-Bufet! - pstryknęłam palcami.
Pobiegliśmy tam, zrobiłam wielki ślizg. I tego się obawiałam, byłam tak rozpędzona że wpadłam w poślizg. A prosto na mnie spadł Harry. Leżeliśmy na środku korytarza szpitalnego dusząc się ze śmiechu. Niall widząc nas zaksztusił się babeczką. A Zayn wypluł sok.
I tak oto kończą się wizyty One Direction gdzie kolwiek się pojawią.
Ochrona nas podniosła i chciała wyrzucić. W porę zjawił się Paul.
-Przepraszam pana, rozumie pan, to jeszcze niewyrośnięte dzieciaki. Spokojnie, już ja ich przypilnuje.
- stanął przed nami Paul. Ciągnąc za nogi po korytarzu wpakował nas do samochodu.
Zabierając także Nialla i Zayna, którzy pakowali w siebie babeczki. Dobraa, tylko blondyn jadł.
-I patrz Paul co zrobiłeś! Moja biała koszulka już nie jest biała. - zgrywał się Harold.
-O jejku. - prychnął Paul. - straszne. Dzieciaki czekają, ruszać sie, jedziemy.
-Paul? - podlizał się Niall.
-Słucham.
-Mogę poprowadzić? - spytał milutko.
-Yyy..niech pomyślę...Nie!
Niall usiadł spokojnie na fotelu.
-Masz babeczkę. - podałam mu. Uśmiechnął się szeroko.
Ja z Harrym usiadłam naprzeciwko siebie. Ciągle chciało nam się śmiać.
-Zayn Zayn Zayn Malik! - zawołałam, a ten kiwnął brwiami żebym mu powiedziała o co chodzi.
-Masz koszulke z soku pomarańczowego. - zagryzłam wargę.
-Moje fanki polecą na mnie, czy będę czysty, czy brudny. Także wiesz. Luzik! - machnał ręką, a ja go naśladowałam przez całą jego gadkę. Gdy to zobaczył chciał mi chwycić rękę, a pomiędzy nami był Nialler i nie chcący walnął blondyna że babeczke miał na policzku.
-Eeej. Nawet nie można zjeść spokojnie. A jedzenie jest najważniejsze. Zaraz po jedzeniu jest spanie, jedzenie, koncerty, jedzenie, toaleta, jedzenie...
-I najważniejsze: Jedzenie! - dokończył Liam.
-No właśnie.
-Wy się tu śmiejecie a biedna Emily i Tomlinson cierpią z bólu.
-Wiemy, Daddy że ci ich szkoda, jak wszystkich, ale nie możemy im pomóc. - uspokoiłam się.
-Najważniejsze że damy bilety dzieciakom. - rzekł lokowaty.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 11


Kolejnego dnia przechadzałam się po mieście. Na kręglach na szczęście nikogo nie zabiłam.
Room 94 wrócili, siedzą z One Di i dziewczynami. Roxy dostała niezły opieprz, że wyjechała do Deana bez słowa. Nicole wyjeżdża jutro na wakacje. A my z Roxy całymi dniami będziemy oglądać filmy i objadac się nie wiadomo jakim jedzeniem. Co z dietą!
Choć znając spontan chłopaków spędzimy tygodnie całkowicie inaczej.
Na środku Londynu stwierdziłam, że chce coś zmienić w swoim wizerunku.
Fryzjer, kosmetyczka! To co każda kobieta kocha najbardziej. Ciekawa jestem miny przyjaciół.
Trwało to 3 godziny. Patrząc w lustro nabrałam pewności siebie i byłam zadowolona.
Kupiłam sukienke w którą od razu wskoczyłam, i pewnym krokiem zmierzałam do domu.
Kiwałam się w rytm muzyki który wydobywał się ze słuchawek.
Przypatrywał mi się pewien chłopak, skądś go kojarzyłam.
Podszedł.
-No brawo, brawo. Ktoś lubi być w centrum zainteresowania. - powiedział.
Uśmiechnęłam się i poszłam.
-Nie ładnie odchodzić bez słowa.
Odwróciłam się spowrotem.
-Matt jestem.
-Wiedziałam! Nie byłam pewna ale jaaa a jednak. Sory za ten wybuch, ale nie mogę uwierzyć. Emily.
-Też mi miło cię poznać.
-Wzajemnie. - odpowiedziałam wpatrzona jak w obrazek.

Matt <3 Siatkarz z reprezentacji USA. Jest boski, jego ciało, oczy, włosy, on cały!
Matt trochę zabłądził więc stwierdziłam, że pójdziemy do mnie, wezme samochód i może Louisa jako kierowcę i odwiozę go do hotelu.
Weszliśmy do domu.
Akurat trafiłam na Hazzę który przechodził.
-W czymś pani pomóc? - spytał.
Coo? - pomyślałam.
-Harry, ty debilu. - skomentowałam.
-Emilyyy!! Jaaa, nie poznałem cię! Przecież jak wychodziłaś... jaaa. Pięknie wyglądasz.

-Dzięki Haroldzie. Co nie zmienia faktu że jesteś idiotą, że mnie nie poznałeś.
Weszliśmy do salonu.
-O Harry, twoja koleżanka? Nigdy nam jej nie przedstawiałeś. - odparł Malik.
Zrobiłam facepalma, Matt już leżał na ziemi.
-Żyje wśród idiotów. - powiedziałam stanowczo. - To ja! Emily Wilson. Właściciel tego domu!
-O Jezu... - Louisa zatkało.
-Wyglądasz bosko. - odezwała się Roxy.
-Przedstawiam wam Matta, Matt Anderson.
-Emily, my cię przywiążemy wkońcu, bo zawsze jak wychodzisz gdzieś sama to przyprowadzasz kogoś do domu. - skomentował Kieran.
-Taki wasz marny los. Matt to są moi przyjaciele. Roxy, Nicole, i banda idiotów. - uśmiechnęłam się.
-Eeej! - krzyknęli wszyscy mężczyźni, o ile mogę ich tak nazwać.
Powiedziałam Louisowi, żeby pojechał ze mną i Mattem, żeby go odwieźć do hotelu.
Louis spytał co będzie z tego miał, że sam może go zawieźć, że ja nie muszę z nimi jechać.
Na co odpowiedziałam, że mu nie pozwolę bo jeszcze wywiezie gdzieś Matta do lasu, na co ten zrobił wystraszoną minę ale po chwili wybuchnął śmiechem. Cały Anderson.
-To co? Odwieziesz nas?
-Tak. Chodźcie.
-Super.
Gdy wsiedliśmy do samochodu, zaczęłam dyskusję z Mattem.
-Co robisz w Londynie?
-Przyjechałem na mecz, może przyjdziesz jutro pooglądać? Znaczy, przyjdziecie. Wszyscy. Dam wam wejściówki.
-Jasne. - wybuchnęłam wodospadem radości. - przyjdziemy.
-Cieszę się.
Niestety szybko dojechaliśmy pod hotel. Wyszłam z siatkarzem, Louis nie chciał. Nie wiem co go ugryzło.
-To dozobaczenie jutro. Bądźcie o 19 pod halą. - pożegnał mnie. Odmachałam mu i wróciłam do samochodu.
Tomlinson nie odezwał się całą drogę.
-Jutro o 19 idziemy na mecz Matta. Zaprosił nas wszystkich. - przekazałam wszystkim po wejsciu do domu.
-Super! - ucieszył się Liam z Niallem.
-Już go lubię siostro. - skomentował Sean.
-Ja nie mogę. - odezwał się nagle Louis.
-Dlaczego? - spytałam.
-Poprostu nie mogę!
-Nie krzycz na nią. - bronił mnie Daddy.
Tommo poszedł do pokoju, którym go ugościłam.
Ten dom był zbyt duży dla mojej rodzinki, mieszkaliśmy w nim w trójkę, a pokoi masa, także dobrze, że chłopcy się wprowadzili. Nie ukrywam, że Louis zamknął drzwi z "lekkim" trzaśnięciem.
-Przejdzie mu. - odparł Niall.
-Emily, naprawdę wygladasz olśniewająco.
-Nie podlizuj się Nicole.
-Jutro wyjeżdżam a ty mnie tak traktujesz. - oburzyła się.
-Miłej drogi. - zażartowałam ze śmiechem.
-Jeszcze będziesz chciała, żebym wróciła.
Już sobie wymyśliłam żart na Caspara gdy do nas wróci.

środa, 22 maja 2013

Rozdział 10

Rano pod mój dom przyszedł Nialler.
-Hej Emily. Jak się spało? - przywitał się.
-Dobrze, dziękuję. A tobie?
-Za krótko, chłopcy jeszcze oglądali telewizję, do jakiejś 5 nad ranem.
-Trzeba było spać a nie przyłazić tu. - parsknęłam śmiechem.
-Beeeez przesady. - ziewnął. - mogę wejść?
-Jasne, przepraszam, dziś jestem zakręcona, rozbiłam już dwie szklanki i wywaliłam doniczke z parapetu.
A nie śpie od godziny. Co będzie dalej? - blondyn spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Przypilnuję cię. Chłopcy wymyślili, żeby skończyć popołudniu na kręgle. Co ty na to?
-Ooo tak. Ale pewnie zabiję siebie albo kogoś kulą.
-Nie będzie tak źle. - wspierał mnie na każdym kroku.
Długo rozmawialiśmy, Niall co chwile coś jadł, opróżniliśmy wspólnie całą lodówkę, po 10 minutach zgłodnieliśmy, wiec trzeba było zajśc do sklepu.
-Cieszę się Emily, że po tylu latach się spotykamy. Byliśmy jak rodzeństwo, tak blisko siebie. Potem nasz kontakt się zerwał i znowu się znamy, siostro.
-Taki zbieg okoliczności...Gdyby nie wy to te wakacje byłyby takie nudne, ciągle siedziałabym w domu. - odpowiedziałam.
-Tylko...- urwał.
-Co jest, Niall?
-W przyszłym tygodniu lecimy do Australii na koncerty. - powiedział zawiedziony.
-Szybko zleci. - machnęłam ręką. No co!? Musiałam coś wymyślić na szybko.
-Też będziemy tęsknić. - What?! On to powiedział? Nie spodziewałam się.
-Mamy jeszcze tydzień, spoko, Nialler.
-Gdzie Roxy i Caspar?
Rox która w ogóle nie dzwoni? Pojechała do Deana. Ale jakoś się jej nie dziwiłam, zawsze ją do niego ciągnęło.
-W Leeds. Z Room. - odpowiedziałam. - No a Caspar w Ameryce. - zaburczało mi w brzuchu.
-Słyszałem to. - odparł Niall.
-Przed tobą nic się nie ukryje.
Weszliśmy do sklepu, w którym ktoś strasznie krzyczał.
-Jak to nie ma marchewek?! Chyba sobie pani ze mnie żartuje?!
-Lou. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Przepraszam bardzo za kolegę, czasem nie potrafi się zachować. - wytargałam Tomlinsona od kasjerki.
-Lou, ogarnij się. - szepnęłam do niego.
-Nie ma marchewek.
-Jak małe dziecko któremu wzięli lizaka. - rzuciłam i odeszłam do Horana który już czekał z zakupami, zajadając chipsy.
Lou krzyczał, żebyśmy na niego zaczekali, stwierdził, że idzie z nami do domu.
Gdy zaczął się kłócić z Niallem ja zadzwoniłam do Kierana.
-Hej braciszku. - zaczęłam.
Kompletnie nie wiedziałam po co do niego dzwonię, brakowało mi ich, ich poczucia humoru, wygłupów, wsparcia, ich całych. Nie sądziłam, że do tego dojdzie, ale to moi bracia. Nie prawdziwi ale jesteśmy jak rodzina.
-Emily! Jak miło cię słyszeć.
-Kiedy wracacie? - spytałam.
-Za dwa tygodnie.
Wyczuwam tydzień siedzenia w domu w samotności, jest Nicole, ale ona też coś mówiła o wyjeździe.
Przeżyje.
-Jak Roxanne?
-Ciagle kręci sie koło Deana, if you know what I mean.
-Zamknij się Kieran. - usłyszałam głos Roxy.
Co za ludzie. Chłopcy z 1D stali i gapili się na mnie, wiedziałam, że muszę się rozłączyć.
-Co jest?
-Nic. -odpowiedzieli.
W tym momencie ochlapał mnie samochód.
-No... - zamknęłam oczy i zaczęłam oddychać.
-Cisza przed burzą.
-Zamknij się Tomlinson. - skomentowałam. Zaczęło padać. Szklanki, wazon, spotkanie Louisa, mokre spodnie, deszcz. Nie ma to jak szczęśliwy dzień w wykonaniu Emily Wilson. Miło mi.
Nie miałam ochoty na żadne kręgle. Chce do domu. Zamknąć się w pokoju i iść spać.
-Idziemy? Czy będziemy tu tak stać? - zadałam pytanie.
I w tym momencie pojawił się Liam, z parasolem.
-Liasiu! W tobie moje zbawienie. - wepchałam mu się pod parasol.
-Też miło cię widzieć.
Kierunek mój dom. Nie cierpie deszczu, choć już powinnam się przyzwyczaić, wkońncu tyle lat żyję w Londynie.
"Kręgle, kręgle, kręgle." - śpiewał ciągle Payne, jeden jedyny wyraz ciągle od nowa i od nowa.
Cieszyłam się mimo wszystko, że ich mam przy sobie. Choć byli różni, to byli tacy sami. Wiem, to bez sensu. Jak cała ja. xD
Razem tworzyli jedną, idealną całość.
-Ja mam dzisiaj pecha nigdzie nie ide. - powiedziałam, gdy siedzielismy w salonie, a wszyscy tępo gapili się w telewizor. Nikt nie zareagował.
-Okej. - dodałam.
-I tak pójdziesz. - odparła Loczek nie odrywając wzroku z tv.
-Jesteś tego pewien?
-Tak. - odpowiedział Malik.
Wywróciłam oczami.
Wzięłam miske popcornu i chciałam iśc do pokoju ale nie zauważyłam nogi Zayna i wywaliłam się a miska spadła Niallowi na włosy. Leżąc powiedziałam:
-Mówiłam, że mam pecha.
-Przejdzie ci. - odparł Louis.
-A sie zdziwisz jak cię zabiję kulą do kręgli. Na drugi dzień artykuł.
"Emily Wilson zabiła Louisa Tomlinsona kulą od kręgli"-Ciekawy nagłówek, powiem ci. - skomentował Tommo.

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 9

Usiadłam z wrażenia, ciężko mi się oddychało. Louis przyniósł mi wodę i usiadł obok.
-No kto by pomyślał. - skomentował.
-Niall. - zaczęła mama. - czy mogłabym porozmawiać z twoją mamą? Nie widziałam jej wieki.
-Pewnie. - wykręcił jej numer i poszła na piętro.
Weszła Roxy. Oczywiście nie zapukała bo to święto by było.
-Dzień dobry pani Wilson! - krzyknęła. - Emily, wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła. Haha wszyscy tak wyglądacie. Skoczę po coś do picia. - zniknęła za ścianą do kuchni.
-Ona tak zawsze. - rozwiałam wątpliwości chłopców.
-Nie uważacie, że to tak fajnie wyszło, że znaliście się kiedyś i po tylu latach...
-Znowu się spotkaliście. - przerwał Haroldowi, Malik.
-Gdyby Louis nie poznał cię na lotnisku, nie wiedziałabyś, że znasz Nialla. Może nigdy by do tego nie doszło. - kontynuował Liam.
-Może mi ktoś wyjaśni o co chodzi bo czuję się niedoinformowana. - zwróciła na siebie uwagę Roxanne.
-Usiądź. - zrobił jej miejsce Harry.
-Nie...Albo dobra. - wryła się.
-Chodzi o to, że Emily i Niall bawili się jeszcze w piaskownicy przez długi czas. - wyjaśnił Loui.
-I nic mi nie powiedziałaś!?
-Roxy! Emily się dopiero dzisiaj dowiedziała i Niall też.
-Przeznaczenie. - skomentowała.
-Roxy! - krzyknęłam.
-No co? - broniła się ale spojrzała na minę Tomlinsona. - Dobra, dobra.
-Jak miło było ją usłyszeć, jutro wsiadam z tatą w samolot i lecimy do Irlandii.
-Naprawdę? - spytał tata.
-Tak. Wiem, że dopiero wróciłeś ale jedź ze mną.
Nie miał nic do gadania. Ale znowu chata wolna.
-Niall? Nie masz nic przeciwko? - spytała go.
-Nie, ależ skąd. Wręcz przeciwnie, cieszę się. Po prostu jestem w szoku.
-Ja wiem, wszyscy jesteśmy zdziwieni. Ale to chyba dobrze, że moja córka trafiła na dobrych chłopców.
Powiedziała mama i ja walnęłam łokciem Hazze, który prawie wybuchnął śmiechem.
-Tak mamo, ale my się kolegujemy. Zaraz wracam. - wstałam.
Dean dzwonił.
-Cześć Emily! Ja na chwilę, mamy przerwę przed próbą, chłopcy cię pozdrawiają! Zaraz zwali się tu tłum krzyczących fanek także póki jest trochę spokoju to opowiadaj.
-Hej Dean. Nic takiego.
-Coś się stało? - spytał, a po moim policzku spłynęła łza.
-Nie, nie. Nie martw się. Zadzwonię rano. Paa. Powodzenia na koncercie. - musiałam się rozłączyć.
Nie wiem od czego ta łza. Przecież powinnam się cieszyć, może to z radości. Tak, na pewno.
Do pokoju wszedł Liam, przetarłam szybko oczy.
-Twoja mama się pyta, czy pomożesz się jej spakować?
-Tak, zaraz zejdę.
-Strasznie blada jesteś. - odrzekł.
-Za dużo emocji jak na jeden dzień. Chyba pójdę pobiegać.
-Nie wiem czy powinnaś skoro ci słabo. - wszedł Lou. - pójdę z tobą.
-Jak chcesz. - od powiedziałam i wyszłam z domu a on za mną.
Po 30 minutach.
-Jak się czujesz? - spytałam chłopaka, który ledwo oddychał.
-Never better.
-Widzę. Świeże powietrze dobrze na mnie działa.
-Kondycji można po zazdrościć. Wracamy? - kiwnął głową na ścieżkę.
-Dobra, jeszcze skoczę do Roxy.
Stanęliśmy pod domem. Wyszła jej mama.
-Dzień Dobry. Jest Rox?
-Roxanne? Nie ma, pojechała do Leeds, do tego waszego przyjaciela, mówiła, że ją zaprosił.
Ale cwana.
-Dziękuje, Do widzenia.
-Gdzie? - spytał Tommo.
-Do Deana i chłopców z Room 94.
-Aaa...
A u mnie z resztą One Direction siedziała Nicole. Kto jeszcze przyjdzie? Za dużo jak na jeden dzień!
Stanowczo!
-Wassup? - przywitała się.
-Dowiedziałam się, że się przyjaźniłam z Niallem będąc dzieckiem, moi rodzice wyjeżdżają, Lou nie ma kondycji, Roxy pojechała do Leeds, do Room nic mi nie mówiąc. Caspar siedzi w Ameryce. Dobrze jest! Nic ciekawego.
-Do Deana? - otworzyła usta. Lou pokiwał głową.

-Emily jak chcesz to my nie musimy..
Podniosłam ręce do góry, żeby nic nie mówili.
-Jedźcie. Przepraszam wszystkich ale chyba pójdę pod prysznic i się położę. Za dużo na jeden raz.
Chłopcy mam prośbę. Odprowadzicie Nicole do domu? Ciemno się już robi.
-Jasne. Superman is here. - wydurniał się Louis.
-Dziękuję.
-Zadzwonimy jutro. - pożegnali się i poszłam.
Rzuciłam telefon na łóżko, chciałam spokoju od całego świata. Jedyne co zrobiłam po prysznicu to weszłam na Twittera.
Pisały do mnie jakieś dziewczynki, że widziały mnie z Louisem. No tak, byłam na mieście z Louisem Tomlinsonem, to nie obyło by się bez sensacji.
Odpisałam im, przecież się nie boję. Nic złego nie zrobiłam, wiem, że one oddałyby wszystko za nawet 10 sekund rozmowy z nimi a ja się spotykam z One Direction codziennie ale nic nie mogłam na to poradzić.

_______________________________________________________

Hej ludziska! No więc wiem, zabijecie mnie, że skończyłam tak poprzedni rozdział ale też was kocham :D Co słychać? Ja posyłam wam obrazek który mi się tak spodobał, że aż się chce podzielić z wami. Gościu jest mega!

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 8

Mama wróciła z tatą kilka dni temu. Chłopcy z Room musieli wyjechać na chwilę
bo mieli jakiś koncert.
Więc w skrócie co się działo przez te kilka dni:
-spotkaliśmy się jeszcze z One Direction
-byliśmy na kręglach
-cieszymy się w wakacji
-Lou już mniej mnie wkurza ale wkurza.
-Dean zaczął podrywać Roxanne. Nie wiem co mu się stało.
-niech wakacje nigdy się nie kończą!
-jak sobie pomyślę, że będzie trzeba wrócić do szkoły to aż się zniechęcam.
-ale dopiero się zaczęły wakacje, jeszcze nie całe 2 miesiące.
-dość zmartwień.
-Live while We're young!
Na tych kręglach to byliśmy z 1D i Deanem, Nicole i Roxy.
Casper wyjechał już do Ameryki, bardzo mi go brakuje, jako przyjaciela. Bo często miałam
tak że mogłam z nim pogadać.
Dean uczył wtedy Roxanne grać w kręgle, było śmiesznie. Albo jak Loui rzucił się na podłogę jakby udawał kulę i zaczął się toczyć.
Zeszłam na dół koło 9, w potarganych włosach i pomiętej pidżamie.
-Któż to się obudził. Jak ci się spało, kochanie? - przywitał mnie w kuchni tata, smażąc naleśniki.
-Ideeaaaalnie. - ziewnęłam. - pięknie pachnie. - usiadłam na blacie.
-Jakies plany na dzisiaj?
-Poznacie moich nowych znajomych, jeśli chcecie.
-Następne dziewczyny? - wykrzywił twarz.
-Piątka chłopaków, tatuś. - odpowiedziałam cwano się uśmiechając, a ten zaksztusił
się herbatą.
-No, no,no. Isabel, nasza córka robi postępy.
-Tato, nie przesadzaj.
-Muszę posprzątać, ugotować...
Jak zwykle moja rodzicielka martwiła się każdym szczegółem, że nie moga siedzieć
w bałaganie.
Chyba nie widziała tego domu, gdy jej nie było.
Bez przesady, i tak było czysto, bo mama gdy jest w domu sprząta codziennie. A i tak mówi,
że jest bałagan. No nie ogarniam.
Wygnała mnie po zakupy. Chodziłam wygrzewając się w słońcu. Dziś pogoda była cudowna jak na londyńską.
-Em hej. - przytuliła mnie Roxy. Zdziwiłam się, że widzę ją w sklepie.
-Nie wierzę. Mama wysłała Cię na zakupy?
-Też się zdziwiłam, ale nie miała wyboru. Ciocia do nas wpadnie, z babcią i kuzynem.
-Wszyscy gości mają..
-Co masz na myśli? - spytała.
-Nic.
-Ile się znamy?
-No dobra. One Di dzisiaj do mnie wpadnie bo rodzice chcą ich poznać. - powiedziałam.
-Oo wpadnę, jak się uwolnię w domu.
-Spoko.
Roxy była częstym gościem w moim domu, mama ją lubiła. Wydawała się lepszą córką
ode mnie, ale gdy Roxanne grała na perkusji all day mama wątpiła.
Roxy jest bardzo ruchliwym i muzycznym dzieckiem.
Ciągle gra na perkusji, gitarze, śpiewa. Wszystko. Dawno nie wspominała nic o siostrze. ( przypominam że ma bliźniaczkę) Może wyjechała na wakacje.
-Idziesz czy zamierzasz czytac tą gazetę cały dzień? - podeszłam do przyjaciółki
która oczywiście siedziała pod stoiskiem z gazetami i czytała wszystkie po kolei.
-Jeszcze nie skończyłam! Ale jak tak ci się spieszy to ewentualnie mogę skończyć czytac teraz.
-Och dziękuję za twą łaskawość.
-To tylko dzisiaj. - poruszała brwiami.
6 godzin później.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata mnie uprzedził bo chciał ich przywitać.
-Dzień dobry. My do Emily.
-Jakiej Emily? Nie mieszka tu żadna Emily, pomyliliście domy.
-Tato! - popchnęłam go. - Wchodźcie. Wybaczcie mojemu ojcu za ten niby żart, ale..
-Naprawdę uwierzyłem, wszystkie te domy tu takie podobne. - Hazz poprawił włosy.
-Dzień dobry. - Lou przywitał się z moją mamą. Nie wiem czy chciał się podlizać
ale mu się to udało.
Ciekawa jestem co wyjdzie z tego dnia. I czy Roxy przyjdzie. Jak przyjdzie to przynajmniej
nie będę musiała wstawać bo ona nie puka.
Siedzieliśmy już wszyscy w salonie, oglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Ja, 5 chłopaków
i moi rodzice.
Znalazłam moje zdjęcie z piaskownicy, z jakimś chłopcem.
-Mamo, pierwszy raz widze to zdjęcie.
-Ooo tak.. Leżało na samym dnie. To ty jak mieszkałyśmy u cioci Eve w Irlandii, jakieś dwa lata po twoim urodzeniu. Wtedy poznałaś tego uroczego młodzieńca.
-Zapomniałam, że mieszkałyśmy u niej.
-Nie dziwię ci się, Emily.
-W Irlandii? - spytał Niall.
-Tak, Na imię mu jest Niall, założę się, że teraz bym go nie poznała, tyle lat minęło.
Oboje jesteście już dorośli.
W tym momencie zaparło mi dech w piersiach. Wszyscy spojrzeli na blondyna.
-Pamięta pani może jego nazwisko? - spytał.
Nie to nie może być prawda.
-Pewnie. Przyjaźniłam się z jego mamą. Niall. Niall Horan.
O Jaciee!
-Mamo, ale to jest Niall Horan. - wskazałam.
-Jezu. - podniosła zdjęcie. - To ty, te oczy, ta buzia. Tyle lat.. byliscie nie rozłączni z Em.. - rozpłakała się.
Bawiłam się z nim jak byłam mała? Ale..ale...